Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Popper. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Popper. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Realizm w etyce

stanowisko uznające (a) istnienie obiektywnej rzeczywistości moralnej, będącej przedmiotem badania (meta)etycznego, i (b) konieczność liczenia się z tą rzeczywistością na poziomie moralnej praktyki – w toku działania moralnego i przy formułowaniu norm i ocen do niego odnoszonych; nieobalalna i niedowodliwa podstawa oświeconego zdrowego rozsądku, pozwalającego odróżniać pozór od rzeczywistości (Popper); zastosowany w etyce pozwala wypracowywać takie wykładnie wartości i norm moralnych, koncepcje działań moralnie (nie)słusznych, kryteria ocen moralnych itp., które zachowują walor intersubiektywnej weryfikowalności i które w konfrontacji z rzeczywistym doświadczeniem moralnym zachowują zdolność do falsyfikacji – jeżeli nie istnieje rzeczywistość, a tylko idee i złudzenia, to zarazem całe zagadnienie prawdy i fałszu naszych przekonań i teorii staje się w oczywisty sposób bezprzedmiotowe (Popper).

Więcej w: Wojciech Zieliński, Realizm w etyce, w: Słownik bioetyki, biopolityki i ekofilozofii, red. M. Ciszek, Polskie Towarzystwo Filozoficzne, Warszawa 2008, s. 226.

czwartek, 22 czerwca 2017

Popper, dr Google i chrześcijanie

Pewien filozof, Karl Raimund Popper [1902-1994], napisał kiedyś następujące zdanie: „Ja mogę się mylić, ty możesz mieć rację, i wspólnym wysiłkiem możemy zbliżyć się do prawdy”. Wyraził tymi słowami swoje moralne credo, swoje moralne wyznanie wiary.

Czy o wierze religijnej tu mowa? Nie, to raczej wyraz wiary etycznej, która wszakże z wiarą chrześcijańską nie stoi w sprzeczności. To wyraz wiary „w pokój, człowieczeństwo, tolerancję, skromność, w wysiłek wkładany w to, by uczyć się na własnych błędach, oraz w możliwości krytycznej dyskusji”. To wyraz wiary w otwartość przyszłości – w każdej jej skali – i w człowieka, który może wypełnić ją dobrymi dziełami. Możliwości, które zawiera przyszłość są nieskończone, a odpowiedzialność za ich rozpoznanie i urzeczywistnienie spada właśnie na nas. W zasobach przyszłości znajdzie się bowiem wszystko to, co każdy z nas w nią wniesie przez to, co zrobi. Naszym obowiązkiem – podkreślał Popper – nie jest więc zwiastowanie zła, lecz pozostawanie optymistami i codzienna troska o lepszy świat!

Jakże to naiwne i jakże banalne! A specjaliści od filozofii Poppera zaraz znajdą sto tysięcy erudycyjnych zastrzeżeń i przeszkód do uznania powyższych słów za wnoszące cokolwiek do wartościowej refleksji. Nie szkodzi. Człowiek żyjący i działający w dzisiejszym świecie na co dzień, chcąc nie chcąc, musi sobie radzić z niedostatkami wiedzy własnej i równoczesnym nadmiarem wiedzy otoczenia. Doktor Google mądrzy się na wszystkie strony, ale decyzje, co począć z jego „mądrościami” i tak podejmować musi ten, kto się z nim konsultuje. Moje czytanie wyznania Poppera jest więc zupełnie naiwne i banalnie proste, i niech takim zostanie. Może właśnie takie przyda się też innym, i może właśnie takie niesie coś ze źródła. Sam autor wspominał bowiem po latach, pisząc: „Nie spotkałem nigdy nikogo, kto zwróciłby uwagę na te dwa wiersze [przytoczone na wstępie] pomyślane jako moje credo moralne, a wykluczające, jak mi się wydawało, wszelką możliwość dogmatycznej interpretacji «krytycznego racjonalizmu»”.

Nie widzę żadnych istotnych przeszkód, wewnętrznych sprzeczności i tym podobnych, by być chrześcijaninem – krytycznym racjonalistą, choć zdaję sobie sprawę, że takie przekonanie o intelektualny zawrót głowy przyprawiać może zarówno tych wierzących, którzy w krytycznym racjonalizmie widzą tylko kwintesencję walki z religią i tradycją, jak i tych rzekomo krytycznych racjonalistów, którzy w chrześcijaństwie widzą głównie moherowy ciemnogród. Jedni i drudzy, w moim przekonaniu, czyniąc tak wynoszą się ponad tych, których krytykują, a tymczasem chodzi o coś wręcz przeciwnego.

