Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prakseologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prakseologia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Realizm w etyce

stanowisko uznające (a) istnienie obiektywnej rzeczywistości moralnej, będącej przedmiotem badania (meta)etycznego, i (b) konieczność liczenia się z tą rzeczywistością na poziomie moralnej praktyki – w toku działania moralnego i przy formułowaniu norm i ocen do niego odnoszonych; nieobalalna i niedowodliwa podstawa oświeconego zdrowego rozsądku, pozwalającego odróżniać pozór od rzeczywistości (Popper); zastosowany w etyce pozwala wypracowywać takie wykładnie wartości i norm moralnych, koncepcje działań moralnie (nie)słusznych, kryteria ocen moralnych itp., które zachowują walor intersubiektywnej weryfikowalności i które w konfrontacji z rzeczywistym doświadczeniem moralnym zachowują zdolność do falsyfikacji – jeżeli nie istnieje rzeczywistość, a tylko idee i złudzenia, to zarazem całe zagadnienie prawdy i fałszu naszych przekonań i teorii staje się w oczywisty sposób bezprzedmiotowe (Popper).

Więcej w: Wojciech Zieliński, Realizm w etyce, w: Słownik bioetyki, biopolityki i ekofilozofii, red. M. Ciszek, Polskie Towarzystwo Filozoficzne, Warszawa 2008, s. 226.

poniedziałek, 18 lipca 2022

Racjonalizm etyczny

stanowisko zajmowane w etyce; w racjonalności podmiotu moralnego upatruje podstawę rozpozna(wa)nia i kształtowania doświadczenia moralnego, oraz podstawę uzasadnień i usprawiedliwień podejmowanych działań nieobojętnych moralnie; właściwość postępowania nieobojętnego moralnie wiąże (a) z przestrzeganiem reguł logiki, (b) z umiejętnością formułowania słusznych racji dla podejmowanych działań, (c) z doborem skutecznych środków do realizacji określonego celu, itp.; uznając kluczową dla praktyki moralnej rolę rozumowania opartego na faktach, przeciwstawia się etycznemu irracjonalizmowi; gdy przybiera postać skrajną i uznaje wyłączną rolę rozumu w kształtowaniu praktyki moralnej, przeciwstawiany bywa etycznemu empiryzmowi.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Racjonalizm etyczny, w: Słownik bioetyki, biopolityki i ekofilozofii, red. M. Ciszek, Polskie Towarzystwo Filozoficzne, Warszawa 2008, s. 226.

wtorek, 22 marca 2022

W sformalizowanym systemie wiedzy

przeciętność wysokiego wykształcenia więcej znaczy, niż niestandardowe kompetencje mniej wykształconego. Nie dziwota więc, że wiele problemów byczy się odłogiem.

poniedziałek, 12 lipca 2021

Czymkolwiek się zajmujesz, pamiętaj o kluczowym pytaniu

Czy ktoś z tego – co zrobisz – będzie strzelał?… Jeżeli tak, nie rezygnuj z perfekcji, bo żartów ze strzelaniem nie ma. A jeśli ktoś próbuje takie robić, nierzadko kończy na nich żywot – swój albo cudzy. Jeżeli z tego, co zrobisz, nikt jednak strzelał nie będzie, to nie przesadzaj z kryteriami doskonałości. I nie przejmuj się swoją rolą. Bo i tak w końcu cię…

