poniedziałek, 31 grudnia 2012

Z mojego listu do Jacka…(2)

Pomysł dyskusji, którą proponujesz jest bardzo interesujący, ale czy uda się ją zorganizować, nie mam pewności. Właśnie ze względu na ów „problem polaryzacji poglądów i uczuć”. Owszem, stron jest więcej niż dwie, ale skoro w kwestiach spornych nierzadko jedni drugich mają za oszołomów, z którymi nie warto rozmawiać (a tak w PTFT kwitowano niektóre moje propozycje poszerzenia formuły spotkań), to i organizowanie dyskusji staje się bezprzedmiotowe. Tymczasem, niepodejmowanie kwestii spornych i zadowalanie się spotkaniami jedynie ‘inteligentnie kulturalnymi’, jest odwracaniem głowy od problemów, które w coraz większym stopniu będą rozwiązywane siłowo – nie tylko na ulicy, ale także w ‘majestacie’ prawa, stanowionego przy aplauzie myślących posłusznie.

Napisałeś: „Niestety obserwując to, co się obecnie dzieje oraz jakie są tego skutki (szczególnie wśród młodzieży i młodych dorosłych z którymi prawie codziennie się spotykam) uważam, że sytuacja jest zła, jest wręcz manifestem zaprzeczenia postulatu biblijnego «po owocach…»”. Mimo powyżej wyrażonych przeze mnie wątpliwości mam nadzieję, że uda nam się kiedyś dłużej na ten temat porozmawiać.

sobota, 29 grudnia 2012

Z mojego listu do Ewy…

w Gdańsku brakuje mi takich roboczych dyskusji filozoficznych. Przeważa dążenie do organizowania hucznych imprez z dużą frekwencją. Nawet w Towarzystwie, któremu do niedawna prezesowałem, zwyciężyła ta nieszczęsna optyka. A ubolewam nad tym, ponieważ w moim przekonaniu – wbrew medialnym itp. pozorom – jest ona źródłem filozoficznej i kulturowej stagnacji, marazmu, zapaści itp. Zamiast rozwijać własny potencjał w toku krytycznej dyskusji zagadnień, podejmowanych, owszem, z udziałem wszystkich zainteresowanych, ale bez zbędnych kompleksów, środowisko lokalne ochoczo konsumuje jedynie rozmaite głośne ‘produkty z importu’. A te nierzadko budzą zażenowanie swoją bylejakością, wtórnością itp. Wszak niejeden ‘ważny autor’ przyjeżdża do nas merytorycznie nieprzygotowany, ale najpewniej przeświadczony, że ta ‘gdańska gawiedź’ i tak mu pięknie zaklaszcze.

niedziela, 16 grudnia 2012

Były też inne sny…

…w których w martwo zakrzepłej ciemności czułem się przedmiotem jakichś pracowitych, powolnych, nie posługujących się żadnym zmysłowym narzędziem badań; było to przenikanie, rozdrabnianie, zatracanie się, aż do kompletnej pustki, ostatnim piętrem, dnem tych milczących, unicestwiających krzyżowań był strach… (Stanisław Lem)

(zob. także: depresja)

(zob. także: Mdr 17)

sobota, 8 grudnia 2012

Z wypowiedzi Studentki (2)

O bogatych: Myślą, że mają większe prawo od innych ludzi. Dużo razy widziałam, jak bogata młodzież postępuje z młodzieżą biedniejszą – w sposób niegodny człowieka. (xyz)

piątek, 30 listopada 2012

Kodeksy etyczne

„W wirze walki prowadzonej na rynku, solidność – moralna jakość relacji międzyludzkich w zakresie działań gospodarczych – wyparowała więc niejako z fundamentów przestrzeni makrospołecznej. Nie wyparowała jednak z obszaru ludzkich potrzeb, dlatego nadal uchwytna jest w społecznej mikroskali, zaś na poziomie makro coraz częściej domaga się formalizacji. W odpowiedzi na to zapotrzebowanie powstają kodeksy – firmowe, branżowe, środowiskowe itp. – jako swoiste protezy więzi wspólnotowych, ale zarazem, jako składniki ofert podmiotów uczestniczących w bezwzględnej walce o klienta. W ten sposób, aspirując do miana regulatorów moralnego poziomu działalności gospodarczej – rynku wymiany szeroko pojętych towarów – kodeksy etyczne poniekąd same stają się towarem, uczestniczącym w zabiegach o zawładnięcie percepcją konsumenta”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Kodeks etyczny firmy – regulator postaw czy zabieg marketingowy?, w: Kontrowersje wokół marketingu w Polsce – tożsamość, etyka, przyszłość, red. L. Garbarski, Warszawa 2004, s. 217-224.

niedziela, 25 listopada 2012

Środowisko ludzi zadowolonych z siebie

i z tego, że nie są jak owa masa, którą obsługują medialnie…

Takie wrażenie wyniosłem ze skądinąd bardzo interesującej debaty przedstawicieli mediów (TVP, PR3, „WP”, „GW” i in.), zatytułowanej „Media – przyszłość masowych środków przekazu”, a zorganizowanej w ramach V Ogólnopolskich Spotkań Integralnych SPIN’12 (WNS UG, Gdańsk, 24-25 listopada 2012 r.). Dzięki takim spotkaniom coraz lepiej rozumiem, dlaczego coraz chętniej nie korzystam z przekazu tzw. mediów opiniotwórczych.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Z mojego listu do Jacka…

A ja z zaciekawieniem przyglądam się rozmaitym reakcjom na te przekazywane przeze mnie wiadomości, zaproszenia itp. – od czasu do czasu, raz z jednej, raz z drugiej strony ‘polskiej sceny’ ktoś do mnie napisze; jedni chcą żeby ich adres wykreślić, inni – żeby dopisać znajomego, jeszcze inni mnie blokują itd.
Tymczasem, list Lufta i ten z „Naszego Dziennika” traktuję jako siebie warte manifesty ‘jednostronnie zatroskanych o Kościół Boży’.

Z otwartością na uwagi innych

„Zasady nowej, właściwej etyki zawodowej ludzi nauki, Karl R. Popper zapisuje w dwunastu punktach. Tu sprowadzono je do trzech uwag generalnych. Po pierwsze, ponieważ nasza obiektywna wiedza hipotetyczna wykracza – także w obrębie poszczególnych specjalności – daleko ponad to, co pojedynczy człowiek może opanować, konieczne jest uznanie, że nie istnieją jakiekolwiek autorytety, rozumiane, jako podmioty posiadające pełnię wiedzy w zakresie swoich specjalności. Po drugie, ponieważ niemożliwe jest uniknięcie wszelkich błędów, konieczne jest umieszczenie ich możliwości w strukturze procesu badawczego; jakiekolwiek ich zatajanie staje się przez to największym intelektualnym grzechem. Po trzecie, racjonalna krytyka musi kierować się ideą przybliżenia do prawdy obiektywnej i w tym sensie winna być bezosobowa. Intelektualna uczciwość, rzetelność i samokrytyczna postawa ludzi nauki ma przy tym znaczenie kluczowe i winna być podejmowana z wdzięczną otwartością na uwagi innych. Do wykrycia i korekty błędów ludzie potrzebują bowiem siebie nawzajem, zwłaszcza, gdy pochodzą z różnych środowisk, ukształtowanych pod wpływem niejednakowych idei. Swój wykład Popper kończy apelem o potraktowanie jego sformułowań jako propozycji: powinny one pokazać, że także w sferze etycznej można zgłaszać propozycje, które nadają się do dyskusji i do udoskonalania”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Etos uczonego w dobie radykalnego pluralizmu idei, „Annales. Etyka w życiu gospodarczym”, t. 7, Problemy etyczne w procesie edukacji, 2004, nr 2, s. 51-60.

