czwartek, 10 września 2020

Z Podręcznika Nowoczesnej Wrażliwości Społecznej

Przeczytaj z uwagą, przemyśl, a następnie podkreśl właściwą odpowiedź:

Wnuczek miał dziadka, dziadek miał pieska, a piesek nazywał się …Murzyn. Czy teraz, dorosły już wnuczek powinien wyprzeć się dziadka – który pieska tak haniebnie nazywał – czy wystarczy, że zbezcześci dziadkowy nagrobek?…

piątek, 4 września 2020

Sprostowanie. Uprzejmie informujemy, że w ogłoszeniach

duszpasterskich, które zostały wyemitowane po głównym wydaniu wczorajszego dziennika, podano nieprawidłowy numer konta bankowego, na które należy dokonywać opłat za możliwość wysłuchiwania wspomnianych ogłoszeń. Prawidłowy numer konta zostanie pokazany na pasku u dołu ekranu, dzisiaj po południu, gdy zadzwonią dzwonki na rozpoczęcie koronki. /źródło: wezPress/

czwartek, 3 września 2020

Dwie „długie” myśli z krótkiego opowiadania

pt. „Czy warto wybijać zęby” (Ludwik Górski, Lubię być szczęśliwy, Warszawa 1968, s. 7-9):

Pierwsza, że „człowiek jest jak gazowa latarnia: gdy zapalisz – świeci”.

Druga, że „życie jest jak wagon kolejowy. Wagon pędzi, pędzi w dal i życie pędzi w dal. Tylko że wagon jest kolejowy, a życie jest ludzkie. I wagon, kiedy jest na bocznym torze, nie szarpie, a człowiek odstawiony na boczny tor szarpie, szarpie się w sobie”…

Czy słusznie napisałem, że te myśli są długie?

środa, 2 września 2020

Trzeba to wreszcie stwierdzić z absolutną stanowczością, że nie tylko czytanie

ale również pisanie całych książek jest zbyt czasochłonne i w końcowym rozrachunku kompletnie bezużyteczne. W związku z powyższym, postanowiłem ograniczyć się do pisania samych tytułów. Do lektury kolejnych zapraszam już wkrótce!

wtorek, 1 września 2020

ZG PTS znowu nadaje!

Na temat „robotnic i robotników, pracowniczek i pracowników”, dziękując „obywatelkom i obywatelom”, wskazując „Polki i Polaków” oraz rolę, jaką odegrali „socjologowie i socjolożki, w tym członkowie i członkinie”… (zob. Oświadczenie Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego w związku z czterdziestą rocznicą utworzenia „Solidarności”).

W Oświadczeniu najważniejsze? Że ma rodzaj nijaki.

sobota, 22 sierpnia 2020

Z mojego listu do Jana…(9)

Ten wywiad pięknie pokazuje różnicę między totalitaryzmami: faktycznym i rzekomym. Gdybyśmy mieli faktyczny, to ten aktor, i jemu podobni, zajmowałby się aktorstwem, albo by siedział (tudzież już leżał😊). Tymczasem wraz z innymi politykuje przeciwko władzy, podobnie jak gromada z przeciwka politykuje na tej władzy cześć; i obie strony robią to bezkarnie…

Ale klucz jest chyba także w tym fragmencie wypowiedzi: „Od dziecka wiedziałem, że po śmierci nie ma nic. Nie liczę więc, że będę się zapisywał moimi czynami na to, co jest po śmierci”… Mam wrażenie, że ten człowiek coraz bardziej gardzi własnym, wedle powyższej deklaracji: definitywnie kończącym się jestestwem, dlatego też coraz łatwiej mu przychodzi gardzenie innymi ludźmi…