piątek, 7 maja 2021

Zapytany o trend tzw. busyness, too busy, odpowiedziałem

Wrażenie bycia ciągle zajętym niewątpliwie ma swoje złożone podstawy. Psychologiczne obejmują między innymi to, co można nazwać przewlekle niekorzystnym bilansem zamiarów i ich realizacji – chcemy osiągać więcej niż faktycznie jesteśmy w stanie. A ponieważ nierzadko dotyczy to także prozaicznych czynności życia codziennego – takich, jak zakupy, sprzątanie, przyrządzanie zadowalających posiłków, niespieszna rozmowa z domownikami itp. – piętrzą i fałdują się nasze myśli o obciążeniu podjętymi, a nie w pełni realizowanymi zamiarami. Nietrudno przy tym zauważyć, że ciągłe mówienie o tym, iż jesteśmy zajęci, jakkolwiek wewnętrznie może być uzasadnione, zajmuje nas przecież i obciąża dodatkowo. Jeśli zaś z socjologicznej perspektywy spojrzymy na nasze otoczenie cywilizacyjne, zauważymy pewien paradoks. Otóż, mamy dziś do dyspozycji mnóstwo narzędzi ułatwiających sprawne i szybkie wykonywanie zadań – chociażby komunikacyjnych, w szerokim tego słowa znaczeniu. Nie tylko dawny zegar z ratuszowej wieży, ale także cały ratusz wraz z innymi instytucjami w pewnym sensie nosimy dzisiaj w kieszeni, pod postacią smartfona. Problem w tym, że mając pod ręką szereg możliwości usprawniania potrzebnego działania, zajmujemy się usprawnianiem, nie zajmując działaniem. Narzędzia zaprojektowane do zwiększania efektywności pracy, stosowane w nadmiarze skutkują jej nieefektywnością. Bezrefleksyjnie używający ich człowiek, niestety, ciągle pozostaje zajęty…

czwartek, 19 marca 2020

Czy nadgorliwość jest gorsza

od faszyzmu? Myślę, że tak. I dotyczy to także edukacji w czasach zarazy. Oto, stało się dzisiaj wręcz wymogiem intelektualnego savoir vivre’u odmienianie przez przypadki pouczenia, że tymczasowa przerwa w funkcjonowaniu szkół i uczelni, to nie ferie, ale czas nie mniej intensywnej pracy, tyle że w organizacyjnie zmienionej formule. I trudno temu pouczeniu nie przyznać słuszności. Ale problem, jak zwykle, dotyczy miary. Na jednym biegunie lokuje się bowiem – niewątpliwie wymagająca ciągłego przezwyciężania – pokusa totalnej laby, bumelki i szkolnego tumiwisizmu. Ale na biegunie przeciwległym bryluje idiotyczna około-dydaktyczna histeria, zaklinająca „rzeczywistość realną”, by – drogą nauczania online – zamieniła się bez strat w wirtualną. Przodują w niej, obok jak zwykle dyżurnych prymusów aktywizmu, zwłaszcza kontrolerzy cudzej pracy – zawsze gotowi do pouczania kontrolowanych, rozmaici skrupulanci i biurokraci-szczególarze, w głowach których roi się chyba jakieś bezrozumne przekonanie, że w ludzkim świecie nie ma miejsca na jakikolwiek nieład, przerwę lub rozproszenie. Tymczasem, pomiędzy jedną a drugą skrajnością – właśnie w obecnym stanie wymuszonego spowolnienia edukacyjnego pędu do niewiadomo czego – jest miejsce na zwyczajną refleksję i spokojne działanie. Działanie teraz odpowiednie dla pandemicznie zmienionych priorytetów i refleksję chociażby nad stanem ludzkiej wiedzy, rozwijanej i przekazywanej w szkołach i uczelniach. Czyż to bowiem nie owa wysoko rozwinięta wiedza pozwala właśnie jakoś radzić sobie z pełzającym po świecie zagrożeniem ludzkiego życia i zdrowia? I czyż to nie ona wytworzyła wcześniej możliwości skutecznego pełzania?

czwartek, 22 listopada 2018

Pracuję z przekonaniem, że edukacja powinna mieć

w pierwszym rzędzie wspierający, a dopiero na dalszym planie oceniający charakter. Na bieżąco znajduję praktyczne potwierdzenia słuszności takiego działania, a ostrożniej rzecz ujmując: nie znajduję praktycznego potwierdzenia jego niesłuszności. Nie znajduję również środowiskowego uznania dla takiej postawy, ale to nie jest powód, abym z niej rezygnował.

