chronione przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biurokracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biurokracja. Pokaż wszystkie posty
środa, 24 sierpnia 2022
Czy to prawda, że w instytucjach zorganizowanych hierarchicznie
– w wojsku, kościele, partii, urzędzie, na uniwersytecie i in. – posłuszna przeciętność o wiele więcej znaczy niż samodzielna oryginalność poszczególnych jednostek?
czwartek, 2 czerwca 2022
Hejże, wy, rozmaici projektanci, reformatorzy i kontrolerzy edukacji!
Czyż nie wiecie, że istnieje również to, co nie zmierzone?
środa, 30 marca 2022
Jak rozwinąć temat „Przepisy i ludzie”?
Może tak, że dla jednych ważniejsze są przepisy, a dla innych – ludzie.
wtorek, 28 września 2021
Z mojego listu do Studenta (14)
Jest mi bardzo przykro, że cała ta sytuacja tak wygląda. Myślę, że nie ma w niej niczyjej złej woli, a jest co najwyżej ociężałość biurokratycznej maszynerii. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to niespecjalnie pociesza.
[…]
Zaś, co do psychicznego ciężaru znoszenia tego wszystkiego, proszę wybaczyć, że znowu chyba nie pocieszę, ale …witam w klubie😃 – […] w tej materii jestem już chyba w gronie weteranów😊. Takie doświadczenia przysparzają mądrości – o życiu, o ludziach, o uniwersytecie, o teorii i praktyce kształcenia itd. – tyle że zdrowotnym kosztem.
Zaś, co do psychicznego ciężaru znoszenia tego wszystkiego, proszę wybaczyć, że znowu chyba nie pocieszę, ale …witam w klubie😃 – […] w tej materii jestem już chyba w gronie weteranów😊. Takie doświadczenia przysparzają mądrości – o życiu, o ludziach, o uniwersytecie, o teorii i praktyce kształcenia itd. – tyle że zdrowotnym kosztem.
niedziela, 18 lipca 2021
Z punktu widzenia mechaniki i logiki łatwo zauważyć
że dowolny system ewoluujący w kierunku pełnej samokontroli zmierza także w stronę zupełnego zablokowania samego siebie. (Alan Watts)
sobota, 10 lipca 2021
piątek, 9 lipca 2021
Z mojego listu do Studenta (13)
Szerzej rzecz ujmując, moja wizja uniwersytetu, jako instytucji w zakresie kształcenia wspierającej poszczególne jednostki w ich sytuacjach indywidualnie rozpoznawanych itd., od dawna przegrywa z dominującą wizją oceniająco-rozliczeniową. A nie mam żadnych tytułów czy pozycji w strukturze, które wspomagałyby tę moją perspektywę; przeciwnie, moje notowania są raczej dołujące. Inna sprawa, że mimo wszystko nie zamierzam z tej mojej wizji i pracy na jej rzecz rezygnować😊. (Jeśli będzie Pan zainteresowany, proszę zajrzeć do tekstu, który przesyłam w zał.
zob. także: Rozmaitości WZ: Etyka wywłaszczana (wojciechzielinski.blogspot.com) wraz z przypisem/).
czwartek, 8 lipca 2021
A cóż to za instytucja, zdolna do tak sprawnego godzenia
przeciwieństw!? Z jednej strony teoretycznie wyrafinowana wiedza o zdrowiu i chorobach, psychicznych i innych, a z drugiej – łopatologiczne stosowanie jej w organizacyjnej praktyce: Jesteś chory, to się lecz, albo spadaj, i nie przeszkadzaj zdrowym w uprawianiu nauki!
Etykiety:
aforystycznie,
biurokracja,
depresja,
dobro wspólne,
edukacja,
etyka,
filozofia,
inteligencja,
karykatura,
kultura,
medycyna,
moralność,
nauka,
pedagogika,
psychologia,
socjologia,
uniwersytet,
wychowanie
niedziela, 21 marca 2021
Badam świat, życie, ludzkie sprawy
i siebie... I staram się o tym pisać i mówić... Tylko tyle. Dla niektórych jest jednak nawet tego zbyt wiele, więc pytają mnie tylko o dyplom.
sobota, 23 stycznia 2021
Z mojego listu do Studenta (10)
Dzisiaj odpisuję na rozmaite listy grudniowe i właśnie ‘dojechałem’ do listu Pańskiego – bo jeśli ew. myślał/myśli Pan, że przeoczyłem, albo zlekceważyłem tę korespondencję, to to oczywiście nie jest prawda.
Bardzo Panu dziękuję za dobre słowo – nie wiem, czy w pełni zasłużone, ale traktuję je, jako dalsze zobowiązanie!