Sugeruję unikanie takiego towarzystwa!😊

niedziela, 16 sierpnia 2020

W nocy z poniedziałku na środę, w miejscowości Aua

pod Pasyżem, grupa nieznanych sprawców dokonała brutalnego napadu na mlecze. Policja poszukuje świadków zdarzenia, wyznaczono nagrodę za wskazanie napastników. Podejrzewa się, że za atakiem stoją okoliczni chłopi, niezadowoleni z gwałtownego wzrostu tudzież nadmiernego zarostu niechcianych porostów. /źródło: wezPress/

niedziela, 9 sierpnia 2020

Kidane Tumelo Miluba – północno-afrykański wieśniak

z plemienia Papaciupa, uczestnik – w roli tragarza i przewodnika – ekspedycji Johna H.T. Scotta (1753-1807) z Brytyjskiego Towarzystwa Miłośników Dzikich Zwierząt; celem ekspedycji (1801-1802) było sprawdzenie doniesień o pojawieniu się w dorzeczu Nilu wielu zwierząt o nieproporcjonalnej długości lewych kończyn; wyprawa Scotta nie dostarczyła jednoznacznych dowodów występowania wspomnianych anomalii, została jednak zapamiętana, głównie za sprawą olbrzymiego krokodyla wytropionego przez K.T. Milubę; 7-metrowej długości gad, ważący prawie 900 kilogramów, miał lewe łapy niemal dwukrotnie dłuższe od prawych, co utrudniało mu przemieszczanie się zwłaszcza po piaszczystym brzegu rzeki; po zbadaniu i opisaniu cech anatomicznych, zwierzę zostało wypuszczone na wolność; rycina przedstawiająca krokodyla w towarzystwie Miluby, Scotta oraz członków jego wyprawy – przez wiele lat, wraz z innymi pamiątkami i trofeami eksponowana w siedzibie BTMDZ – zaginęła w czasie drugiej wojny światowej; postać K.T. Miluby została odnotowana na kartach historii nauki oraz literatury pięknej. /źródło: wezLibrary/

środa, 29 lipca 2020

Anonimowość recenzji? W moim przekonaniu

to zwyczajna ściema - zbiurokratyzowana głupota, która jedynie stwarza pozory naukowości i obiektywizmu, ale także umacnia hipokryzję społecznych, m.in. akademickich relacji, a samych recenzentów uwalnia od ciężaru cywilnej odwagi i poczucia moralnej odpowiedzialności za to, co i w jaki sposób piszą o pracy innych.

wtorek, 21 lipca 2020

Zbieraj punkty, aby móc wymieniać je

na nagrody! Udzielaj polubień, abyś też przez innych mógł być polubiony! Zapraszaj do kontaktu i poszerzaj swoje grono znajomych, by zbudować wraz z nimi relacyjny kapitał!… Co, nie stosujesz się do takich zaleceń? To czego ty jeszcze szukasz na uniwersytecie!? Prawdy?

niedziela, 21 czerwca 2020

W moim pojęciu, wiedza naukowa jest jedynie swego rodzaju

racjonalnym wykwitem życia, ulokowanym między stanem nieświadomego bytowania niekoniecznego-czegokolwiek a logosem-wszechkonieczności-czyli-mądrością-boskiego-absolutu. Jako taka, wiedza naukowa przydaje się jedynie pomiędzy owymi biegunami – które można oczywiście ponazywać inaczej – nie jest potrzebna ani temu, co bytuje nieświadomie, ani temu, co jest przeciwległą pełnią mądrości.

Filozofia może pełnić rolę światłowodu – łącznika wiedzy naukowej z tym, co splata nieświadome oraz pełne w człowieku. Przy czym, im bardziej próbuje konkurować z nauką, tym bardziej staje się gadatliwa. Im bardziej zaś przybliża do siebie owe bieguny nieświadomego bytowania i absolutnej mądrości, tym bardziej sama pozostaje milczeniem…

Postscriptum
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że powyższa wypowiedź zostanie przez niektórych uznana za spekulatywny, niczemu niesłużący bełkot. Inni, być może, odnajdą w niej drobiny sensu, ale zanim zechcą je uznać, sprawdzą, kto jest jej autorem, jakie ma wykształcenie, jaką pozycję zajmuje na przykład w rankingu cytowań, i dopiero na tej podstawie ocenią ewentualną wartość słów zapisanych powyżej. I niewątpliwie w gronie osób, które trafiwszy tutaj zechcą chwilę o tych słowach pomyśleć, ujawnią się jeszcze inne, rozmaite, może także trudne do przewidzenia postawy. Czy z powyższego płynie zatem jakaś konkluzja? Drogi Czytelniku, jeżeli jeszcze tu jesteś, sformułuj ją sobie w postaci dla Ciebie najbardziej wygodnej…