środa, 22 czerwca 2016

Z mojego listu do Dyrekcji

Pozwólcie, że – nie oczekując już zwrotnej korespondencji, by nie mnożyć jej ponad miarę – jeszcze parę słów zbiorczo napiszę w nawiązaniu do Waszych odpowiedzi na list dot. mojej dalszej pracy itp.

Przede wszystkim bardzo dziękuję za dobre słowa i życzenia pomyślności!, a odpisując bardziej konkretnie, posłużę się na wstępie cytatem jednego z otrzymanych listów. Czytam oto: “Wiem, że masz inne zdanie, ale kierując się roztropnością powinieneś rzucić dyrektorstwo i pisać to, czego się pisać nie chce, a powinno”.


Otóż, u mnie i z mojej perspektywy to nieco inaczej wygląda:

(1) mnie się ciągle chce pisać, ale (a) czasu i spokoju w głowie wystarcza mi na ledwie krótkie formy, (b) być może pisać wcale nie powinienem, skoro moje pisanie albo innym jest obojętne, albo ciągle komuś jakoś zawadza (zob. https://wojciechzielinski.blogspot.com/2016/05/pisze-wprawdzie-nie-to.html); tymczasem grzeczne, bezkonfliktowe pisanie na wyższy stopień mnie nie interesuje

(2) co do wicedyrektorstwa pozwólcie, że znowu zacytuję moje podanie: “traktuję to, jako służbę publiczną w zakresie swoich kompetencji, zwłaszcza przy rozwiązywaniu sytuacji problemowych, jakie stają się udziałem podopiecznych studentów i jakie niejednokrotnie zachodzą między studentami i wykładowcami; czerpię satysfakcję między innymi z tego, że większość tych sytuacji udaje mi się pozytywnie rozwiązać, co tok kształcenia w moim Instytucie czyni możliwie płynnym i efektywnym; bardzo dobry kontakt ze studentami i chyba nie gorszy ze współpracownikami, traktuję, jako społeczny sprawdzian jakości pracy wykonywanej przeze mnie w opisanym zakresie”

(3) trudno mi to wytłumaczyć, a w naukowym środowisku brzmieć to może wręcz ‘obrazoburczo’, ale uważam, że Pana Boga trzeba się słuchać bardziej niż ludzi, także na uniwersytecie i także w odniesieniu do takich decyzji i ryzyk, jakie muszę podejmować – nie jestem więc łatwy we współżyciu i mam tego świadomość; przy czym, powyższe oczywiście nie znaczy, że słyszę głosy typu ‘to jest mój wicedyr. umiłowany’ itp. :)

(4) w związku z powyższym, czuję się zobowiązany wobec konkretnych ludzi i płacę za to rachunki, a firma, cóż, udziela mi – dotychczas najdłuższej w moim życiu – lekcji szeroko pojętej nie/moralności (zob. np. http://wojciechzielinski.blogspot.com/2016/01/jakie-zudzenie-sprawia-ze-to.html), więc choćby z tego względu warto w niej, póki można, pracować, by móc nadal się uczyć :)

(5) i uważam to za podejście roztropne, zaś tytułowani cwaniacy tudzież frustraci, których nierzadko spotykam, w żadnym stopniu mi nie imponują, więc też nie ciągnie mnie do ich towarzystwa.


I już podsumowując:

(I) wbrew ew. pozorom, to czego doświadczam, coraz bardziej pozytywnie mnie nastraja, bo czuję się wewnętrznie coraz lżejszy (zresztą i zewnętrznie, fizycznie też jestem coraz :) ), a przywiązanie do dóbr tego świata w ostatecznym rozrachunku chyba nie jest korzystne

(II) ze swojej strony zrobię, co będzie możliwe, ale tak, jak to kiedyś ujął Marek Grechuta: “Z mojego punktu widzenia prawdziwa kariera nie może być zawrotna. Jeżeli coś ma się dziać szybko, to i szybko się kończy. Aby coś stało się sztuką, musi być dopracowane, przemyślane i obudowane swoistym światłem”.

Amen

I pozdrowienia nieustające! :)