Pokazywanie postów oznaczonych etykietą solidarność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą solidarność. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 października 2020

Z mojego listu do PTS (4)

Szanowna Pani, Szanowni Państwo,
Z zadowoleniem przyjmuję – wyrażone 27 października 2020 r. – stanowisko Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego (https://pts.org.pl/stanowisko-zarzadu-glownego/), ponieważ ono pozwala m.in. racjonalizować wydatki w okresie pandemii. Oto bowiem, zmobilizowany – choć z opóźnieniem, za które przepraszam – opłaciłem tegoroczną składkę członkowską, a niniejszym informuję, że kolejnych składek już opłacać nie będę, ponieważ rezygnuję z dalszej przynależności do PTS.

Do PTS wstąpiłem w 2002 roku, traktując je jako towarzystwo naukowe, i do dzisiaj cenię sobie możliwość i doświadczenie owej niemal dwudziestoletniej przynależności. Ponieważ jednak w ostatnich latach Zarząd Główny PTS coraz częściej sprawia na mnie wrażenie stronnictwa światopoglądowego lub wręcz politycznego – robiąc dokładnie to, przed czym Kodeks Etyki Socjologa, eksponowany na stronie PTS przestrzega w punkcie 40.; cyt.: „Socjologowie powinni zachować szczególną ostrożność w wyrażaniu poglądów w bieżących sprawach politycznych, gdyż wpływ własnych preferencji społecznych na wygłaszane opinie może być silny” (https://pts.org.pl/wp-content/uploads/2016/04/kodeks.pdf) – nie widzę uzasadnienia dla dalszego mojego pozostawania pod takim zarządem.

Życzę Państwu wszystkiego dobrego w dalszej działalności – wszystkiego dobrego dla naszego dobra wspólnego! – i zapewniam, że są to życzenia szczere, bo kierowane zasadą, która jest mi bardzo bliska: „ja mogę się mylić, ty możesz mieć rację, i wspólnym wysiłkiem możemy zbliżyć się do prawdy” (Karl R. Popper).

Z poważaniem,
Wojciech E. Zieliński
Oddział Gdański PTS

wtorek, 1 września 2020

ZG PTS znowu nadaje!

Na temat „robotnic i robotników, pracowniczek i pracowników”, dziękując „obywatelkom i obywatelom”, wskazując „Polki i Polaków” oraz rolę, jaką odegrali „socjologowie i socjolożki, w tym członkowie i członkinie”… (zob. Oświadczenie Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego w związku z czterdziestą rocznicą utworzenia „Solidarności”).

W Oświadczeniu najważniejsze? Że ma rodzaj nijaki.

niedziela, 11 listopada 2012

Marsz Niepodległości

w Warszawie – wobec rozmaitych, pobożnożyczeniowych kazań o jedności, tu i ówdzie wygłaszanych przez sprawujących świecką i religijną władzę, społecznych, jak się zdaje, ignorantów – napawa nadzieją, że z naszym przywiązaniem do wolności nie jest jeszcze najgorzej, i przekonaniem, że trudna historia Polski to nie tylko sprawa przeszłości.

czwartek, 25 października 2012

Twoja przestrzeń

Bliźnim jest każdy człowiek, choćby twój nieprzyjaciel, który znalazł się w potrzebie, a jest on twoim bliźnim szczególnie wtedy, gdy znalazł się w twojej przestrzeni, a innych albo nie ma, albo mijają go obojętnie. (Agenda Biblijna 2012, komentarz do Łk 10, 25-37 /brak inf. o autorze/)