Komentarze w LinkedIn:
https://www.linkedin.com/posts/wojciech-edmund-zieli%C5%84ski-34504196_w-moim-poj%C4%99ciu-wiedza-naukowa-jest-jedynie-activity-6680390541898739712-lzkC

środa, 17 czerwca 2020

Z mojego listu do Studenta (4)

Przyjmując w dobrej wierze to, co – na temat bieżących opóźnień w obowiązkach studenckich – Pan w obydwu listach napisał, uważam, że nie tylko nie ma Pan za co (zwłaszcza mnie) przepraszać i czego się wstydzić, ale wręcz, że to Pan mógłby uczyć innych odpowiedzialności, pracy z myślą nie tylko o sobie, szacowania priorytetów wobec przeżywanych trudności życiowych itp. Tak to odbieram. A studia i edukację, które sprowadzają się do uzyskiwania kolejnych stopni bez oglądania się na innych i na dobro wspólne, uważam za paliwo społecznej degrengolady, która zdaje się postępować, także w naszym najbliższym otoczeniu… Innymi słowy, materiałem własnych studiów proszę uczynić również opisane przeżywanie pandemii i jej konsekwencji w Pana świecie życia, a uzyskane w ten sposób doświadczenie i kompetencje pozwolą Panu tym bardziej cieszyć się dyplomem, który w stosownym czasie zapewne Pan wypracuje.

środa, 3 czerwca 2020

Co rusz gdzieś słyszę narzekania na niemądre

czy wręcz głupie społeczeństwo, które pozwala na sprawowanie władzy ludziom myślącym tylko o jej sprawowaniu i czerpanych z tego korzyściach. Irytująca jednak jest konstatacja, że owi, od innych światlejsi, zatroskani obywatele narzekający na nieobywatelskie społeczeństwo, to również ci, którzy w minionych latach robili akademickie kariery, byle jak przy tym kształcąc studentów, w przekonaniu, że większość z tychże w ogóle nie powinna studiować, bo to zwykłe matoły – plewy, które z powodu braku egzaminów wstępnych na studia zawczasu nie zostały odsiane. Nie mniej irytujące jest spostrzeżenie, że zarazem owi zdegustowani społeczeństwem narzekacze domagają się dzisiaj ze strony ciemnego, krytykowanego przez nich ludu, uznania dla własnych osiągnięć, eksperckości i rzekomego autorytetu… Doprawdy nie wiem, na co liczą ci dziwni ludzie.

Dodam jeszcze, że „byle jakie” kształcenie, o którym mowa powyżej to takie, które docelowo na straty spisuje studentów, którzy „i tak sobie nie radzą”, przy jednoczesnym czerpaniu profitu z faktu ich pozostawania studentami dopóki to tylko możliwe. Ów profit, najogólniej mówiąc, polega na posiadaniu odbiorcy edukacyjnego przekazu… Wszak posiadanie takowego odbiorcy pozwala utrzymywać zatrudnienie i dochody nadawcy.

środa, 13 maja 2020

Czym jest tak zwana kultura obrazkowa, w której

– jak wielu twierdzi – dzisiaj żyjemy? Och, to bardzo łatwo wyjaśnić. Przykładowo, jeżeli poszukujesz właściwego znaczenia terminu „menda”, już nie musisz – jak niegdyś – wertować papierowego słownika, ani nawet zaglądać do internetowej Wikipedii. Wystarczy bowiem, że włączysz telewizor, albo spojrzysz na okładkę jakiegoś tygodnika. Tam niewątpliwie ujrzysz zobrazowaną mendę, a zapewne rychło zaczniesz też dostrzegać różne jej odmiany: polityczną, artystyczną, dziennikarską, naukową, prawniczą i inne…

wtorek, 12 maja 2020

Z mojego listu do Jana…(8)