środa, 14 listopada 2012

Studiowanie Ossowskiego

„Stosunkowo wąska jest ścieżka prowadząca pomiędzy zgubną dla rzetelności badań «nonszalancją filozoficzną» niektórych socjologów – przyczyniającą się nierzadko do «rozmywania» problematyki socjologicznej – a nie mniej zgubną dla socjologii, jak i dla każdej innej dyscypliny nauki, swoistą «ciasnotą umysłową» jej niektórych przedstawicieli, która socjologiczny ogląd badanej rzeczywistości zdaje się niejako «dusić w sosie własnym», pozbawiając ów ogląd możliwości weryfikacji także w toku otwartej dyskusji interdyscyplinarnej. Wszak upojenie własnymi procedurami badawczymi nie sprzyja krytycyzmowi wobec osiąganych wyników. By zatem możliwe było utrzymanie się na wspomnianej «wąskiej» ścieżce socjologicznej z zachowaniem względnie prostej postawy, niezbędna jest dbałość o kulturę metodologiczną własnej dyscypliny; a temu bez wątpienia służy studiowanie prac Ossowskiego”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Aksjologia w pracy socjologa. Kilka uwag na marginesie Stanisława Ossowskiego wykładu socjologii teoretycznej, w: Koncepcje socjologiczne Stanisława Ossowskiego a teoretyczne i praktyczne zagadnienia współczesności. Materiały z konferencji naukowej w Zielonej Górze 20-21.10.2003 r., red. M. Chałubiński i in., Toruń 2004, s. 61-74.

niedziela, 11 listopada 2012

Marsz Niepodległości

w Warszawie – wobec rozmaitych, pobożnożyczeniowych kazań o jedności, tu i ówdzie wygłaszanych przez sprawujących świecką i religijną władzę, społecznych, jak się zdaje, ignorantów – napawa nadzieją, że z naszym przywiązaniem do wolności nie jest jeszcze najgorzej, i przekonaniem, że trudna historia Polski to nie tylko sprawa przeszłości.

czwartek, 8 listopada 2012

Z mojego listu do Mariana…(2)

Piszesz: „Nie wiem, czy właściwie mam zajmować się dalej nauką i to jest pytanie, na które w najbliższym czasie muszę znaleźć odpowiedź”.

Sugerowałbym, żeby z zajmowania się nauką nie rezygnować. Inna sprawa to pytanie o formę tego ‘zajmowania się’ wobec trudności zatrudnieniowych itp. Nauka staje się u nas działalnością korporacyjną, min. Kudrycka kusi wielkimi pieniędzmi (zob. kolejne newslettery MNiSW) i ludzie na to idą. Pracują ‘na zlecenie’ i siedzą cicho – nie dyskutując systemowych warunków swego funkcjonowania. (Oczywiście uogólniam). Zabiegają o środowiskowe uznanie, bo ono gwarantuje karierę, nie dyskutując kryteriów tego uznania i kryteriów kariery. A przyjrzyj się chociażby, jak patrzy się na to z alternatywnej perspektywy (m.in. http://www.fronda.pl/, http://wpolityce.pl/, http://niezalezna.pl/ itp.), którą to perspektywę, owszem, próbuje się sprowadzić do wymiaru jakiegoś ‘innopartyjnego oszołomstwa’, aby nie musieć z nią dyskutować.

Ta moja ww. sugestia to jest zatem zachęta do działania w miarę możności twórczego, także do ‘niesystemowego’ a może wręcz ‘zbuntowanego’ uprawiania nauki. To zdaje się Piłsudskiego słowa: „Kto nie był buntownikiem za młodu ten będzie świnią na starość”. I one w sprawie naszej korespondencji też chyba mają zastosowanie…

poniedziałek, 5 listopada 2012

Dyskurs aksjologiczny

„Chcąc zachować specyfikę własnej profesji i realizować właściwe jej cele, socjolog musi sobie zadawać pytanie: czemu służyć ma analizowanie pojęć? Ten praktycystyczny postulat dotyczy także etyka, zwłaszcza zorientowanego empirycznie, a mówiąc inaczej, dotyczy każdego krytycznego racjonalisty w naukach społecznych, którego aspiracje poznawcze uwzględniają także konsekwencje praktycznego zastosowania formułowanych teorii. Czemu zatem służyć ma analizowanie pojęcia dyskursu aksjologicznego, podejmowane w przestrzeni refleksji konfrontującej socjologiczną, opisową analizę rzeczywistości społecznej z próbą etycznego, czy szerzej, aksjologicznego unormowania wybranego jej obszaru?
Odpowiedź wydaje się być co najmniej dwupoziomowa: z jednej strony chodzi bowiem o teoretyczne rozpoznanie pojęcia dyskursu w takiej formie, w jakiej funkcjonuje ono w przestrzeni życia społecznego; z drugiej – o przyczynienie się do jego uobecniania w tej przestrzeni w formie etycznie zaprojektowanej. Innymi słowy, teoretyczna analiza pojęcia dyskursu aksjologicznego wiedziona jest m.in. interesem jego praktycznego, aktywnego udziału w kształtowaniu społecznej przestrzeni jego użytkowników”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Wielość racjonalności w dyskursie aksjologicznym, w: Kulturowe instrumentarium wolności. Etyka i prawo, red. R. Paradowski, Poznań 2005, s. 61-70.

niedziela, 28 października 2012

Wygrywanie racji

„Tak jak innowacją wprowadzoną przez starożytnych filozofów greckich było podjęcie krytycznej dyskusji nad kwestiami wcześniej rozstrzygniętymi przez mitologię, tak swoistym «wstecznym balastem» naszych czasów zdaje się być tej krytycznej dyskusji zamknięcie i przyjęcie zasady wygrywania własnych racji, dla realizacji której język emotywny jest oczywiście znacznie bardziej przydatny niż język rzetelnej deskrypcji i argumentacji. Najbardziej klarownych przykładów dostarcza tu oczywiście polityka stosowana na różnych szczeblach władzy państwowej i samorządowej: słuszne jest to, co wygrywa koalicyjna większość, niezależnie od tego, oczywiście, jakiej jest ona barwy i co aktualnie stanowi przedmiot jej zainteresowania. Ową dominującą zasadę większości znajdujemy jednak nie tylko w parlamencie czy samorządach, szerzej w polityce, znajdujemy ją także w ekonomii – w działaniu rozmaitych grup interesu, których racja jawi się jako wprost proporcjonalna do siły ekonomicznej; w środkach masowego przekazu – pod szyldem np. wspomnianej oglądalności; chyba także we współczesnej nauce instytucjonalnej, gdzie np. kryterium liczby cytowań jawi się jako rozstrzygający wyznacznik jakości naukowego «produktu». Paradoks polega na tym, że ta zasada wygrywania racji przez tak czy inaczej określoną większość, stała się dziś swoistym «racjonalistycznym dogmatem» i «religijne» wręcz zgorszenie zdaje się budzić każdy, kto zgłasza wobec niej wątpliwości”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Tradycja i racjonalizm – nieglobalne wartości myśli europejskiej, w: Europejska myśl polityczna wobec globalizacji. Tradycja i wyzwania współczesności, red. J. Sobczak, R. Bäcker, wsp. Sz. Ossowski, Łódź 2005, s. 219-230.

