Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gdyby ktoś mnie zapytał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gdyby ktoś mnie zapytał. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 maja 2025

Gdyby ktoś mnie zapytał (8)

o hierarchię istności, wartości i wszelkich możności, odpowiedziałbym, że jest prosta: najpierw Bóg, potem człowiek, a pod nimi cała reszta – ożywiona i nieożywiona. I mimo łączności, tu nie ma równości. Nieco podobnie, jak w trzech światach Poppera, przy czym Absolut tutaj przenika wszystko. I tyle.

środa, 27 października 2021

Gdyby ktoś mnie zapytał (7)

czy nie obawiam się, że skoro ciągle ironizuję, to nikt tego, co piszę, nie będzie traktował poważnie, odpowiedziałbym: A czy dotychczas ktokolwiek poważnie to traktował?

środa, 14 października 2020

Z mojego listu do Jana…(10)

To jeszcze w miarę krótko, w punktach, w ramach moich korespondencyjnych zaległości:

(1) Myślę, że nie spieramy się o fakty, ale właśnie o interpretacje.

(2) W odpowiedzi na moje słowa: „Mam wrażenie, że ten człowiek coraz bardziej gardzi własnym, wedle [auto]deklaracji: definitywnie kończącym się jestestwem, dlatego też coraz łatwiej mu przychodzi gardzenie innymi ludźmi…”, Ty napisałeś: „To co mówi […] o naszym kraju niestety jest prawdą w 100%. Nie musi niczego naciągać wystarczy że powie faktycznie jak jest. Co do tej jego diagnozy, to jaki wpływ na jego racje ma jego brak wiary w życie po śmierci?”… Otóż, ja jednak dostrzegam u ludzi jakieś aksjologiczne powiązanie ich stosunku do tego, co bieżące, ze stosunkiem do tego, co graniczne, ostateczne…; ale w żadnym razie nie wydaje mi się, abym pod tym względem był wyjątkowy. Ilustracją – przez analogię – niech będzie materiał, który znajdziesz tutaj: https://wojciechzielinski.blogspot.com/2016/04/samotnosc-pacjenta-i-lekarza.html; mowa w nim o aksjologii w spotkaniach pacjentów i lekarzy.

(3) Napisałeś: „Wszędzie, w historii, literaturze, w bieżących wydarzeniach, ci co nawołują do walki z elitą, pierwszą rzeczą którą robią to budują własną elitę, składającą się z zakompleksiałych nieudaczników, której pogarda dla społeczeństwa jest znacznie większa niż była tej pierwszej. Pokaż mi przykład z historii, z literatury, chociaż jeden gdzie byłoby inaczej. Skąd zatem bierze się to naiwne zaślepienie?”… Odpowiem krótko: Zgoda! I dlatego właśnie, ja nie widzę potrzeby hołubienia tak zwanych elit, podziwiania ludzi, którzy sami siebie nie szanują – na przykład w tym, co robią jako aktorzy na rozmaitych scenach – lub pogardzają innymi, ani nie widzę potrzeby za wszelką cenę przekonywania zaślepionych… I wszystko to skutkuje u mnie żywotem raczej pustelniczym, ale trudno.

Tymczasem więc, podziwiajmy uroki jesieni! :)


PS
Jako ciekawostkę dodam, że ostatnie zdanie miało wcześniej wersje następujące:

Tymczasem więc, podziwiajmy uroki lata!
Tymczasem więc, podziwiajmy uroki kończącego się lata!
Tymczasem więc, podziwiajmy uroki złocistej jesieni!