No, to po kolei:

Cyt.: „Ja dopiero od Ciebie dowiaduje się, że autor to dr czy prof.
Po prostu zapominam o przeczytaniu tego kto jest autorem i to jest niewątpliwie mój błąd”



Cyt.: „Co do filozofii to nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi? Wytłumacz, co masz na myśli”

- nie wiem, czy potrafię wytłumaczyć; widzę to tak: masz papiery filozoficzne […], ale gdy rozmawiamy, jest wszystko (ekonomia, politologia, socjologia, sztuka, historia itd.), tylko nie filozofia; jeśli chodzi o to, że traktujesz ją specjalistycznie, to rozumiem, szanuję itp. – do takiej potrzeba kompetentnych dyskutantów-specjalistów; a jeśli jednak nie chodzi o ‘specjalistykę’, to ja z kolei nie rozumiem, dlaczego filozofii nie praktykujesz!?...

Nie zrozum mnie źle. To może wyglądać na jakieś osobiste ‘przytyki’, ale dla mnie powyższe wątpliwości są bardzo istotne i wręcz systemowe, ważne społecznie itd. – filozofia jest w papierach, dyplomach, posadach, stopniach i tytułach naukowych, czasopismach itd., a gdy przychodzi do zwyczajnej rozmowy z posiadaczami ww. walorów, nie widzę jej w praktycznym zastosowaniu… Coś, co kwintesencję może mieć w praktycznej mądrości, zatrzymuje się na szczeblach specjalistycznej drabiny, czasem dziwiąc się, że podcina ową drabinę ktoś, komu ona przyda się po prostu na opał… Chyba wszystko, co do tej pory napisałem jakoś wiąże się z tą kwestią… Nigdy nie znalazłem zrozumienia i takowego chyba już się nie spodziewam😊…

piątek, 8 maja 2020

Czy pomiędzy chęcią bycia chcianym

a niechęcią do bycia niechcianym, jest jakiś złoty środek doskonałej obojętności? Czy da się na nim stanąć, utrzymać życiową równowagę, czy jest tylko bezwymiarowym punktem, ideą, myślą, której niepodobna uchwycić się trwale? A też, co lub kogo miałaby ta obojętność obejmować? Jeśli powiem, że każdego, wszystkich i wszystko, to czy na pewno pomieszczę w tym samego siebie?

poniedziałek, 4 maja 2020

Z mojego listu do Jana…(7)

Dziękuję, wybacz, ale przeczytałem tylko nagłówki; jeżeli facet z doktoratem pisze w „Polityce”, że polityka PiS doprowadziła do rozbicia społecznej solidarności, to znaczy, że doktorat robił chyba na księżycu – gdzie być może taką solidarność kiedyś widział. I też wybacz, że powtórzę to, co już kiedyś mówiłem: gdzie u Ciebie jest filozofia?… Jeżeli tylko tam, gdzie są naukowe tytuły i środowiskowe adoracje, to znaczy, że żyjemy na różnych planetach.
Serdeczności i do usłyszenia😊

sobota, 2 maja 2020

Czy na pewno nigdy nie doświadczyłeś

choćby najmniejszego dobra? Czy na pewno nigdy nie wyświadczyłeś choćby najmniejszego dobra? I czy na pewno nie wierzysz, że Bóg jest Miłością?

czwartek, 30 kwietnia 2020

czwartek, 23 kwietnia 2020

Z mojego listu do Jana…(6)

Dzięki i gratuluję szekspirowskiej publikacji!
[Reminiscencje Festiwalowe. 23. Festiwal Szekspirowski, https://pl-pl.facebook.com/PolskieTowarzystwoSzekspirowskie/]

Później może trochę więcej poczytam, tymczasem przejrzałem zdjęcia. Jednak wizualnie nie pociąga mnie taka sztuka anatomiczno-fizjologiczna, a jako ignorant mam swobodę opinii. W czasach, gdy fotografia teatralna była mniej precyzyjna, nie trzeba było oglądać choćby śliny i pryszczy aktorów.