Chodzi o to, by z pola widzenia nie tracić Prawdy, która – niczym Słońce na horyzoncie – pozostaje ciągle od człowieka większa, i która zwyczajnie uczy pokory. Chodzi o to, by z pola widzenia nie tracić też innych ludzi, a ci są przecież różni; ulokowani bliżej nas i dalej, i pod nieco innym niż my kątem oświetlani. Jeśli są wśród nich ludzie dobrej woli – a niewątpliwie są i tacy – to chodzi też o to, by ich racje w spornych kwestiach słyszeć i rozważać. Wspólny wysiłek zbliża nas do prawdy, która przecież ciągle jest na horyzoncie i która, jako taka, daje sens naszym poszukiwaniom, naszemu uczeniu się, także od siebie nawzajem, i która czyni świat ciekawym, wartym poznawania i rozumienia.

Tymczasem, jakże trudno nam nieraz chociażby przyznać się do błędu – zwłaszcza wobec kogoś, kto faktycznie lub tylko w naszym przekonaniu znajduje się na niższym szczeblu jakiejś hierarchii. Miłość własna i chęć utrzymania na swój sposób rozumianego autorytetu – niezależnie od tego, czy faktycznie go posiadamy, czy tylko go sobie przypisujemy lub jego posiadanie wyobrażamy – skłaniają do przemilczania tego, co sami „sknociliśmy” lub, gdy przemilczeć się nie da, do szukania winnych daleko od siebie. Niewątpliwie taką skłonność może wzmagać w nas niejedno faktyczne doświadczenie niesprawiedliwości, upokorzenia, obarczenia nie swoją winą, gdy ktoś wobec nas okazał się nieuczciwy, a przy tym jakoś od nas silniejszy lub bardziej sprytny, a właściwie cwany. Chcemy więc nieraz odpłaty tym samym, nawet, gdy ofiarą stanie się niewinny. Ale chyba przyznać wypada, że ani to krytyczno-racjonalne, ani chrześcijańskie. Przyznanie się do błędu jest bowiem stanięciem w prawdzie – przywraca siłę naszemu działaniu na rzecz dóbr własnych i rzecz dobra wspólnego, uwalnia nas od mistyfikacji własnych kompetencji, przy tym uczy również innych wolności, bo wyzwala z gry pozorów, i wprawia w rozpoznawanie właściwej miary autorytetu. Któż, jak nie Bóg, jest tej prawdy i autorytetu pełnią; któż, jak nie człowiek, może być jej dobrym dla innych obrazem.

[Wojciech E. Zieliński, Popper, dr Google i chrześcijanie, "Na Rozstajach", 2017, nr 5 (302), s. 12.]


PS. Swego czasu, gdy podczas egzaminu w IFSiD UG odpytywałem studentów z zagadnień krytycznego racjonalizmu, dowiedziałem się od nich, że oto trafiłem do Wikipedii, jako jeden z wiernych wyznawców Popperowskiej doktryny☺; zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_popperowski

sobota, 18 czerwca 2016

Tekst, który się nie ukazał

Poniżej zamieszczam tekst, na którego publikację w "Na Rozstajach" - mimo przychylności Redakcji - nie zgodził się kościelny opiekun pisma. 



Przodem do elit

Śp. Abpa Tadeusza Gocłowskiego zapamiętałem niejednoznacznie, co zapewne znaczy: zwyczajnie. Choć przy rozmaitych okazjach widywałem go bezpośrednio, to bodajże chyba tylko dwukrotnie miałem sposobność zamienić z nim kilka słów. Obydwa te spotkania były ledwie epizodyczne.