czwartek, 25 października 2012

Twoja przestrzeń

Bliźnim jest każdy człowiek, choćby twój nieprzyjaciel, który znalazł się w potrzebie, a jest on twoim bliźnim szczególnie wtedy, gdy znalazł się w twojej przestrzeni, a innych albo nie ma, albo mijają go obojętnie. (Agenda Biblijna 2012, komentarz do Łk 10, 25-37 /brak inf. o autorze/)

poniedziałek, 22 października 2012

Ani wściekłość, ani oburzenie…

…tylko wrażenie niemiłe, że przedsięwzięcie, z którym chyba wiązano jakieś – choćby tylko lokalne – nadzieje środowiskowego przebudzenia akademików, właśnie przepoczwarzyło się w swoje przeciwieństwo.
O pierwszej odsłonie „Wściekłości i oburzenia” dowiedziałem się bodajże z tego miejsca: http://solidarni2010.pl/3147-prof-ewa-nawrocka-wszyscy-jestesmy-przestepcami.html. Na drugą zostałem zaproszony z krótkim wystąpieniem (zob. http://www.youtube.com/watch?v=ImjEl3UBi0k&feature=relmfu i http://www.fil.ug.edu.pl/?id_photo=1669), a z trzeciej odsłony (zob. np. http://www.gazeta.razem.pl/index.php?id=2&t=1&page=42702) właśnie powróciłem…
Owszem, interesujące były wystąpienia zaproszonych gości i głosy wyrażane w dyskusji. Ale złożona na wstępie swego rodzaju publiczna samokrytyka prowadzącej spotkanie – że wtedy, 18 kwietnia 2012 r., swoista bezczelność i brak dostatecznych kompetencji nacechowały jej wystąpienie – oraz pustawa sala tej trzeciej odsłony zdają się świadczyć, że opisane przedsięwzięcie ‘szczęśliwie powróciło do akademickiej normy’.
A może jednak się mylę…

niedziela, 7 października 2012

Napisane w roku 2004.

„Wielu polskich studentów deklaruje dziś wolę przeniesienia się – gdy tylko okoliczności im na to pozwolą – do innych krajów Unii Europejskiej, lub dalej, by tam właśnie uczyć się, pracować i żyć lepiej niż w Polsce. Jedno z pytań, jakie się w tej sytuacji nasuwa, dotyczy tego, na ile deklaracje owe są wynikiem fascynacji młodych ludzi ekonomicznymi możliwościami Zachodu, na ile zaś wynikają z rozczarowania, że na polskich uczelniach i, szerzej, w życiu społecznym, coraz mniej jest miejsca dla wartości pozaekonomicznych. […] Otwarte pozostają pytania: na ile student postrzegany jest dzisiaj jako wartość społeczna? Na ile uczelnia traktowana jest – przez jej społeczne wnętrze i otoczenie – jako miejsce kształtowania takowej (takowych) wartości? Na ile zaś owo funkcjonujące na poziomie praxis pojęcie wartości społecznej «odsączane» jest dzisiaj z wszelkich treści, które nie mają waloru mierzalności ekonomicznej? Odpowiedź na te pytania nie wydaje się obojętna dla przyszłości społeczeństwa, które dzisiaj dysponuje jeszcze potencjałem aksjologicznym przemijających już pokoleń, nie za bardzo dbając jednak o jego twórczy rozwój”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Społeczeństwo wychowujące studenta. Kilka przypisów do Znanieckiego, w: Filozofia wychowania a społeczeństwo informacyjne, red. J. Kwapiszewski, M. Kwapiszewska, Słupsk 2005, s. 154-162.

piątek, 5 października 2012

Chwała cieplarnianej filozofii!

– rozwiązuje problemy nie wychodząc na pole.

[Napisane po wykładzie ks. prof. Tadeusza Guza, wygłoszonym we czwartek, 4 października 2012 r. w Oddziale Gdańskim Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, pt. Szkoła frankfurcka jako kontynuatorka marksizmu-leninizmu (zob. http://www.wnsts.strony.ug.edu.pl/PLAKAT-T_Guza.jpg), który to wykład – zachowując najgłębszy szacunek dla autora – odebrałem jako mieszaninę kaznodziejstwa, katechezy i osobistych spekulacji na pojęciach ogólnych].

___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014

poniedziałek, 1 października 2012

czwartek, 27 września 2012

Gdyby zapytać każdego…

…kogo najchętniej wysłałby na Marsa, mogłoby się okazać, że wszyscy musielibyśmy tam polecieć.

[Napisane na marginesie informacji (zob. http://polskawesa.pl/) o przystąpieniu Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA)].

___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014

środa, 26 września 2012

poniedziałek, 24 września 2012

Powściągliwie

„i fallibilistycznie prowadzony spór o kształt Europy to […] racjonalno-krytyczny spór o idee, w którym żadna ze stron nie ma monopolu prawdy, ale zarazem, w którym każda ze stron podlega regulatywnej idei prawdy, jako aksjologicznemu wyznacznikowi dążeń do rozwiązań możliwie najlepszych. Jest to zatem spór zaangażowany na poziomie metaprzedmiotowym w bezkompromisowe dążenie do owego aksjologicznego horyzontu, ale zarazem spór otwarty na wszelkie treści przedmiotowe, które idei europejskiej jedności mogą jak najlepiej służyć, niezależnie od tego, kto jest ich dotychczasowym materialnym dysponentem. Owocem tak pojętego sporu może być tylko bardzo skromny, negatywistyczny projekt europejskiej wspólnoty, będący de facto jedynie wciąż aktualizowaną listą treści, które społecznemu integrowaniu naszego kontynentu bez wątpienia nie służą”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Powściągliwość i fallibilizm w sporze o kształt Europy, w: Unia Europejska a społeczeństwo obywatelskie, red. R. Paradowski, Poznań 2005, s. 223-229.

czwartek, 13 września 2012

Gdyby ktoś mnie zapytał…(3)