Serdeczności

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Mam serdeczną prośbę

Do osób, które będą o tym decydowały, aby już nie wyłączano kamery skierowanej obiektywem w stronę prezbiterium. Chcę znowu pójść na wieczorną mszę świętą – do pokoju z telewizorem – nie mogąc być fizycznie obecnym w kościele. Niech to dobro, jakim jest stały internetowy przekaz tego, co się dzieje w świątyni, nie okaże się dobrem tylko tymczasowym. Tymczasowe – oby jak najkrótsze i jak najmniej, mimo wszystko, bolesne – niech okażą się jedynie te paskudne wirusowe okoliczności, które sprawiły, że tak wiele i tak gwałtownie pozmieniało się w życiu społecznym, a więc także w życiu Kościoła.

Oto, sam lub wespół z domownikami, stoję, siedzę, leżę lub klęczę przed ołtarzem, na którym sprawowana jest Eucharystia. Modlę się w domowym kościele – w czasie rzeczywistym i we własnej parafii. To jest bycie u siebie!, choć fizycznie niekiedy w dużym oddaleniu od miejsca, w którym byłbym osobiście, gdyby możliwości na to pozwalały. To nie jest to samo, co oglądanie transmisji uroczystych mszy z Watykanu, Częstochowy, Krakowa, Warszawy… Nie umniejszając tamtym i nie kwestionując wagi religijnego ich przeżywania, wolę bliskość na co dzień znanego mi miejsca; wolę obecność i widok mojego parafialnego, „zwykłego” księdza, o którym wiem, że podobnie jak ja i inni ludzie z kościelnych ławek, przyszedł tu nie tylko z przyzwyczajenia, nie tylko z racji pełnionego tu obowiązku, ale przede wszystkim z powodu wyrażanej w ten sposób wiary – wiary w Boga, której kościelnym i społecznym wyrazem jest pośród innych pełniona liturgia. Jej otwarty i stały internetowy przekaz – możliwość przyjścia na mszę „do pokoju”, przed pracą, albo po jej zakończeniu, a może i w trakcie jakiejś pracy domowej, gdy fizyczne dotarcie do świątyni, ze względów czasowych lub innych po prostu nie byłoby możliwe – sprawia, że parafialny kościół tym bardziej staje się wspólnym miejscem parafian. I to jest wspólna czasoprzestrzeń Kościoła! – zwielokrotniona pandemicznymi uwarunkowaniami dzisiejszej doby – czasoprzestrzeń, której w moim przekonaniu nie wolno zlekceważyć lub zgubić, gdy codzienne realia w jakimś sensie „wrócą do normalności”.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że – gdy wspomniany do normalności powrót nastąpi – szereg argumentów zgodnym chórem wyśpiewa potrzebę fizycznego powrotu wiernych do murów świątyni i niezgodę na organizacyjną relatywizację praktyk religijnych. I od razu jedna, bynajmniej nie bardzo głęboka, ale zwyczajnie prozaiczna kwestia przychodzi mi na myśl, gdy piszę te słowa. Otóż pamiętam, jak wiele lat temu – w czasach, gdy telewizyjne transmitowanie mszy miało dopiero swoje początki – koleżanka w mojej obecności zapytała księdza, jak ma się zachować, gdy podczas domowego uczestnictwa w mszy transmitowanej, organizm zmusi ją do skorzystania z toalety i gdy w tejże znajdzie się akurat wtedy, gdy zadzwonią dzwonki na Podniesienie… Nie pamiętam, jak na to pytanie odpowiedział rzeczony ksiądz, ale pamiętam, co sam wówczas pomyślałem – nie mówiąc tego głośno, bo o zdanie nie byłem pytany: „Dziewczyno, jaki ty masz z tym problem!? Idź do łazienki skoro musisz i zrób to, co tam masz do zrobienia!”… Domowy udział w mszy świętej nie zawiesza przecież praw przyrody, a dzwonki, śpiewy czy suplikacje da się słyszeć także w parafialnym „toi toiu”. Innymi słowy, zwykła fizjologia sprawia, że wierni odchodzą czasem sprzed telewizora tak, jak też muszą czasem wyjść z kościoła „z racji siły niższej, która bywa siłą wyższą”. Ale dlaczegóżby przy tej okazji właśnie na ów internetowy przekaz mszy w czasie rzeczywistym nie spojrzeć jako na coś dobrego, głębokiego i religijnie wychowawczego. Skoro domowej „mszy na żywo” – tak, jak tej na żywo spełnianej w kościele – nie mogę lub nie chcę sobie tak po prostu zatrzymać i odtworzyć później, to znaczy, że jeśli na żywym udziale w niej mi naprawdę zależy, muszę inne sprawy jej podporządkować; i chociażby wyłączyć telefon. Czy trzeba tu dodawać, że jeśli komuś na takim żywym udziale w mszy nie zależy, to przecież z jej powodu nie pójdzie ani do kościoła, ani do wspomnianego pokoju z telewizorem?