Jedno miało miejsce w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych minionego wieku, gdy w ramach ówczesnych swoich aktywności byłem zaangażowany w prace II Polskiego Synodu Plenarnego, na poziomie lokalnego zespołu synodalnego. Wychodząc z jakiegoś spotkania, które wówczas odbywało się w gdańskiej Kurii, poklepany po ramieniu przez biskupa Tadeusza usłyszałem słowa zachęty do pracy i zapewnienie, że właśnie młodych ludzi Kościołowi potrzeba. Nie pamiętam, co konkretnie wówczas odpowiedziałem, ale wiem, że była to odpowiedź tylko kurtuazyjna – nabierałem bowiem coraz wyraźniejszego przekonania, że władze kościelne, owszem, potrzebują ludzi świeckich chętnych do pracy, ale pod warunkiem, że ci ostatni znają swoje miejsce w szeregu i posłusznie wykonują powierzone zadania. Tymczasem posłuszeństwo, zwłaszcza w myśleniu, nigdy nie było moją mocną stroną.

Drugie, osobiste spotkanie z Metropolitą miało miejsce kilkanaście lat później, gdy moi rodzice, wespół z innymi podobnymi parami, obchodzili 40. rocznicę ślubu. Po wyjściu z kościoła robiliśmy sobie pamiątkowe, rodzinne zdjęcie i oto nagle …podbiegł do nas Ksiądz Arcybiskup, wcześniej celebrujący Mszę św., a teraz chcący znaleźć się również na zdjęciu. Tu już nie było kurtuazji, tylko zwykła ludzka serdeczność, wymiana paru ciepłych słów i dobrych życzeń, oraz radość z tak nieoczekiwanego bezpośredniego zetknięcia, zwieńczonego wspólną fotografią. Gdy zatem dzisiaj słyszę rozmaite osoby wspominające wielką życzliwość abpa Gocłowskiego, okazywaną w bezpośrednich relacjach z ludźmi, chyba wiem o czym mowa.

Jest jednak druga strona rzeczonej pamięci.

W nocie okolicznościowej, zamieszczonej na internetowej stronie Archidiecezji Gdańskiej, czytam między innymi, że Arcybiskup Tadeusz Gocłowski „postanowieniem prezydenta RP Bronisława Komorowskiego z 9 listopada 2011 roku został odznaczony Orderem Orła Białego. W 2006 roku otrzymał Złoty Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis, przyznany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W 2003 r. został laureatem Medalu Świętego Brata Alberta. W 2008 r. otrzymał Honorowe Wyróżnienie za Zasługi dla Województwa Pomorskiego. […] Przez lata swojej posługi, jako kapłan i biskup, wniósł ogromny wkład w formację intelektualną oraz duchową wielu kapłanów i ludzi świeckich. Niestrudzenie i z wielkim oddaniem służył wiernym najpierw Diecezji, a później Archidiecezji Gdańskiej. Dbał o kontakt ze światem nauki, kultury i środowiskami twórczymi, był opiekunem wielu ważnych inicjatyw społecznych. Jako Arcybiskup Emeryt, do ostatnich chwil pełnił posługę pasterską w Archidiecezji Gdańskiej”… I czytając powyższe przychodzi mi na myśl już nie ten prywatnie życzliwy człowiek, ale kościelny hierarcha, postać publiczna, bardzo ważna osoba, VIP.

We wspomnieniu odżywa jakaś nuta pretensji. O co? O moim zdaniem wyraźne opowiedzenie się Metropolity w przestrzeni publicznej po stronie elit, niewyraźne zaś po stronie krytycznego wobec nich społeczeństwa. Może czegoś w Ewangelii lub innych częściach Pisma Świętego nie doczytałem, ale jakoś nie przypominam sobie Chrystusa brylującego po współczesnych Mu salonach władzy… A ponieważ bliskie mi jest przekonanie, że elity w praktyce nigdy nie można odróżnić od kliki (Karl R. Popper), oczekiwałbym od kościelnego hierarchy, który chce pozostać człowiekiem bożym, dużego dystansu wobec osób i środowisk, chętnie korzystających zarówno z własnej elitarności, jak i ze znajomości z takim właśnie hierarchą. Do tego jednak potrzeba dużej pokory wobec prostomyślności maluczkich i swoistej odporności na pokusy bycia hołubionym przez podmioty wpływowe.