…o sens doświadczanych porażek, odpowiedziałbym: A skąd byś wiedział(a), jak to jest przeżywać niepowodzenie i znowu podnosić się mimo umęczenia?… Chodzi jednak o to, byś tego swojego doświadczenia nie zmarnował(a) – niech pozwoli ci ono lepiej rozumieć doświadczenie innych.

poniedziałek, 10 września 2012

Moda na pewność

„Doskonale wiadomo, że klasyczna definicja prawdy, z której zastosowaniem były i są nadal wiązane daleko idące nadzieje poznawcze, nie ma dziś monopolu – tak zarówno w wysublimowanej analitycznie filozofii i nauce, jak i na poziomie społecznej praxis. Zarazem jednak, paradoksalnie – obok epistemologicznej mody na wątpliwości (wszak mówi się o współczesnej kulturze, zwłaszcza intelektualnej, że ona «celebruje» wątpliwości) – na poziomie działania społecznego panuje swoista moda na pewność. Wszak nie robi dziś szybkiej kariery, nie odnosi szybkich sukcesów człowiek, który wielostronnie rozważa podejmowane przez siebie działania po to, by m.in. zminimalizować ryzyko niezamierzonych a negatywnych efektów tych działań, mających wpływ na sytuację wszystkich jakoś dotkniętych nimi podmiotów. Na współczesnym rynku – ekonomicznym rynku towarów i usług, ale także rynku idei i twierdzeń naukowych, czy też rynku międzyludzkich relacji – liczy się bowiem pewność i atrakcyjność oferowanego, konsumowanego towaru; pewność posadowiona na przekonaniu, że cała prawda na jego temat właśnie została zdobyta. O tym, że to tylko złudzenie przekonujemy się nader często na różnych polach życia społecznego: zamówiony, wymarzony towar okazuje się bublem, a przynajmniej nie takim, jakim go sobie wymarzyliśmy; wyniki interesujących badań naukowych okazują się oparte na wymyślonych danych a znacząca publikacja zdemaskowana zostaje jako plagiat; człowiek, który miał stać się pewnym partnerem na resztę życia, jawi się w praktyce codziennego obcowania, jako zupełnie inny niż ten, za kogo podawał się jeszcze niedawno, itd. Wydaje się, że we wszystkich tego typu przypadkach działa ta sama zasada: zasada szybkiego osiągania efektów, której motto głosi, że prawda, w danym działaniu, dla danego celu zdobywana, to prawda cała, wystarczająca i pewna”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Niefundamentalistyczny walor krytycznego racjonalizmu, w: Fundamentalizm i kultury, red. M. Szulakiewicz, Z. Karpus, Toruń 2005, s. 205-216.

środa, 5 września 2012

Z mojego listu do Mariana…

Pozwól, że odpowiem w trzech punktach:
(1) wyobrażenia dot. pracy na uczelni i jej dzisiejsze realia mają się do siebie nijak
(2) chrześcijanie mają nadal coś istotnego do zrobienia w świecie
(3) rób swoje i nie ustawaj!

Napisałeś: „Ciężko jest cokolwiek tworzyć jeżeli pochłania cię szkolna rzeczywistość i walka o byt…”. Doskonale to rozumiem i myślę, że – wbrew ew. pozorom – wielu z nas to przeżywa. A poza tym, różne są formy twórczości (zob. np. Twórczość).

Zaś co do tych niezrozumiałych decyzji Pana B. (jak mawiał pewien mój znajomy agnostyk), to może dobrze jest uwolnić się od oczekiwań… A też przyszła mi tu na myśl pewna złośliwa refleksja, że z Panem B. – tak po ludzku rozumianym – może być tak, jak z jakimś znanym aktorem: człowiekowi, który doskonale zna aktora z ekranu wydaje się, że i sam jest przezeń doskonale znany…

wtorek, 4 września 2012

Niepokora

Jako przybyszowi z zewnątrz, nieprzywiązanemu serdecznie do świętych i uświęconych praw terenu, w który wkraczałem, najłatwiej przychodziło mi kwestionowanie tego, na co innym, zasiedziałym w danej nauce, nie podnosiła się ręka. Toteż częściej niż budować, zdarzało mi się burzyć zastany porządek, owoc kontynuowanych z zaparciem trudów. (Stanisław Lem)

piątek, 31 sierpnia 2012

W oczekiwaniu na zmiany

„Dzisiaj także czekamy na zmiany i mamy nadzieje, że takowe nastąpią, ale wcale nie jest nam łatwo precyzyjnie określić pozytywną ich treść. Zwłaszcza, że tak silna jest pokusa negacji – odrzucenia tego, co nas dziś otacza, jakby w stanie amnezji co do udręk minionych. Czyż bowiem nie chcemy już demokracji i pluralizmu, o które walczyła «Solidarność» i inne formacje niepodległościowe w czasach powojennej Polski? Ależ chcemy. A czy może nie chcemy już wolnego rynku gospodarczego, swobód politycznych i związanych z nimi możliwości twórczego kształtowania naszego życia i jego otoczenia? Owszem, chcemy. Ale chcemy zarazem – a przynajmniej wielu z nas tego chce – aby wszystko to miało sens i właściwą miarę, aby panował w tym jakiś ład i uczciwość w działaniu, a nie przysłowiowe już prawo buszu – prawo silniejszego i prawo cwaniaka. Być może jednak chcemy zbyt wiele. Wszak, zdaniem niektórych z nas, ba, zdaniem wielu z nas, ów postulat ładu i właściwej miary urządzeń społecznych to nic innego, jak skrywany zamach na zdobytą wolność, który w konsekwencji oznaczać musi niepełną demokrację i niepełny pluralizm, nie w pełni wolny rynek i niepełne swobody. I co tu zatem począć, skoro już w punkcie wyjścia sporu o kierunek zmian kołacze tak fundamentalna kontrowersja? Rada nasuwa się jedna – prosta, wręcz banalna w formie, choć bynajmniej nie prosta w realizacji: O ład społeczny, o umiar i uczciwość w działaniu jednostek i tworzonych przez nie organizacji, słowem, o jakość i wartości znaczące dla życia społecznego po prostu trzeba nieustannie zabiegać na wszelkich polach i przy pomocy wszelkich środków, które owym wartościom nie przeczą. Zabiegać mimo tego rozkawałkowania i rozczłonkowania, które faktycznie przyniósł pluralizm; zabiegać nie oglądając się na tych, którzy żyją bez idei, chłonąc bezkrytycznie każdą kulturową nowinkę napotkaną na swojej drodze. Ale o wspomniane wartości trzeba zabiegać ze świadomością, że droga ku doskonałości to domena raczej jednostek niż całych społeczeństw, i że mierze wszelkich oczekiwań w tym względzie, niczym cień, towarzyszy zawsze miara możliwych rozczarowań”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, W oczekiwaniu na zmiany. Nadzieje społeczne a przełom polityczny roku 1989, „Universitas Gedanensis”, R. 17, 2005, nr 1 (29), s. 19-28.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Wiedza i kłosy