piątek, 31 sierpnia 2012

W oczekiwaniu na zmiany

„Dzisiaj także czekamy na zmiany i mamy nadzieje, że takowe nastąpią, ale wcale nie jest nam łatwo precyzyjnie określić pozytywną ich treść. Zwłaszcza, że tak silna jest pokusa negacji – odrzucenia tego, co nas dziś otacza, jakby w stanie amnezji co do udręk minionych. Czyż bowiem nie chcemy już demokracji i pluralizmu, o które walczyła «Solidarność» i inne formacje niepodległościowe w czasach powojennej Polski? Ależ chcemy. A czy może nie chcemy już wolnego rynku gospodarczego, swobód politycznych i związanych z nimi możliwości twórczego kształtowania naszego życia i jego otoczenia? Owszem, chcemy. Ale chcemy zarazem – a przynajmniej wielu z nas tego chce – aby wszystko to miało sens i właściwą miarę, aby panował w tym jakiś ład i uczciwość w działaniu, a nie przysłowiowe już prawo buszu – prawo silniejszego i prawo cwaniaka. Być może jednak chcemy zbyt wiele. Wszak, zdaniem niektórych z nas, ba, zdaniem wielu z nas, ów postulat ładu i właściwej miary urządzeń społecznych to nic innego, jak skrywany zamach na zdobytą wolność, który w konsekwencji oznaczać musi niepełną demokrację i niepełny pluralizm, nie w pełni wolny rynek i niepełne swobody. I co tu zatem począć, skoro już w punkcie wyjścia sporu o kierunek zmian kołacze tak fundamentalna kontrowersja? Rada nasuwa się jedna – prosta, wręcz banalna w formie, choć bynajmniej nie prosta w realizacji: O ład społeczny, o umiar i uczciwość w działaniu jednostek i tworzonych przez nie organizacji, słowem, o jakość i wartości znaczące dla życia społecznego po prostu trzeba nieustannie zabiegać na wszelkich polach i przy pomocy wszelkich środków, które owym wartościom nie przeczą. Zabiegać mimo tego rozkawałkowania i rozczłonkowania, które faktycznie przyniósł pluralizm; zabiegać nie oglądając się na tych, którzy żyją bez idei, chłonąc bezkrytycznie każdą kulturową nowinkę napotkaną na swojej drodze. Ale o wspomniane wartości trzeba zabiegać ze świadomością, że droga ku doskonałości to domena raczej jednostek niż całych społeczeństw, i że mierze wszelkich oczekiwań w tym względzie, niczym cień, towarzyszy zawsze miara możliwych rozczarowań”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, W oczekiwaniu na zmiany. Nadzieje społeczne a przełom polityczny roku 1989, „Universitas Gedanensis”, R. 17, 2005, nr 1 (29), s. 19-28.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Stworzyliśmy społeczeństwo

w którym bezwzględna rywalizacja o pracę i wszelkie dobra materialne, skrajne utowarowienie egzystencji, prowadzą do permanentnego procesu upokarzania jednych przez drugich. Przestaliśmy pojmować innych w kategoriach bliźnich, którzy tak jak my mogą cierpieć i którym winniśmy solidarność oraz współczucie, i zaczęliśmy ich postrzegać przede wszystkim jako rywali, którzy chcą nam zabrać coś, co się nam należy. Przesycenie naszego życia walką o przetrwanie i dominację doprowadziło do wydobycia z ludzi tego, co w nich najgorsze: skłonności do poniżania innych, aby w ten sposób powetować sobie swoje własne klęski i upokorzenia. (Andrzej Szahaj)

środa, 1 lutego 2012

O krytyce władzy

Z władzą, wszelkiego rodzaju i szczebla, która jedynie pozoruje dyskusje ze swoimi oponentami, w ogóle nie ma sensu dyskutować – jeśli jest zła, trzeba ją zwyczajnie rozgonić. Ale nie ma sensu również takie działanie, jeśli podejmowane jest bez dostatecznej siły i jeśli wiedzione jest krytyką niekonstruktywną.

czwartek, 26 stycznia 2012

Z mojego listu do Uczelnianej Władzy…

(wysłanego w roku 2009)