Nie wykluczam wszelako, że to moje wspomnienie Metropolity VIP-a jest mocno skrzywione przez oddziaływanie lokalnych mediów, chętnie podkreślających swe opiniotwórcze walory. (A jeśli tak, z tym większym dystansem należy traktować poczynione tutaj uwagi). W minionych latach niejednokrotnie bowiem odnosiłem wrażenie, że niektórzy dziennikarze tych mediów, występują w dziwacznej roli rzeczników lokalnej władzy – przeciw, swoją drogą słabej wobec niej, opozycji – szczycąc się przy tym duchowym patronatem lokalnego biskupa. Mam nadzieję, że to fatalne wrażenie pomieszania ról podmiotów wpływowych i zawłaszczenia wizerunku kościelnego hierarchy jest jednak bezprzedmiotowe.

poniedziałek, 26 maja 2014

Etyka stosowana

„w proponowanym tu rozumieniu, pojęcie e.s. – wykraczające poza potoczne utożsamienie jej z moralnością (określonej jednostki, grupy społecznej, organizacji, systemu itp.) – zakłada, że wszelka praktycznie (z)realizowana «etyczność» jest tworem dynamicznym, 1) permanentnie kształtowanym w toku «działania komunikacyjnego» (Habermas) podmiotów moralnych – przede wszystkim pojedynczych działających ludzi, tworzących zbiorowości i struktury, kształtujących moralny wymiar przestrzeni społecznej – a w swej warstwie teoretyczno-normatywnej; 2) podlegającym «krytyczno-racjonalnej falsyfikacji» (Popper) w konfrontacji z doświadczeniem społecznym; tak pojęta praktycznie (z)realizowana «etyczność» podlega badaniu z zastosowaniem «współczynnika humanistycznego» (Znaniecki), który pozwala uwzględniać podmiotowe udziały w jej kształtowaniu i rozumieniu; podlega także wielopłaszczyznowemu ulepszaniu, o ile uczestnictwo podmiotów w doświadczeniu moralnym staje się rzeczywiście (samo)krytyczne”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Etyka stosowana, w: Słownik bioetyki, biopolityki i ekofilozofii, red. M. Ciszek, Polskie Towarzystwo Filozoficzne, Warszawa 2008, s. 92.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Staraj się raczej

eliminować konkretne zło niż zabiegać o abstrakcyjne dobro! To postulat minimalistycznej etyki, obecnej w twórczości takich filozofów, jak Tadeusz Kotarbiński, Karl R. Popper i in. To etyka spraw ludzkich, które dzieją się w moralnej mikroskali. To etyka, która pozwala dostrzegać konkretnego człowieka w sytuacjach, które on przeżywa i które on po swojemu definiuje. Niestety, jest to etyka nieznośna dla rozmaitych społecznych inżynierów, reformatorów i in., którzy myślą przede wszystkim makroskopowo: rankingami, statystykami itp. – nieznośna dlatego, że studzi ich reformatorski zapał i nierzadko wręcz owczy pęd do społeczeństwa doskonałego, do doskonałej oświaty, doskonałej szkoły, doskonałego ucznia itd. Miejmy jednak na uwadze, a dobitnie poucza nas o tym społeczna historia, że świata doskonałego nie można zbudować bez licznych ofiar…

Więcej w: Wojciech Zieliński, Etyka w pracy dyrektora i nauczyciela, „Edukacja Pomorska”, 2014, nr 63 (14), s. 20-23.

sobota, 25 stycznia 2014

Autonomia

„idea autonomii w etyce odnoszona jest zwł. do filozoficznego dorobku Sokratesa i I. Kanta, i wyrażana jest postulatem: "miej odwagę być wolnym i szanuj wolność innych" (Popper); autonomiczny podmiot moralny nosi na sobie "ciężar odpowiedzialności za wolne decyzje" (Popper): nie uznaje nakazów jakiegokolwiek zewnętrznego autorytetu za wystarczającą lub ostateczną podstawę etyki, każdy nakaz poddaje samodzielnej ocenie pod względem jego słuszności moralnej, ponosi przy tym moralną odpowiedzialność za słuszność własnej oceny; mimo, iż określony autorytet dysponować może "środkami wymuszania posłuszeństwa", pozostający w sferze jego wpływów podmiot moralny – o ile nie jest fizycznie pozbawiony zdolności dokonywania wyborów – ponosi moralną odpowiedzialność za uznanie bądź odrzucenie autorytetu, za podporządkowanie się jego nakazom, bądź wypowiedzenie mu posłuszeństwa”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Autonomia, w: Słownik bioetyki, biopolityki i ekofilozofii, red. M. Ciszek, Polskie Towarzystwo Filozoficzne, Warszawa 2008, s. 25-26.

piątek, 20 grudnia 2013

Z mojego listu do Przewodniczącego

'Ja mogę się mylić, ty możesz mieć rację, i wspólnym wysiłkiem możemy zbliżyć się do prawdy' - te słowa K.R. Poppera to właściwie cały mój komentarz do Twojego listu, poniedziałkowego spotkania, jego krytyki itd.