Duża wiedza czyni skromnym, mała zarozumiałym. Puste kłosy dumnie wznoszą się ku niebu, kłosy pełne ziarna w pokorze pochylają się ku ziemi. (Erskine Caldwell)

piątek, 27 lipca 2012

Nieelita

„Podczas jednego z pierwszych zebrań, w jakich uczestniczyłem jako osoba funkcyjna na uczelni, usłyszałem słowa: «Nie po to robiłem habilitację, żeby teraz stać w korkach!». A przedmiotem uzgodnień była godzina rozpoczęcia następnego planowanego zebrania. Pomyślałem: «Elita!». I do dzisiaj nie mam pewności, w jakim stopniu usłyszane słowa pozostają reprezentatywne dla charakterystyki naszego, szeroko lub wąsko pojmowanego, środowiska”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Humanistyczny kapitał uczelni, „Forum Akademickie”, 2012, nr 7-8, s. 52-53.

wtorek, 24 lipca 2012

Efektywności efektowności

„Wydaje się, że dzisiaj jednym z istotnych spoiw – organizacyjnych, ale nie moralnych – pracy uniwersyteckiej jest zasada efektywności i efektowności podejmowanych działań. System społeczny uniwersytetu pozostaje wszak podsystemem systemu społecznego w ogóle. I dlatego, podobnie jak ma to miejsce gdzie indziej, również władze uczelni zabiegać dziś muszą m.in. o dobre miejsce w rankingach, a właściwość podejmowanych w tym zakresie działań weryfikowana jest (a) w ramach zewnętrznej kontroli społecznej – m.in. przez zainteresowanie danym uniwersytetem potencjalnych kandydatów na studia, i (b) w ramach wewnętrznej kontroli społecznej – m.in. stopniem zawodowej lojalności kadry. Z kolei kadra, wykładowcy zainteresowani efektywnością swojej pracy, racjonalizują podejmowane działania ograniczając kontakty naukowe ze studentami do sformalizowanego minimum, co nie pozwala czynić im zarzutów o niewypełnianie obowiązków dydaktycznych, ale też, co z drugiej strony nie daje studentom poczucia, że mają na uczelni kontakt z ludźmi gotowymi intelektualnie współdziałać z nimi w poznawaniu świata. Gdy chodzi zaś o kwestię efektowności w działaniu naukowo-dydaktycznej kadry uczelni to wydaje się, że przejawem bezkrytycznego ulegania jej presji stają się coraz częstsze, a przynajmniej coraz częściej ujawniane przypadki plagiatów. Oto możliwość efektownego wykazania się długą listą publikacji w recenzowanych czasopismach staje się ważniejsza niż uczciwość i rzetelność w ich przygotowaniu. Jest to zarazem kolejny przyczynek do twierdzenia, że jakakolwiek sprawna organizacja pracy nie jest w stanie zapełnić moralnej próżni wytwarzanej przez niemoralnie działające podmioty. Wreszcie sami studenci będąc stroną potencjalnego przynajmniej działania komunikacyjnego na uniwersytecie, naznaczeni presją efektywności i efektowności działania – wymaganego od nich w takim właśnie kształcie przez agresywny rynek pracy – ulegają przysłowiowemu «wyścigowi szczurów», sprowadzając uniwersytet i jego pracowników do roli sprzedawców i operatorów sprzedaży wiedzy, która to wiedza zaś warta jest zainteresowania tylko o tyle, o ile da się nią na wspomnianym rynku handlować i na niej zarobić”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Nauka i sceptycyzm a działanie komunikacyjne na uniwersytecie, „Annales. Etyka w życiu gospodarczym”, t. 8, Problemy etyczne środowiska akademickiego, 2005, nr 2, s. 67-76.

wtorek, 17 lipca 2012

Z mojego listu do Marka…(6)

Dzięki, że zajrzałeś!
[tutaj: ..dla filozofów nie jestem filozofem, bo socjologizuję, a dla socjologów nie jestem socjologiem, bo filozofuję…]

No, cóż, zacytowałem tutaj samego siebie z artykułu: W. Zieliński, Czy Tatarkiewicz jest do szczęścia jeszcze komuś potrzebny? Spojrzenie z perspektywy filozofii bardzo praktycznej, „Filo-Sofija”, Rok XI, 2011, nr 2-3 (13-14), s. 675-688, tu s. 676;

bo też prawda jest taka, że przez jednych i drugich – tzn. i przez filozofów, i przez socjologów – ‘trzymany jestem na dystans’, a w każdym razie takie jest moje tego doświadczenie/poczucie/wrażenie…, raczej dość przykre. Ale przynajmniej jakaś ‘woda sodowa nie rzuci mi się na głowę’.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Intelektualizm i kodeksy

„Mam jednak zasadniczą wątpliwość (i wiąże się ona z moim, krytykowanym, stanowiskiem dotyczącym edukacyjnej funkcji kodeksów), czy wyrazem intelektualizmu etycznego – wyrazem rzeczywistym a nie jedynie formalnym – jest np. owo […] bezwzględne poparcie dla zasady uczciwej konkurencji. Ta zasada, jak już wcześniej pisałem, wydaje mi się wtórna a przy tym abstrakcyjna, podobnie jak abstrakcyjna a przy tym nierealistyczna – w świecie organizacyjnie przeładowanym – wydaje mi się zasada bezwzględnego unikania potencjalnego konfliktu interesów. Przyjmując (górnolotnie?), że przybliżanie się do prawdy – tu: o możliwie najlepszych rozwiązaniach problemów moralnych w życiu gospodarczym – dokonuje się w działaniu komunikacyjnym, z trudem recypuję pogląd, wedle którego zapis kodeksowy miałby stanowić bezpośrednią dyrektywę działania, roszcząc sobie przy tym prawo do miana bezwzględnej normy moralnej. Innymi słowy sprawę widzę tak”…

Więcej w: Wojciech Zieliński, Moralność i etyka w działalności gospodarczej (głos ostatni), „Diametros”, 2005, nr 6, s. 265-267.

piątek, 6 lipca 2012

Z mojego listu do ‘Pałacowych’

(napisanego między pierwszym a drugim spotkaniem)

Dziękuję za zaproszenie i będę wdzięczny za informacje o kolejnych spotkaniach (o ile takowe, zważywszy co piszę poniżej, zechcą mi Państwo nadal przesyłać).