Reasumując, dostrzegam wielką wartość i wychowawczy potencjał w tym, co z powodu pandemii stało się „konieczną możliwością” – prezbiterium parafialnego kościoła na wyciągnięcie ręki dostępne we własnym domu to przestrzeń domowej modlitwy, ale też ewangelizacji i możliwości kształtowania postaw religijnych i moralnych, oraz działań i zachowań z nimi powiązanych; przestrzeń, która aż prosi się o w przyszłości szersze, nie tylko ściśle liturgiczne wykorzystanie. Nie obawiam się, że później – gdy profilaktyczne obostrzenia ustąpią – zabraknie ludzi w „prawdziwym” kościele, choć podejrzewam, że po obecnym czasie już nie wszyscy, którzy mogliby, faktycznie do niego powrócą. Czy nie warto więc zawczasu pomyśleć o tym opisanym wyżej dobru Internetu? A on, działając przecież w obie strony, daje chyba już teraz możliwość założenia i wykorzystania także wirtualnej tacy; takiej, która – nie zastępując tradycyjnego konta bankowego parafii – byłaby w obsłudze bardziej uproszczona. Ta prawdziwa taca, wiklinowa lub inna, nadal przecież będzie potrzebna, ale czy na pewno stanie się pełniejsza, gdy zabraknie wspomnianej na wstępie kamery?


[Wojciech E. Zieliński, Mam serdeczną prośbę, "Na Rozstajach", 2020, nr 5-6 (335), s. 10.]

czwartek, 19 marca 2020

Czy nadgorliwość jest gorsza

od faszyzmu? Myślę, że tak. I dotyczy to także edukacji w czasach zarazy. Oto, stało się dzisiaj wręcz wymogiem intelektualnego savoir vivre’u odmienianie przez przypadki pouczenia, że tymczasowa przerwa w funkcjonowaniu szkół i uczelni, to nie ferie, ale czas nie mniej intensywnej pracy, tyle że w organizacyjnie zmienionej formule. I trudno temu pouczeniu nie przyznać słuszności. Ale problem, jak zwykle, dotyczy miary. Na jednym biegunie lokuje się bowiem – niewątpliwie wymagająca ciągłego przezwyciężania – pokusa totalnej laby, bumelki i szkolnego tumiwisizmu. Ale na biegunie przeciwległym bryluje idiotyczna około-dydaktyczna histeria, zaklinająca „rzeczywistość realną”, by – drogą nauczania online – zamieniła się bez strat w wirtualną. Przodują w niej, obok jak zwykle dyżurnych prymusów aktywizmu, zwłaszcza kontrolerzy cudzej pracy – zawsze gotowi do pouczania kontrolowanych, rozmaici skrupulanci i biurokraci-szczególarze, w głowach których roi się chyba jakieś bezrozumne przekonanie, że w ludzkim świecie nie ma miejsca na jakikolwiek nieład, przerwę lub rozproszenie. Tymczasem, pomiędzy jedną a drugą skrajnością – właśnie w obecnym stanie wymuszonego spowolnienia edukacyjnego pędu do niewiadomo czego – jest miejsce na zwyczajną refleksję i spokojne działanie. Działanie teraz odpowiednie dla pandemicznie zmienionych priorytetów i refleksję chociażby nad stanem ludzkiej wiedzy, rozwijanej i przekazywanej w szkołach i uczelniach. Czyż to bowiem nie owa wysoko rozwinięta wiedza pozwala właśnie jakoś radzić sobie z pełzającym po świecie zagrożeniem ludzkiego życia i zdrowia? I czyż to nie ona wytworzyła wcześniej możliwości skutecznego pełzania?