Przykro mi, że tym, co napisałem, poczułeś się urażony - przepraszam, nie było moją intencją sprawienie Ci przykrości! Ale to, co napisałem, podtrzymuję - właśnie dlatego, że 'jestem na głodzie' bezkompromisowego filozofowania, czyli takiego filozofowania, którego mi w naszym środowisku brakuje. (Może dlatego, że filozofię traktuję zwyczajnie, mądrościowo, a nie specjalistycznie, naukowo). Chyba jednak nie mam natury pieniacza, a na pewno nie mam żadnego tytułu do tego, by panoszyć się we wspomnianym środowisku, więc ot tak jedynie odpisuję na listy i 'wymądrzam się' w swoich tekstach, też w blogu; a jeśli nie mam racji, to i nie ma sensu tym moim pisaniem się przejmować. W związku z powyższym, nie mam też żadnych planów, czy strategii towarzyskich - niech dzieje się to, czego chcą towarzyskie władze (co najwyżej przestanę przychodzić na spotkania lub zrezygnuję z własnej przynależności), z nikim się nie układam, nie poszukuję adoratorów, zostaję więc sam ze sobą…

Pytasz, czy uważam "za kulturalne, przerywanie komuś w trakcie gościnnego wystąpienia i uporczywe zwracanie się do księdza per pan i to wielokrotne?". Oczywiście, że nie uważam tego za kulturalne i rozumiem niełatwą rolę prowadzącego spotkanie, ale uważam, że: (1) czyniący w ten sposób sam sobie wystawia świadectwo filozoficznych i in. kompetencji; (2) gwałtowna krytyka - o ile nie jest wyrazem, jakichś psychicznych itp. zaburzeń krytykującego - z czegoś się bierze, więc warto pozwolić jej wybrzmieć, żeby problem lepiej zrozumieć; (3) prelegent, który decyduje się na publiczne wystąpienie, nie jest dzieckiem i powinien umieć poradzić sobie z krytyką tego, co i jak mówi. I, podobnie jak Ty, postulat, żeby "księży nie tolerować na posiedzeniach PTF, uważałem i uważam za niepoważny". Kto taki postulat głosi, sam sobie... itd. (zob. powyżej pkt. 1).

Kończę ten list z nadzieją, że pozostaniemy w dobrych stosunkach! Ale, że o takowe - z kimkolwiek - nie zabiegam za wszelką cenę, to też fakt, z powodu którego chyba nawet w rodzinie i domu nie bardzo mnie lubią…


Zob. także: Z mojego listu do Zniesmaczonego.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Zachęta do krytycyzmu

„Dziś z wielu stron słychać, że stan, do którego kultura europejska doszła dwa tysiące lat po Chrystusie, jest stanem schyłkowym; takim, w którym wszystko, co prawdziwe, dobre i piękne zostało już powiedziane; i że w związku z tym pozostał nam już tylko wtórny przerób dotychczasowego dorobku, i to taki, w którym wszystko ujdzie. Czy konstatacja taka jest owocem intelektualnego krytycyzmu, spotęgowanego w ostatnim czasie? Czy może, paradoksalnie, wynikiem jego braku? Rozstrzygnięcia tej kwestii poniżej nie będzie. Będzie jednak zachęta do krytycyzmu, ściślej: racjonalnego krytycyzmu. Wskazanie, że jest on właśnie tą postawą, z którą nie wolno się dziś rozstawać, i która wymaga nieustannej promocji w procesie wychowania.
Racjonalny krytycyzm to postawa permanentnej otwartości na wiedzę; wyraz niezgody na zamykanie przekonań w obrębie raz na zawsze rzekomo ustalonych formuł; to sprzeciw wobec ideologii, pojmowanych jako arbitralne próby zawłaszczenia prawdy; także te, a dziś może zwłaszcza te, które nie mają swego wyraźnego autorstwa. Racjonalny krytycyzm to zarazem postawa pełna samokrytycyzmu. To, mówiąc słowami Poppera, swoisty «sposób życia: gotowość do wysłuchiwania krytycznych argumentów, do poszukiwania własnych błędów i do uczenia się na nich».
Tak pojęty, racjonalny krytycyzm jest umiejętnością poruszania się po wąskiej ścieżce wiodącej do prawdy o rzeczywistości, a prowadzącej między naiwnym konsumowaniem treści płynących z otoczenia a bezproduktywnym wobec nich krytykanctwem. Racjonalny krytycyzm jest zatem sztuką życia, której trzeba się nieustannie uczyć, i której warto się uczyć – także na poziomie metaprzedmiotowym”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Wychowanie do krytycyzmu – w odpowiedzi na ponowne zaczarowanie świata, w: Edukacja a wizje świata, red. J. Kwapiszewski, Słupsk 2002, s. 58-63.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Z otwartością na uwagi innych