Na spotkanie pierwsze (w sali BHP) poszedłem wiedziony (a) zainteresowaniem, jakie to środowisko tworzy się w ‘Pałacu’ i (b) ew. nadzieją, że może to zalążek jakiegoś konstruktywnego lokalnego ‘ruchu obywatelskiego’, którego działanie, z jednej strony, wykroczy ponad poziom ‘kółka wzajemnej adoracji’, a z drugiej – będzie czymś więcej niż organizowaniem dyskusji jedynie ‘akademickich’ vel ‘pałacowych’. Z zainteresowaniem wysłuchałem wówczas całej dyskusji – także, choć z trudem, głoszonych ‘z ławki’, żenujących wynurzeń ‘bezpartyjnego fachowca od edukacji’…

Oczywiście prawem Organizatora spotkania jest dobieranie, a przez to także promowanie jego prelegentów, a prawem zapraszanych – odniesienie się do tego doboru i promocji. Odnosząc się zatem do programu najbliższego spotkania, jako czynnik skutecznie zniechęcający (czy tylko mnie?) do udziału w nim, zgłaszam dalszą promocję wspomnianego wyżej ‘fachowca’…

Niezależnie od tego, czy w doborze prelegentów kierują się Państwo faktycznym przekonaniem o ich zasługach, czy względami lokalnej poprawności politycznej, warto zastanowić się, jakie straty dla zamierzonego i skądinąd pożądanego przedsięwzięcia generowane są już ‘na wejściu’.

czwartek, 28 czerwca 2012

Wściekli i oburzeni…

Powiedziałem podczas debaty:

Najpierw trzy krótkie cytaty.
Cytat pierwszy, z wieku XIX: „Zadaniem uniwersytetu pozostaje wychowanie intelektualne” – to John Henry Newman, gdy mówił o idei uniwersytetu.

Cytat drugi, z wieku XX: „Wierny pies otrzymuje ozdobny kaganiec” – to Stanisław Jerzy Lec, w jego zbiorze myśli nieuczesanych.

Cytat trzeci, z wieku XXI: „Pieniądze mają […] coś wspólnego z ideami – jedne i drugie mogą ulec dewaluacji. Ale jest między nimi zasadnicza różnica: jeżeli pieniądze ulegną dewaluacji, jakaś dobra idea może wyprowadzić z finansowego kryzysu, ale jeżeli zdewaluują się idee, nie pomogą żadne pieniądze” – to Michał Heller, niedawno, z okazji otrzymania doktoratu honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego.
*
Wierzę, że uniwersytet XXI wieku może być uniwersytetem wielkich idei, ale nie uważam, że musi to być uniwersytet wielkich gmachów; aspiracją uniwersytetu XXI wieku nie musi być wypełnianie stadionowych trybun.

Wierzę, że uniwersytet XXI wieku może być wierny dążeniu do prawdy, ale też uważam, że wcale nie musi być wierny ludziom, którzy uznali, że już prawdę posiedli. I wierzę, że uniwersytet XXI wieku mogą tworzyć ludzie, których nie zadowala kaganiec – choćby najbardziej ozdobny – na przykład w postaci przychylności polityków albo setek milionów euro na te wspomniane, kolejne gmaszyska.

Wierzę, że uniwersytet również w XXI wieku może wychowywać intelektualnie, może być zajęty człowiekiem-podmiotem i może być tego człowieka podmiotowości ciekawy.

Ale też chcę powiedzieć, powtórzyć, że nie wierzę, aby to wszystko było możliwe na poziomie ‘kombinatów kształcenia masowego’… Może zatem pójdźmy, ponownie, w stronę mniejszych wspólnot uczących się i uczących, i nie ulegajmy już rozmaitej maści hodowcom naszych intelektów!

Wściekli i oburzeni – ciąg dalszy. Uniwersytet XXI wieku, Wydział Filologiczny UG, Gdańsk, 4 czerwca 2012 r. (zobacz nagranie: http://www.youtube.com/watch?v=ImjEl3UBi0k&feature=relmfu).

sobota, 26 maja 2012

Goerres-Gesellschaft

Die „Görres-Gesellschaft zur Pflege der Wissenschaft”, die im Jahre 1876 von einer Gruppe katholischer Forscher und Publizisten gegründet wurde und seitdem auf eine große Zahl bedeutender Gelehrter als Mitglieder zurückblicken kann, dient dem Zusammenschluss aller wissenschaftlich Interessierten, deren Denken und Forschen die verpflichtende Bedeutung der christlichen Tradition anerkennt. Das wissenschaftliche Weltbild, das die Neuzeit beherrscht hat, befindet sich in einer Krise; sowohl die naturwissenschaftlichen wie die geisteswissenschaftlichen Disziplinen erleben einen Umwandlungsprozess, in dem neue Möglichkeiten der Erkenntnis sich abzeichnen. Zu diesen für die Zukunft entscheidenden Auseinandersetzungen wollen die Mitglieder der G.-G. beitragen. Die der Wissenschaft gesetzten Aufgaben sollen hier den modernen Anforderungen entsprechend auf christlichem Boden erfüllt werden.

Lesen Sie weiter: http://www.goerres-gesellschaft.de/.

niedziela, 20 maja 2012

Twórczość

to nie tylko sprawa estetyki, a sztuką może być nie tylko obraz, lecz i kształt życia. Jednak najważniejszym, często występującym motywem tworzenia jest potrzeba zostawienia śladu po sobie. (Aleksander Jackowski)

piątek, 11 maja 2012

Ethics and the University

“The article poses a kind of metaethical proposal; it suggests a certain way of dealing with moral issues and applying academic ethics to practice. The three relatively simple rules of moral behaviour, namely: Notice others around you! Be open to criticism! Act in a communicative way! have been discussed in relation to situations typical for academic environment. The author presents the problem in the form of an analytic model defined by him as an operational system of ethics. It enables, among other things, to expose the moral importance of the microscale of social experience, which is significant for the functioning of complex organisations such as modern universities. In the author’s view, the complexity of social life in today’s world should be accompanied by a relatively simple and practically useful ethical thought, which could be helpful in everyday activities of a particular individual”.

Read more: Wojciech Zieliński, Remarks on an Operational System of Ethics. Academic Applications, „Societal Studies” 2012, 4(1): 75–86.

poniedziałek, 7 maja 2012

Z mojego listu do Marka…(5)

Napisałeś: „Dotychczasowy brak dostatecznie zdecydowanej reakcji na postępującą dewastację Źródła Karola, to zarazem zgoda na niszczenie kultury u jej podstaw. Nie chodzi tu w pierwszym rzędzie o przekonania religijne czy symbolikę religijną, idzie tutaj o źródła ludzkiej kultury. To, co się wydarzyło przy Źródle Karola, to szczególny przypadek niszczenia źródeł kultury jako wytworu człowieczej pracy i myśli. […] Nie zareagowaliśmy zawczasu na dewastację Źródła Karola i wydaliśmy na pastwę wandali miejsce i dziedzictwo kulturowe, o które poprzednie pokolenia pieczołowicie dbały, przekazując nam je jako zobowiązanie wymagające naszej troski”.