O uniwersytecie kilka aksjologicznych uwag natury ogólnej

  1. Przepisy powinny służyć ludziom, a nie ludzie przepisom; jeżeli prawo jest złe, należy je zmieniać; za bierne podporządkowywanie się złemu prawu wszyscy ponosimy odpowiedzialność w stopniu proporcjonalnym do posiadanych możliwości wpływu na zmianę prawa; oczywiście ocena jakości obowiązującego prawa nie jest jednakowa – wszak, jak to ujął jeden z mędrców europejskich, „punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia”.
  2. Pracownik uniwersytetu uchylający się od pracy naukowej na pewno nie powinien zajmować miejsca na stanowisku naukowo-dydaktycznym; pracownik uniwersytetu dążący do awansów za wszelką cenę nierzadko staje się nieznośny społecznie lub nieużyteczny organizacyjnie; przejawem swoistej ‘hipokryzji systemowej’ jest traktowanie osób przyjmujących postawę pośrednią wobec wyżej wymienionych według klucza oceny wyznaczanej przez porównywanie obu tych skrajności; konkluzja: zob. pkt. 1; brak krytycznej dyskusji na ten temat stanowi grzech zaniechania społeczności akademickiej.
  3. Aktualne pozostaje pytanie, czy uniwersytet – i jego poszczególne jednostki organizacyjne – (chce) stanowi(ć) dziś instytucję kulturotwórczą, czy jedynie spółdzielnię produkującą bezrefleksyjnych konsumentów papki rynkowej; to pytanie dotyczy zresztą także szkoły jako takiej, a ignorancja w tym zakresie skutkuje m.in. ludzkimi dramatami o różnej skali […]; na uniwersytecie bezrefleksyjnym, dehumanizującym się w imię sprawności finansowo-organizacyjnej, nie warto chyba ani pracować, ani studiować.
  4. Wobec postępującej dehumanizacji naszej pracy, formalizacja relacji służbowych nieuchronnie będzie stawała się coraz bardziej wyrazista, ale przy tym będzie wzrastał chyba poziom jej symetrii, dwukierunkowości; uniwersytet posiada i oczywiście, z definicji, będzie posiadał przewagę instytucjonalną nad pracownikiem; ten ostatni – wobec przedmiotowego, radykalnie sformalizowanego traktowania jego osoby – będzie miał jednak coraz większą łatwość równie formalnego egzekwowania przysługujących mu praw, w imię zasady: „brak sentymentów za brak sentymentów” […].
  5. Żadne realia nie usprawiedliwiają posłuszeństwa w myśleniu a każde realia mogą stanowić tło debaty społecznej na tematy aktualnie nas nurtujące; wszak to, czy uniwersytet jest miejscem także refleksji zależy przede wszystkim od nas samych; jeśli prawdą jest, że do pisania tekstów naukowych trzeba mieć ‘spokojną głowę’, to i prawdą jest chyba, że wyartykułowanie myśli, które głowę nam zaprzątają, może osiąganiu tego spokoju służyć.
Powyższe uwagi nie stanowią oczywiście żadnego odkrycia – to jedynie zapis kilku refleksji, które pojawiają się w naszych rozmowach, na zajęciach ze studentami, słuchaczami studiów podyplomowych itd. Sporządziłem je z nadzieją, że nikogo nimi nie urażę. Jeśli w jakimś przypadku stało się inaczej, serdecznie przepraszam.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Polska „Solidarność”

„była i pozostaje wydarzeniem moralnym. Jakością, w ramach której, upodlony systemem, pojedynczy i zwyczajny człowiek stał się na ten krótki historyczny moment podmiotem społecznego działania. Wcale nie stał się przez to doskonały i wcale nie wyparowały jego liczne wady, tak trafnie malowane kiedyś filmami Stanisława Barei. W tym kontekście wątpliwe wydaje się przekonanie, że «Solidarność» cechowała «jedność w różnorodności» i szlachetny polityczny pluralizm (…). To była raczej jedność w jedności oporu przeciwstawiona jedności betonowej władzy. A mówi o tym przede wszystkim bezpośrednie doświadczenie tamtego czasu. Być może doświadczenie naiwne, tak jak naiwnym okazało się owo poczucie solidarnościowej jedności w Polsce lat dziewięćdziesiątych, ale za to doświadczenie proste – w przeciwieństwie do treści naukowych rozpraw, rozdrabniających, a czasem niepostrzeżenie wtłaczających rzeczywistość w arbitralnie skonstruowane myślowe schematy. O tym, że «Solidarność» była wydarzeniem napisano jednak powyżej nieprzypadkowo. Bo właściwie nie wiadomo, jak długo ta ważność zwyczajnego człowieka utrzymała się na powierzchni politycznych przemian – czy aż do dnia ogłoszenia stanu wojennego, czy może tylko do chwili podpisania Sierpniowych Porozumień. Po roku 1989. chętnie podpierano się autorytetem zwyczajnego człowieka – i czarni, i czerwoni, i szarzy, i zieloni chętnie korzystali z jego kartki wyborczej, niewiele później oferując w zamian, a nierzadko – w poczuciu niezadowolenia z osiągniętych wyników – narzekając na zwykłego człowieka, że kolejny egzamin z demokracji oblał”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, O „Solidarności” z dystansu, recenzja: [„Solidarność” w imieniu narodu i obywateli, red. M. Latoszek, Kraków 2005], „Środkowoeuropejskie Studia Polityczne”, 2006, nr 2, s. 231-236.