Napisał Pan: „Zauważyłem, że nazwa przedmiotu […] jest tylko pretekstem do spotkania się z drugim człowiekiem /nie jego funkcją/”… Cóż, myślę, że funkcjonariusze biurokratycznej jakości kształcenia itp. znajdą w tym na mnie haka, ale trudno😊 – są ważniejsze sprawy niż wykwity rozmaitych tabelkowych wartości; właśnie wobec deficytu, o którym Pan wspomina. Inna sprawa, że to oczywiście nie może usprawiedliwiać ew. bylejakości kształcenia przedmiotowego. Zatem, staram się na miarę moich możliwości.
O tym, że Pan, to Pan😊, i że konsultujemy się również pod tym adresem: www.wojciechzielinski.pl (lub: https://wojciechzielinski.blogspot.com/), ‘dowiedziałem się’ chyba przy okazji naszych drugich zajęć, gdy Pański podpis na czacie skojarzyłem z tym wyświetlanym w blogu… Bardzo Panu dziękuję za zainteresowanie moimi blogowymi zapiskami i za dotychczasowe komentarze – trudno o lepsze paliwo dla myśli! I w miarę możliwości, chęci i zainteresowania zapraszam Pana oczywiście do dalszego ciągu takiej wymiany – również po zakończeniu formalnych/zajęciowych powodów naszej znajomości.
środa, 20 stycznia 2021
Z mojego listu do Studentki (3)
Odpisuję, ‘jak gdyby nigdy nic’, mimo, że minął miesiąc…, sorry😊.
Najpierw odnośnie „pisania w niedzielę” – ja nie mam z tym żadnego problemu, proszę pisać do mnie, kiedy ma Pani ochotę! (A ja przeczytam, kiedy będę miał ochotę😃). Przypuszczam, że dawniej papierowe listy ludzie też pisali m.in. w niedzielę i może jeszcze tego samego dnia naklejali znaczek i spacerowali do czerwonej, pocztowej skrzynki… Inna sprawa, że niektórzy dzisiaj mają problem z takimi sytuacjami, widząc elektroniczne powiadomienie, że ktoś do nich właśnie „dzisiaj”, w niedzielę, a może właśnie „teraz”, w nocy itp. przysłał maila… Przez lata mojego wicedyrektorowania w Instytucie zdarzało mi się wielokrotnie tłumaczyć wykształconym ludziom, prowadzącym zajęcia itp., że listów, wysyłanych do nich przez studentów i in. w niedzielę lub w nocy, nie muszą od razu w niedzielę lub w nocy odczytywać… Oczywiście te moje tłumaczenia były niewiele warte dla osób, które opisane wyżej sytuacje odbierały, jako obrazę ich uniwersyteckiego majestatu.
A teraz odnośnie meritum; pisze Pani tak: „Czasami rozważam, w jakim stopniu da się opanować tematykę danego kierunku studiów, nie studiując go w rozumieniu uczęszczania na uczelnię, a zgłębiać temat przykładowo w domowym zaciszu. Idąc dalej, czy osoby odpowiednio zdeterminowane i zmotywowane, lecz zgłębiające przedmiot socjologii na własną rękę, są w stanie mimo wyraźnych ograniczeń – braku uszeregowanej wiedzy, pozbawione możliwości wykonywania zadań grupowych i bezpośredniego dostępu do wyedukowanych profesorów zgłębić jej tajniki tak samo dobrze jak student nauk społecznych”…
Myślę, że gdyby miara znajomości danego tematu/przedmiotu była jednoliniowa, odpowiedź byłaby stosunkowo prosta: wieloczynnikowe i usystematyzowane uczenie (się) w szkole, na uczelni itp., jest bezwzględnie lepsze od takiego, które dokonuje się indywidualnie, w domowym zaciszu… Problem w tym, że taka ‘jednoliniowa miara’ to narzędzie biurokratów, którzy muszą jakoś ogarnąć złożoność (tu: edukacyjnej) rzeczywistości. Mamy z tego zatem zarówno szkolne stopnie na świadectwach, jak i tytuły naukowe itp. na dyplomach… Ale życie, będąc wieloczynnikowe, nie jest przecież jednoliniowe (w sensie, o którym tu mowa) – cała ta ww. biurokracja jest więc tylko jego tymczasowym i lokalnym wykwitem. Owszem, na tyle rozległym w przestrzeni i czasie, że być może nie wyobrażamy sobie życia poza nim. Innymi słowy, w domowym zaciszu dokonuje się poznawanie świata nie mniej rozległe(go), niż owo poznawanie na uczelni, ale po prostu pod pewnymi względami inne(go). Miarą jest ciekawość świata i poznawcza wnikliwość poznającego podmiotu, a nie biurokratyczna kreska określająca zakres i poziom wykształcenia owego podmiotu. Brak takiej kreski nie wyklucza z życia – ale ogranicza lub uniemożliwia dostęp do niektórych jego zasobów. Z biegiem czasu człowiek dokonuje też przewartościowań kosztów, jakie ponosi za zdobywanie wspomnianych kresek.