„Zasady nowej, właściwej etyki zawodowej ludzi nauki, Karl R. Popper zapisuje w dwunastu punktach. Tu sprowadzono je do trzech uwag generalnych. Po pierwsze, ponieważ nasza obiektywna wiedza hipotetyczna wykracza – także w obrębie poszczególnych specjalności – daleko ponad to, co pojedynczy człowiek może opanować, konieczne jest uznanie, że nie istnieją jakiekolwiek autorytety, rozumiane, jako podmioty posiadające pełnię wiedzy w zakresie swoich specjalności. Po drugie, ponieważ niemożliwe jest uniknięcie wszelkich błędów, konieczne jest umieszczenie ich możliwości w strukturze procesu badawczego; jakiekolwiek ich zatajanie staje się przez to największym intelektualnym grzechem. Po trzecie, racjonalna krytyka musi kierować się ideą przybliżenia do prawdy obiektywnej i w tym sensie winna być bezosobowa. Intelektualna uczciwość, rzetelność i samokrytyczna postawa ludzi nauki ma przy tym znaczenie kluczowe i winna być podejmowana z wdzięczną otwartością na uwagi innych. Do wykrycia i korekty błędów ludzie potrzebują bowiem siebie nawzajem, zwłaszcza, gdy pochodzą z różnych środowisk, ukształtowanych pod wpływem niejednakowych idei. Swój wykład Popper kończy apelem o potraktowanie jego sformułowań jako propozycji: powinny one pokazać, że także w sferze etycznej można zgłaszać propozycje, które nadają się do dyskusji i do udoskonalania”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Etos uczonego w dobie radykalnego pluralizmu idei, „Annales. Etyka w życiu gospodarczym”, t. 7, Problemy etyczne w procesie edukacji, 2004, nr 2, s. 51-60.

piątek, 11 maja 2012

Ethics and the University

“The article poses a kind of metaethical proposal; it suggests a certain way of dealing with moral issues and applying academic ethics to practice. The three relatively simple rules of moral behaviour, namely: Notice others around you! Be open to criticism! Act in a communicative way! have been discussed in relation to situations typical for academic environment. The author presents the problem in the form of an analytic model defined by him as an operational system of ethics. It enables, among other things, to expose the moral importance of the microscale of social experience, which is significant for the functioning of complex organisations such as modern universities. In the author’s view, the complexity of social life in today’s world should be accompanied by a relatively simple and practically useful ethical thought, which could be helpful in everyday activities of a particular individual”.

Read more: Wojciech Zieliński, Remarks on an Operational System of Ethics. Academic Applications, „Societal Studies” 2012, 4(1): 75–86.

wtorek, 4 stycznia 2011

Krytyczny racjonalizm w etyce

„uznając omylność wszelkiej ludzkiej wiedzy, realizuje fallibilistyczny postulat skromności intelektualnej; uznaje potrzebę otwartej, krytycznej dyskusji wszelkich stanowisk normatywnych i możliwość falsyfikacji ich słuszności w konfrontacji z doświadczeniem moralnym”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Krytyczny racjonalizm w etyce, w: Słownik bioetyki, biopolityki i ekofilozofii, red. M. Ciszek, Polskie Towarzystwo Filozoficzne, Warszawa 2008, s. 157-158.

czwartek, 9 września 2010