poniedziałek, 9 marca 2020

Nie mam pewności, czy owi aktywiści klimatycznej histerii

którzy wieszczą rychły koniec znanego nam świata, to te same osoby, grupy, środowiska, które innym ludziom zarzucają gatunkowy szowinizm i staroświeckie przywiązanie do biblijnego porządku wartości. Wszak, jeśliby tak było, czyż nie powinny raczej zacząć cieszyć się z nadchodzącej zmiany i z tego, że wreszcie rządy nad światem przejmie jakiś mądrzejszy, bo nieludzki gatunek?…

środa, 15 stycznia 2020

Z mojego listu ws. wyborów do Zarządu OG PTF

Odpisuję po kilku dniach zastanowienia – dziękuję za dobre słowo i zaufanie, i przepraszam, ale nic z tego😊.

Do pełnienia tej funkcji potrzeba wiary w sens podejmowanego wysiłku oraz wiary w siebie, a u mnie – po latach pracy na UG – już chyba niczego takiego nie ma😊. Bezinteresowność filozoficznego dyskutowania widzę jeszcze wśród niektórych osób, które niegdyś mnie uczyły, oraz wśród młodzieży na zajęciach i to jest bardzo budujące, ale pomiędzy jednym a drugim dostrzegam przede wszystkim skupienie delikwentów – rozmaitych lokalnych i przyjezdnych mądrali – na zbieraniu punktów do dorobku itp. I kompletnie nie interesuje mnie obsługiwanie ich pod tym względem poprzez organizowanie im odczytów w Towarzystwie😊. Mam za sobą ‘kilkunastoletni epizod’ współtworzenia i prezesowania PTFT. Mój pomysł na rolę i sposób działania Towarzystwa – mniej widowiskowy, za to bardziej dyskusyjny i seminaryjny – nie znalazł jednak dostatecznego zrozumienia i akceptacji, więc też już od lat w tym towarzystwie mnie nie ma. Ono samo jednak działa bardzo sprawnie, pełniąc kulturalną rolę na środowiskowej mapie. A ponieważ we mnie nie ma też ducha walki😊, to w ew. roli Przew. nie widziałbym sensu rywalizowania OG PTF z PTFT. Nie widzę również sensu forsowania własnej ww. wizji towarzystwa w tutejszym akademickim środowisku osób wszystko wiedzących lepiej, a przy tym bardziej tytułowanych itd. Myślę nawet, że ew. moje przewodniczenie OG PTF większość przyjęłaby z rozbawieniem, albo zażenowaniem😊.

Mówi się nie bez racji, że nasze myśli kształtują nasze życie. Cóż, nie prosiłem się o takie jak wyżej, ale takie nabyłem, więc ich w sobie nie duszę😊.

Urok dualizmu? Kobiety, które nadal

chcą być kobietami i mężczyźni, którzy nadal chcą być mężczyznami.

piątek, 10 stycznia 2020

Owszem, jestem gotów uznać priorytet

filozofii naukowej, jeśli tylko wskaże mi choć jeden skuteczny sposób pełnego samounicestwienia. Takiego, które obejmie nie tylko moją teraźniejszość i niedoczekaną przyszłość, ale także wszelaką przeszłość mojej obecności w świecie... I co, czy są gdzieś moce takiego wskazania?