Nawiązując zatem do powyższego i odnosząc się do Pani pytania: „czy wystarczająco uważna obserwacja świata może dać podstawę do pełnego obrazu schematów i zachowań, które w nim zachodzą?”, odpowiadam: i tak, i nie. Tak, gdy chodzi o to, co w świecie zachodzi. Nie, gdy chodzi o naukowe tego obrazy. Znajomość pierwszego jest znajomością życia, znajomość drugiego – rozmaitych nauk o nim. Przy czym, o ile mi wiadomo, żaden człowiek nie ma absolutnej znajomości życia. I żaden nie ma absolutnej znajomości nauki. I tak oto, przychodzi czasem podejmować decyzje. Bo gdy na przykład w określonej sprawie życie przeczy danej jego teorii, to tym gorzej dla… życia, czy dla teorii?… Ludzie oczywiście rozmaicie sobie z tym radzą i czasami zaklinają rzeczywistość – jedni zaklinają ją życiowo, a inni naukowo. I to dotyczy chyba również socjologów.
Ale powyższe oczywiście nie wyklucza słuszności tego Pani stwierdzenia: „nieczęsto spotyka się ten pewien rodzaj dociekliwości, którym określiłabym jednostkę socjologa”… Warto zatem, w miarę możliwości i zainteresowania, taką dociekliwość rozwijać!
Bardzo Pani dziękuję za tę zachętę do przemyśleń! Na koniec zaś powtórzę to, co już innym razem pisałem: proszę o krytycyzm wobec tych moich uwag – środowiskowo uznawanych raczej za ‘wynurzenia chłopskiego filozofa’😊.
środa, 29 lipca 2020
Anonimowość recenzji? W moim przekonaniu
to zwyczajna ściema - zbiurokratyzowana głupota, która jedynie stwarza pozory naukowości i obiektywizmu, ale także umacnia hipokryzję społecznych, m.in. akademickich relacji, a samych recenzentów uwalnia od ciężaru cywilnej odwagi i poczucia moralnej odpowiedzialności za to, co i w jaki sposób piszą o pracy innych.
Etykiety:
aforystycznie,
autonomia,
autorytet,
biurokracja,
działanie,
edukacja,
etyka,
formalizm,
gdyby ktoś mnie zapytał,
karykatura,
moralność,
nauka,
racjonalizm,
uniwersytet
środa, 24 czerwca 2020
czwartek, 11 czerwca 2020
czwartek, 19 marca 2020
Czy nadgorliwość jest gorsza
od faszyzmu? Myślę, że tak. I dotyczy to także edukacji w czasach zarazy. Oto, stało się dzisiaj wręcz wymogiem intelektualnego savoir vivre’u odmienianie przez przypadki pouczenia, że tymczasowa przerwa w funkcjonowaniu szkół i uczelni, to nie ferie, ale czas nie mniej intensywnej pracy, tyle że w organizacyjnie zmienionej formule. I trudno temu pouczeniu nie przyznać słuszności. Ale problem, jak zwykle, dotyczy miary. Na jednym biegunie lokuje się bowiem – niewątpliwie wymagająca ciągłego przezwyciężania – pokusa totalnej laby, bumelki i szkolnego tumiwisizmu. Ale na biegunie przeciwległym bryluje idiotyczna około-dydaktyczna histeria, zaklinająca „rzeczywistość realną”, by – drogą nauczania online – zamieniła się bez strat w wirtualną. Przodują w niej, obok jak zwykle dyżurnych prymusów aktywizmu, zwłaszcza kontrolerzy cudzej pracy – zawsze gotowi do pouczania kontrolowanych, rozmaici skrupulanci i biurokraci-szczególarze, w głowach których roi się chyba jakieś bezrozumne przekonanie, że w ludzkim świecie nie ma miejsca na jakikolwiek nieład, przerwę lub rozproszenie. Tymczasem, pomiędzy jedną a drugą skrajnością – właśnie w obecnym stanie wymuszonego spowolnienia edukacyjnego pędu do niewiadomo czego – jest miejsce na zwyczajną refleksję i spokojne działanie. Działanie teraz odpowiednie dla pandemicznie zmienionych priorytetów i refleksję chociażby nad stanem ludzkiej wiedzy, rozwijanej i przekazywanej w szkołach i uczelniach. Czyż to bowiem nie owa wysoko rozwinięta wiedza pozwala właśnie jakoś radzić sobie z pełzającym po świecie zagrożeniem ludzkiego życia i zdrowia? I czyż to nie ona wytworzyła wcześniej możliwości skutecznego pełzania?
