czwartek, 19 marca 2020

Czy nadgorliwość jest gorsza

od faszyzmu? Myślę, że tak. I dotyczy to także edukacji w czasach zarazy. Oto, stało się dzisiaj wręcz wymogiem intelektualnego savoir vivre’u odmienianie przez przypadki pouczenia, że tymczasowa przerwa w funkcjonowaniu szkół i uczelni, to nie ferie, ale czas nie mniej intensywnej pracy, tyle że w organizacyjnie zmienionej formule. I trudno temu pouczeniu nie przyznać słuszności. Ale problem, jak zwykle, dotyczy miary. Na jednym biegunie lokuje się bowiem – niewątpliwie wymagająca ciągłego przezwyciężania – pokusa totalnej laby, bumelki i szkolnego tumiwisizmu. Ale na biegunie przeciwległym bryluje idiotyczna około-dydaktyczna histeria, zaklinająca „rzeczywistość realną”, by – drogą nauczania online – zamieniła się bez strat w wirtualną. Przodują w niej, obok jak zwykle dyżurnych prymusów aktywizmu, zwłaszcza kontrolerzy cudzej pracy – zawsze gotowi do pouczania kontrolowanych, rozmaici skrupulanci i biurokraci-szczególarze, w głowach których roi się chyba jakieś bezrozumne przekonanie, że w ludzkim świecie nie ma miejsca na jakikolwiek nieład, przerwę lub rozproszenie. Tymczasem, pomiędzy jedną a drugą skrajnością – właśnie w obecnym stanie wymuszonego spowolnienia edukacyjnego pędu do niewiadomo czego – jest miejsce na zwyczajną refleksję i spokojne działanie. Działanie teraz odpowiednie dla pandemicznie zmienionych priorytetów i refleksję chociażby nad stanem ludzkiej wiedzy, rozwijanej i przekazywanej w szkołach i uczelniach. Czyż to bowiem nie owa wysoko rozwinięta wiedza pozwala właśnie jakoś radzić sobie z pełzającym po świecie zagrożeniem ludzkiego życia i zdrowia? I czyż to nie ona wytworzyła wcześniej możliwości skutecznego pełzania?

poniedziałek, 9 marca 2020

Nie mam pewności, czy owi aktywiści klimatycznej histerii

którzy wieszczą rychły koniec znanego nam świata, to te same osoby, grupy, środowiska, które innym ludziom zarzucają gatunkowy szowinizm i staroświeckie przywiązanie do biblijnego porządku wartości. Wszak, jeśliby tak było, czyż nie powinny raczej zacząć cieszyć się z nadchodzącej zmiany i z tego, że wreszcie rządy nad światem przejmie jakiś mądrzejszy, bo nieludzki gatunek?…

środa, 15 stycznia 2020

Z mojego listu ws. wyborów do Zarządu OG PTF

Odpisuję po kilku dniach zastanowienia – dziękuję za dobre słowo i zaufanie, i przepraszam, ale nic z tego😊.

Do pełnienia tej funkcji potrzeba wiary w sens podejmowanego wysiłku oraz wiary w siebie, a u mnie – po latach pracy na UG – już chyba niczego takiego nie ma😊. Bezinteresowność filozoficznego dyskutowania widzę jeszcze wśród niektórych osób, które niegdyś mnie uczyły, oraz wśród młodzieży na zajęciach i to jest bardzo budujące, ale pomiędzy jednym a drugim dostrzegam przede wszystkim skupienie delikwentów – rozmaitych lokalnych i przyjezdnych mądrali – na zbieraniu punktów do dorobku itp. I kompletnie nie interesuje mnie obsługiwanie ich pod tym względem poprzez organizowanie im odczytów w Towarzystwie😊. Mam za sobą ‘kilkunastoletni epizod’ współtworzenia i prezesowania PTFT. Mój pomysł na rolę i sposób działania Towarzystwa – mniej widowiskowy, za to bardziej dyskusyjny i seminaryjny – nie znalazł jednak dostatecznego zrozumienia i akceptacji, więc też już od lat w tym towarzystwie mnie nie ma. Ono samo jednak działa bardzo sprawnie, pełniąc kulturalną rolę na środowiskowej mapie. A ponieważ we mnie nie ma też ducha walki😊, to w ew. roli Przew. nie widziałbym sensu rywalizowania OG PTF z PTFT. Nie widzę również sensu forsowania własnej ww. wizji towarzystwa w tutejszym akademickim środowisku osób wszystko wiedzących lepiej, a przy tym bardziej tytułowanych itd. Myślę nawet, że ew. moje przewodniczenie OG PTF większość przyjęłaby z rozbawieniem, albo zażenowaniem😊.

Mówi się nie bez racji, że nasze myśli kształtują nasze życie. Cóż, nie prosiłem się o takie jak wyżej, ale takie nabyłem, więc ich w sobie nie duszę😊.

Urok dualizmu? Kobiety, które nadal

chcą być kobietami i mężczyźni, którzy nadal chcą być mężczyznami.

piątek, 10 stycznia 2020

Owszem, jestem gotów uznać priorytet

filozofii naukowej, jeśli tylko wskaże mi choć jeden skuteczny sposób pełnego samounicestwienia. Takiego, które obejmie nie tylko moją teraźniejszość i niedoczekaną przyszłość, ale także wszelaką przeszłość mojej obecności w świecie... I co, czy są gdzieś moce takiego wskazania?