Nie bez przyczyny na wstępie wspomniałem o zaległościach…
:)

poniedziałek, 12 października 2020

sobota, 22 sierpnia 2020

Z mojego listu do Jana…(9)

Ten wywiad pięknie pokazuje różnicę między totalitaryzmami: faktycznym i rzekomym. Gdybyśmy mieli faktyczny, to ten aktor, i jemu podobni, zajmowałby się aktorstwem, albo by siedział (tudzież już leżał😊). Tymczasem wraz z innymi politykuje przeciwko władzy, podobnie jak gromada z przeciwka politykuje na tej władzy cześć; i obie strony robią to bezkarnie…

Ale klucz jest chyba także w tym fragmencie wypowiedzi: „Od dziecka wiedziałem, że po śmierci nie ma nic. Nie liczę więc, że będę się zapisywał moimi czynami na to, co jest po śmierci”… Mam wrażenie, że ten człowiek coraz bardziej gardzi własnym, wedle powyższej deklaracji: definitywnie kończącym się jestestwem, dlatego też coraz łatwiej mu przychodzi gardzenie innymi ludźmi…

Sugeruję unikanie takiego towarzystwa!😊

środa, 29 lipca 2020

Anonimowość recenzji? W moim przekonaniu

to zwyczajna ściema - zbiurokratyzowana głupota, która jedynie stwarza pozory naukowości i obiektywizmu, ale także umacnia hipokryzję społecznych, m.in. akademickich relacji, a samych recenzentów uwalnia od ciężaru cywilnej odwagi i poczucia moralnej odpowiedzialności za to, co i w jaki sposób piszą o pracy innych.

niedziela, 21 czerwca 2020

W moim pojęciu, wiedza naukowa jest jedynie swego rodzaju

racjonalnym wykwitem życia, ulokowanym między stanem nieświadomego bytowania niekoniecznego-czegokolwiek a logosem-wszechkonieczności-czyli-mądrością-boskiego-absolutu. Jako taka, wiedza naukowa przydaje się jedynie pomiędzy owymi biegunami – które można oczywiście ponazywać inaczej – nie jest potrzebna ani temu, co bytuje nieświadomie, ani temu, co jest przeciwległą pełnią mądrości.

Filozofia może pełnić rolę światłowodu – łącznika wiedzy naukowej z tym, co splata nieświadome oraz pełne w człowieku. Przy czym, im bardziej próbuje konkurować z nauką, tym bardziej staje się gadatliwa. Im bardziej zaś przybliża do siebie owe bieguny nieświadomego bytowania i absolutnej mądrości, tym bardziej sama pozostaje milczeniem…

Postscriptum
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że powyższa wypowiedź zostanie przez niektórych uznana za spekulatywny, niczemu niesłużący bełkot. Inni, być może, odnajdą w niej drobiny sensu, ale zanim zechcą je uznać, sprawdzą, kto jest jej autorem, jakie ma wykształcenie, jaką pozycję zajmuje na przykład w rankingu cytowań, i dopiero na tej podstawie ocenią ewentualną wartość słów zapisanych powyżej. I niewątpliwie w gronie osób, które trafiwszy tutaj zechcą chwilę o tych słowach pomyśleć, ujawnią się jeszcze inne, rozmaite, może także trudne do przewidzenia postawy. Czy z powyższego płynie zatem jakaś konkluzja? Drogi Czytelniku, jeżeli jeszcze tu jesteś, sformułuj ją sobie w postaci dla Ciebie najbardziej wygodnej…


Komentarze w LinkedIn:
https://www.linkedin.com/posts/wojciech-edmund-zieli%C5%84ski-34504196_w-moim-poj%C4%99ciu-wiedza-naukowa-jest-jedynie-activity-6680390541898739712-lzkC