Etykiety:
biurokracja,
brudnopis,
działanie,
edukacja,
filozofia,
gdyby ktoś mnie zapytał,
nauka,
pedagogika,
prakseologia,
racjonalizm,
realizm,
socjologia,
uniwersytet,
wychowanie
piątek, 21 grudnia 2018
A gdyby tak, celem ograniczenia biurokracji
– i zużycia papieru – drukarki dokumentów montować w toaletach?
wtorek, 25 września 2018
Podobno nic nie stoi na przeszkodzie ograniczeniu
biurokracji. Z wyjątkiem ciągłego braku wytycznych.
środa, 27 stycznia 2016
Z mojego listu do Marii
Bardzo się cieszę, że znowu mamy kontakt! (odpisuję z opóźnieniem, bo od ponad tygodnia jestem w młynie zaliczeń – ustnych, pisemnych – sterty prac do sprawdzania itp.).
Zatem odnośnie spotkań z lekturą: jeśli tylko będziesz wewnętrznie jakoś gotowa – niezależnie od zewnętrznej gotowości tekstu itp. – proszę daj znać i proponuj temat i lekturę. Serdecznie Cię do tego zapraszam! [...] Nie chcę być namolny, ale proszę myśl o tym pozytywnie.
Teraz co do mojej hab. – nie/stety nic z tych rzeczy. Jestem uparty w robieniu tego wszystkiego po swojemu – niejako wbrew logice uczelnianej i ku ew. zdziwieniu innych. Kiedyś sobie napisałem: albo na moich zasadach, albo wcale. I robię swoje...
Bardziej konkretnie: w planach mam parę artykułów (o zaległych nie wspominając) oraz wydanie drugiego tomiku aforyzmów. Do większej książki żywię wręcz pewną niechęć – nie dlatego, bym nie chciał jej pisać, ale dlatego, że próbom jej dopełniania i wykańczania towarzyszy ciągła konieczność ‘odrywania się’ do innych obowiązków, zwł. do durnie rozdętej uczelnianej biurokracji. I jest tak, że przy książce siedzę ‘chwilę’, a potem uciekają mi tygodnie. I tak w kółko. Inna sprawa, że jako st. wykł. mam dużo dydaktyki [...]. Mniejszym formom to tak bardzo nie przeszkadza, a najmniejszym – aforystycznym – wręcz sprzyja.
Mimo wszystko, jestem zadowolony z tego, co i jak robię – tyle że dostaję ‘po głowie’ i zdrowiu, ale za to, nie odnosząc uczelnianych sukcesów, zachowuję paradoksalnie względnie przyjemną ‘lekkość bytu’ i niezależność od rozmaitych koterii.
Zatem odnośnie spotkań z lekturą: jeśli tylko będziesz wewnętrznie jakoś gotowa – niezależnie od zewnętrznej gotowości tekstu itp. – proszę daj znać i proponuj temat i lekturę. Serdecznie Cię do tego zapraszam! [...] Nie chcę być namolny, ale proszę myśl o tym pozytywnie.
Teraz co do mojej hab. – nie/stety nic z tych rzeczy. Jestem uparty w robieniu tego wszystkiego po swojemu – niejako wbrew logice uczelnianej i ku ew. zdziwieniu innych. Kiedyś sobie napisałem: albo na moich zasadach, albo wcale. I robię swoje...
Bardziej konkretnie: w planach mam parę artykułów (o zaległych nie wspominając) oraz wydanie drugiego tomiku aforyzmów. Do większej książki żywię wręcz pewną niechęć – nie dlatego, bym nie chciał jej pisać, ale dlatego, że próbom jej dopełniania i wykańczania towarzyszy ciągła konieczność ‘odrywania się’ do innych obowiązków, zwł. do durnie rozdętej uczelnianej biurokracji. I jest tak, że przy książce siedzę ‘chwilę’, a potem uciekają mi tygodnie. I tak w kółko. Inna sprawa, że jako st. wykł. mam dużo dydaktyki [...]. Mniejszym formom to tak bardzo nie przeszkadza, a najmniejszym – aforystycznym – wręcz sprzyja.
Mimo wszystko, jestem zadowolony z tego, co i jak robię – tyle że dostaję ‘po głowie’ i zdrowiu, ale za to, nie odnosząc uczelnianych sukcesów, zachowuję paradoksalnie względnie przyjemną ‘lekkość bytu’ i niezależność od rozmaitych koterii.
czwartek, 17 grudnia 2015
Zanim wyniesiesz sprawę na wyżyny
etyki, wyprostuj ją w dolinie prakseologii.
___________
Opublikowano w:
Wojciech Edmund Zieliński, Przymrużenie oka, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2016.
___________
Opublikowano w:
Wojciech Edmund Zieliński, Przymrużenie oka, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2016.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