A ja myślę sobie, że ogólnie pojęte źródła kultury okazują się praktycznie mniej ważne niż te pojmowane bardziej konkretnie. Jeśli więc krzyż przestaje być ważny religijnie w wymiarze publicznym – albo jest tak, że maniera politycznej poprawności nie pozwala mu tej ważności przyznawać – to i nie dziwota, że jego konkretne przedstawienia sprowadzane są do wartości materiału, z którego zostały wykonane. I tak oto krzyż metalowy interesuje bardziej złomiarzy niż przedstawicieli władz rozmaitych szczebli…

środa, 25 kwietnia 2012

Ludzie renesansu

Najpierw Pani Minister zapewniła: „jesteśmy po prostu uniwersalni, jesteśmy ludźmi renesansu”, a potem Pan Piłkarz, chyba mimowolnie, dopełnił: „to znaczy, wszystko po troszeczku”…

Zob. początek programu pt. Wielka Matura Polaków. Zadania ściśle fajne, który wyemitowano w poniedziałek, 23 kwietnia 2012 r. na antenie TVP 1.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

W pokoju ethics officera

Gra prowadzona na polu etycznej refleksji nad działalnością gospodarczą toczy się, z jednej strony, o zachowania i działania podmiotów gospodarujących, z drugiej zaś – o aksjologiczne idee kierujące owym splotem zachowań i działań. Pierwsza strona jest domeną moralności, druga zaś – domeną etyki. Posłużę się ilustracją szkolną: Kiedy mały, niewychowany Jaś – jako tzw. dziecko ulicy – przychodzi do szkoły, najpierw uczy się moralności zastanej w instytucji, do której przystąpił. Uczy się mówienia «przepraszam», «proszę», «dziękuję», itd. (owszem, bez gwarancji, że to nowe dla niego doświadczenie przeniesie od razu na swoje pozaszkolne podwórko), a więc uczy się zachowań i działań, które współkonstytuują instytucję szkoły. Dopiero później uczy się etyki – rozpoznawania uzasadnień owych zachowań i działań, rozpoznawania idei kształtujących działanie.
Podobnie chyba sprawy się mają na polu działalności gospodarczej. Ludzie, którzy do niej przystępują, to nierzadko takie dzieci ulicy – pozbawione emocjonalnego dystansu do tego, co robią; pozbawione wyniesionej z domu tradycji dobrej pracy, planowego, zreflektowanego gospodarowania (pełnego uszanowania dla wartości gromadzonego kapitału, ale także – dla godności ludzi, którzy w owym gromadzeniu uczestniczą), ale za to napasione widokiem reklam, okien wystawowych, pełnych dóbr, po które warto sięgać wszelkimi sposobami. Zachowania i działania takich podmiotów gospodarujących bez wątpienia należy kształtować, regulować, temperować moralnie na poziomie praxis, ale od tego, do rozpoznania i uznania przez owe podmioty etycznych podstaw i uzasadnień postaw moralnie uporządkowanych droga nie jest ani krótka, ani łatwa. I, o ile pierwsze można czynić w jakimś stopniu przynajmniej posługując się posunięciami administracyjnymi, metodami, o których mówią teorie zarządzania, o tyle to drugie – przyczynianie się do rozpoznawania i uznawania etycznych podstaw i uzasadnień postaw moralnie uporządkowanych – to sprawa wolnej, bezinteresownej refleksji filozoficznej. Zamknięcie takowej w kodeksie etycznym firmy, w książeczce do nabożeństwa etycznego, przypiętej do firmowego breloczka i wertowanej w wolnych chwilach, czy w pokoju zajmowanym przez ethics officera, nie wydaje się ani sensowne, ani wręcz możliwe. To raczej karykatura etyki. Karykatura, której promowanie przyczynia się do infantylizacji pojęcia etyki – i szerzej: pojęcia filozofii – w umysłach jego użytkowników”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Moralność i etyka w działalności gospodarczej, „Diametros”, 2005, nr 6, s. 129-134.

piątek, 13 kwietnia 2012

A co to jest mistycyzm?

Mistycyzm to jest, jak ktoś np. musi jechać z Ciechocinka do Warszawy, ale na złość wsiada do pociągu jadącego do Krakowa i ma nadzieję, że przyjdzie Anioł i poprzestawia tory i zwrotnice, i dzwony zadzwonią, i z Nieba spadnie taka wielka pierzyna, która otuli wszystkich leniów i megalomanów. (Prof. Bączyński vel Konstanty Ildefons Gałczyński)

wtorek, 10 kwietnia 2012

Probierz do oceny filozofii religii

Oto on: biorąc do ręki dzieło z tego zakresu, zobacz najpierw, czy w spisie rzeczy jest gdzieś słowo „śmierć”. Jeżeli nie ma, zobacz w indeksie rzeczowym. Jeżeli i tam nie ma, odłóż nie czytając. Masz bowiem przed sobą utwór, o którego autorze – choćby nie wiedzieć jak uczonym – da się powiedzieć to samo, co Stanisław Leśniewski mawiał o pewnym współczesnym mu historyku filozofii: wszystko wie, a nic nie rozumie. (Bogusław Wolniewicz)

środa, 4 kwietnia 2012

Refleksyjne obciążenie autorów

„Otóż wydaje się, iż w etyce życia gospodarczego – tak jak i w etyce w ogóle – uwaga winna być skupiona w pierwszym rzędzie na owych jednostkach-podmiotach moralnych, bo to one wchodzą w bezpośrednie lub pośrednie, wzajemne bądź asymetryczne relacje, nadając im określoną jakość moralną. Jest to bylejakość bezrefleksyjnego przystosowania do otoczenia lub też jakość rzeczywista, budowana na przeświadczeniu o możliwości kształtowania tego otoczenia w oparciu o podejmowane świadomie wybory moralne. Jeśli zaś prawdą jest, że na polu walki gospodarczej obowiązuje wspomniana zasada im głupiej i prościej, tym lepiej, to i wysoce prawdopodobne wydaje się – biorąc pod uwagę treść owej zasady – że obowiązuje na tym polu swoista bezrefleksyjność. A czyż potwierdzeniem tego nie jest sugerowane tu i ówdzie sprowadzanie etyki życia gospodarczego do zespołu procedur, który – dając możliwość etycznego kwalifikowania działań – ograniczałby do minimum obciążenie refleksyjne autorów tych działań?”

Więcej w: Wojciech Zieliński, Krytyczny racjonalizm w etyce życia gospodarczego, „Diametros”, 2005, nr 5, s. 98-115.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Stworzyliśmy społeczeństwo

w którym bezwzględna rywalizacja o pracę i wszelkie dobra materialne, skrajne utowarowienie egzystencji, prowadzą do permanentnego procesu upokarzania jednych przez drugich. Przestaliśmy pojmować innych w kategoriach bliźnich, którzy tak jak my mogą cierpieć i którym winniśmy solidarność oraz współczucie, i zaczęliśmy ich postrzegać przede wszystkim jako rywali, którzy chcą nam zabrać coś, co się nam należy. Przesycenie naszego życia walką o przetrwanie i dominację doprowadziło do wydobycia z ludzi tego, co w nich najgorsze: skłonności do poniżania innych, aby w ten sposób powetować sobie swoje własne klęski i upokorzenia. (Andrzej Szahaj)

czwartek, 22 marca 2012

Gdyby ktoś mnie zapytał…(2)

…o aksjologiczne priorytety działania poznawczego, wskazałbym kolejno trzy następujące:
  1. zważaj na przedmiot, którym się zajmujesz, a dopiero w drugiej kolejności na przedmiotu tego literaturę – bo tylko w ten sposób unikniesz odwracania się plecami do świata i skupiania uwagi na cudzych fantazjach
  2. analizując czyjąś wypowiedź rozważ najpierw jej treść, odkładając na później myśl o jej autorstwie – bo tylko w ten sposób dostrzeżesz różnicę, jaka zachodzi między radością i wagą poznawania a uciechą z klaskania lub wygwizdywania
  3. w dążeniu do prawdy nie miej względu na osoby (por. Syr 35, 12) – bo tylko w ten sposób siłę racji odnajdziesz również tam, gdzie być może innej siły już nie ma.