środa, 31 sierpnia 2011

Sierpień

„Ponad sto lat temu, angielski filozof, socjolog i etyk Herbert Spencer (1820-1903), w pracy The Man versus the State, pisał o swoich czasach m.in.: «Zapomniano o tej prawdzie, że niegdyś liberalizm bronił zwykle wolności osobistej przeciw przymusowi państwa. A teraz nastręczają się pytania: Jak to się dzieje, że liberalni stracili z oczu tę prawdę? Jak to się dzieje, że stronnictwo liberalne staje się coraz bardziej zwolennikiem przymusu w swoich postanowieniach prawodawczych? Jak to się stało, że bądź bezpośrednio swą własną większością, bądź pośrednio, łącząc się w pewnych razach z większością swych przeciwników, stronnictwo liberalne w szerokim zakresie przyjęło politykę dyktowania akcji obywatelom, a tym samym zmniejszania zakresu ich działalności dowolnej?». Bynajmniej, nie chodzi tu o egzegezę dzieła Spencera. Wszak etyka tego myśliciela, wpisując się w ramy tzw. darwinizmu społecznego nie najlepiej przystaje do ideału międzyludzkiej solidarności. Nie chodzi też o kierowanie refleksji w stronę inwentaryzacji współczesnej polskiej sceny politycznej. Powód przytoczenia tych słów jest inny. Otóż można je z pożytkiem wykorzystać także na wyższym poziomie ogólności, odnosząc je do tematu niniejszej refleksji. Posłużmy się w tym celu następującą, może nieco przewrotną ich parafrazą: Oto w przełomowym okresie 1980-1981 po raz kolejny w dziejach PRL, ale tym razem skutecznie, wystąpiono w obronie wolności jednostek przeciw przymusowi państwa. A teraz, dziś, gdy PRL pozostała przede wszystkim wspomnieniem, nastręczają się pytania: Jak to się dzieje, że tamten zwrot ku wolności, podjęty przecież kosztem ogromnego ryzyka i wyrzeczeń bez gwarancji jakiejkolwiek ich rekompensaty, przekształcił się w ostatnim czasie w swoisty dyktat swobody i samowoli, i nieograniczonego konsumowania wszystkiego, co tylko do skonsumowania się nadaje? Jak to się dzieje, że tamten Sierpień jawi nam się dzisiaj, jako czas społecznego rozkwitu wartości wyższych, z międzyludzką solidarnością na czele, a sierpień dzisiejszy, jako okres postępującej ich dekonstrukcji? Jak to się stało, że bądź bezpośrednio swą własną większością, bądź pośrednio, łącząc się w pewnych razach z większością swych przeciwników, ludzie władzy ostatnich lat na różnych jej szczeblach coraz skuteczniej izolują się od społecznej masy ponoszącej codzienne koszty własnego egzystowania, a zarazem coraz umiejętniej kształtują owej masy stany skupienia, po to, by w odpowiednich momentach dzięki nim wygrywać polityczne batalie?”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Odnowa człowieka i etyka życia publicznego w przełomowym okresie 1980-1981, „Universitas Gedanensis”, R. 15, 2003, nr 1 (27), s. 19-26.