czwartek, 15 marca 2012

Ludzie mediów

„Jeśli ludzie mediów uczestniczący w działaniu komunikacyjnym są faktycznymi współtwórcami kultury, a wielość jest faktycznym stanem rzeczy właściwym dzisiejszemu życiu społecznemu, to – przynajmniej z punktu widzenia pluralisty krytycznego – swoistym marnowaniem twórczego potencjału wydaje się być medialne promowanie wielości: obserwowana nierzadko w prasie, radiu czy telewizji promocja wielości dla samej wielości, swoiste mnożenie bytów bez potrzeby. Znacznie właściwsze wydaje się wielości tej porządkowanie; tym bardziej, że leży ono niejako w interesie współczesnego człowieka, który potrzebuje już nie tyle kolejnych zestawów informacji o świecie, ile przede wszystkim wiedzy o nim jakoś usensowionej. Takie porządkowanie wielości dokonywane przez ludzi mediów to, w nakreślonej tu perspektywie, przede wszystkim elementarne oddzielanie informacji od komentarza, ale także – co nie jest już tak oczywiste – podawanie obok treści przekazu także kryteriów ich medialnej selekcji. Krytyczny pluralista, współuczestniczący – jako widz, słuchacz, czy czytelnik prasy – w działaniu komunikacyjnym, chciałby nie tylko widzieć, słyszeć i odczytywać treści medialnego przekazu, ale także chciałby dowiadywać się, dlaczego te właśnie treści są mu oferowane. Byłaby to zatem nie tylko ekspozycja wyników pracy ludzi mediów, ale także ekspozycja idei ową pracę motywujących. Dawałaby ona odbiorcom faktycznie większą wiedzę o świecie, a przy tym – zwiększając stopień ich zaufania do mediów, wzmacniany tu znajomością kryteriów selekcji treści medialnego przekazu – służyłaby realizacji procesu działania komunikacyjnego”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Krytyczny pluralizm w mediach, czyli kilka uwag o kapitale idei, „Środkowoeuropejskie Studia Polityczne”, 2005, nr 1, s. 11-23.

środa, 14 marca 2012

niedziela, 11 marca 2012

W sprawie Spółdzielczych Mediów WNET

[Zob. Spółdzielcze Media WNET]

Podjętej inicjatywie życzę jak najlepiej i tylko żałuję, że nie jesteście Państwo bliżej […]. Patrząc z dystansu […] mam wątpliwości, m.in. dot. tego, co napisał Pan w jednym z listów:

„Wyobraźmy sobie, że każdy z Państwa skutecznie zaprosi trzech kolejnych spółdzielców. Przyjmijmy, że osoba zaproszona w jednym miesiącu, przystępuje w kolejnym. 479 spółdzielców przystępujących w lutym zaprasza 1.437 osób, które przystępują w kwietniu. Ta grupa zaprasza łącznie 4.311 nowych, którzy przystępują w czerwcu. I tak dalej. 4.311 spółdzielców zaprasza 12.933. Następnie 12.933 zaprasza 38.799, a 38.799 zaprasza 116.397. W ten sposób na koniec roku mamy 174.356 spółdzielców”.

Napiszę wprost, ale proszę się nie obrażać: to nie jest realistyczne podejście! A przecież ‘praktyczny realizm’ (zob. T. Kotarbiński) jest tu chyba także potrzebny. To, co możliwe było w Banku Grameen, nie ma bezpośredniego przełożenia na ideę mediów WNET, choćby dlatego, że zaspokajanie zupełnie innego rodzaju potrzeb charakteryzuje obie te inicjatywy.

Oczywiście ‘nie odkrywam tu Ameryki’ i powyższe Państwo doskonale wiedzą. Zaś, jeżeli ta zacytowana ‘wyliczanka’ nie była całkiem ‘na poważnie’, a jedynie tak ‘ku zachęcie i pokrzepieniu’, to też proszę nie mieć mi za złe, że mnie raczej swą niepowagą zaniepokoiła. (Ubocznym skutkiem takiej zachęty może być pozyskanie osób, których poza zarobkiem nic nie interesuje, a to raczej marny fundament dla wolnych mediów). […] (W dzisiejszym wielorako podzielonym polskim społeczeństwie zjednoczenie dużej liczby osób wokół ‘projektu pozytywnego’ to sztuka nie lada).

[Zob. także: Razem tworzymy nowe media w Polsce].

poniedziałek, 5 marca 2012

Uniwersalność lokalnego dobra

„Można powiedzieć, że lokalność permanentnie przegrywa z globalizacją. Zarówno wtedy, kiedy ta ostatnia rozumiana jest jako niezależne zjawisko cywilizacyjne, jak i wtedy, kiedy pojmuje się ją jako proces sterowany przez globalnych graczy. Lokalność po prostu i zwyczajnie nie ma na globalizację wpływu. Ale przegrywanie, o którym tu mowa, nierzadko ma miejsce, staje się problemem, tylko dlatego, że lokalność niejako sama do siebie odwraca się plecami – cudze chwali, swojego nie znając; pochopnie znosi swą prowincjonalność, w imię dorównywania standardom globalnym, niszcząc jednak tym samym, bezpowrotnie, właściwy sobie potencjał. Tymczasem uniwersalność lokalnego dobra nie polega na jego aktualnej powszechności, uzyskiwanej w myśl obowiązujących dziś reguł globalnej wymiany informacji. Polega raczej na własnej potencjalności: lokalne dobro może wzbogacać wszystkich nim zainteresowanych. Musi być jednak dobrem zachowanym przede wszystkim w rzeczywistym świecie, a nie tylko papierowym czy elektronicznym wspomnieniem. Jako lokalnie wygenerowane, domaga się więc także lokalnego uszanowania. Wiadomo jednak, że w praktyce jest z tym bardzo różnie, i dobro lokalne bywa marnowane. No, ale kto, w pierwszym rzędzie, ponosi za to odpowiedzialność: globalizacja, czy lokalni gracze?”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Kilka uwag o nieuchronności globalizacji i o uniwersalności lokalnego dobra, w: Rozwój regionalny w warunkach globalizacji, red. K. Gomółka, Warszawa 2005, s. 49-53.

niedziela, 26 lutego 2012

Naiwność

bywa głupia, drażniąca. Choćby naiwność polityka albo biznesmena. Ale jest też naiwność, i o nią tu chodzi, która jest obroną czystości, liryzmem, czułością, dziecięcym zachwytem pięknem świata, przekonaniem, iż wiara przenosi góry. Chciałbym tę naiwność postawić w rzędzie takich pojęć, jak nadzieja, miłość, dobro, szlachetność. (Aleksander Jackowski)