czwartek, 19 marca 2020

Czy nadgorliwość jest gorsza

od faszyzmu? Myślę, że tak. I dotyczy to także edukacji w czasach zarazy. Oto, stało się dzisiaj wręcz wymogiem intelektualnego savoir vivre’u odmienianie przez przypadki pouczenia, że tymczasowa przerwa w funkcjonowaniu szkół i uczelni, to nie ferie, ale czas nie mniej intensywnej pracy, tyle że w organizacyjnie zmienionej formule. I trudno temu pouczeniu nie przyznać słuszności. Ale problem, jak zwykle, dotyczy miary. Na jednym biegunie lokuje się bowiem – niewątpliwie wymagająca ciągłego przezwyciężania – pokusa totalnej laby, bumelki i szkolnego tumiwisizmu. Ale na biegunie przeciwległym bryluje idiotyczna około-dydaktyczna histeria, zaklinająca „rzeczywistość realną”, by – drogą nauczania online – zamieniła się bez strat w wirtualną. Przodują w niej, obok jak zwykle dyżurnych prymusów aktywizmu, zwłaszcza kontrolerzy cudzej pracy – zawsze gotowi do pouczania kontrolowanych, rozmaici skrupulanci i biurokraci-szczególarze, w głowach których roi się chyba jakieś bezrozumne przekonanie, że w ludzkim świecie nie ma miejsca na jakikolwiek nieład, przerwę lub rozproszenie. Tymczasem, pomiędzy jedną a drugą skrajnością – właśnie w obecnym stanie wymuszonego spowolnienia edukacyjnego pędu do niewiadomo czego – jest miejsce na zwyczajną refleksję i spokojne działanie. Działanie teraz odpowiednie dla pandemicznie zmienionych priorytetów i refleksję chociażby nad stanem ludzkiej wiedzy, rozwijanej i przekazywanej w szkołach i uczelniach. Czyż to bowiem nie owa wysoko rozwinięta wiedza pozwala właśnie jakoś radzić sobie z pełzającym po świecie zagrożeniem ludzkiego życia i zdrowia? I czyż to nie ona wytworzyła wcześniej możliwości skutecznego pełzania?

sobota, 12 października 2019

Orasz i laborasz, a łódka

stoi w miejscu? A cóż to za dziwaczne pytanie i cóż za idiotyczne sformułowanie!? Oczywiście to jest nawiązanie do benedyktyńskiego wezwania Ora et labora! i do obrazowego przedstawiania jego znaczenia, wedle którego modlitwa i praca są niczym dwa wiosła płynącego łodzią: potrzeba używania jednocześnie obu, aby nie stać w miejscu lub nie kręcić się w kółko...

Ale co zrobić i co myśleć w sytuacji, gdy solidnie używasz obydwu tych wioseł, a efektu twojego wysiłku nie widać i, przeciwnie, pewność masz tylko bezsilnego trudu?

Gdybyś faktycznie zadał mi takie pytanie, odpowiedziałbym jedynie słowami mojej wiary: że Bóg wie lepiej, bo widzi więcej; bo w pełni ogarnia akwen, po którym płyniesz, może nie widząc horyzontu i nie mijając po drodze żadnych jednoznacznych dowodów swego ruchu. Zatem? Cóż, błyskotliwej pointy w tym miejscu nie będzie. Po prostu wiosłuj! Módl się i pracuj nadal – ale z wiarą i nadzieją, i z miłością, nie tylko własną.


[Wojciech E. Zieliński, Orasz i laborasz, "Na Rozstajach", 2019, nr 12 (330), s. 12.]

piątek, 8 września 2017

Gdyby ktoś mnie zapytał (6)

czy jest jakiś sposób na to, aby innym ludziom nie życzyć źle – wszak bywają pokusy do takiej postawy – odpowiedziałbym: tak, trzeba się starać życzyć im dobrze. Owszem, nieraz trudno to zrobić we własnym duchu, warto więc próbować w Tym wielką literą pisanym.

Banał? Dewocja? Mrzonka? A może po prostu ludzki wymiar życia. Wymiar rosnący do nieskończoności…

poniedziałek, 18 lipca 2016

Gdyby ktoś mnie zapytał (5)

o powody mojej "nieobecności w środowisku", odpowiedziałbym następująco:

Nie ukrywam tego, co robię - czego dowodem jest chociażby moja pisanina w niniejszym blogu i wskazane na jego podstronach przejawy aktywności - ale nie mam zwyczaju dopraszania się zainteresowania tym u innych (choć, kto wie, czy owi inni też tak to odbierają). Zatem, gdy z ich strony z zainteresowaniem się nie spotykam, zwyczajnie robię swoje, a jednocześnie "nie zgłaszam się", "nie występuję", "nie rejestruję", "nie bywam"… I już nie doświadczam tego jako straty - przypuszczam, że z wzajemnością.

czwartek, 9 maja 2013

Gdyby ktoś mnie zapytał…(4)

dlaczego z wypiekami na twarzy już nie pędzę na kolejną wielką i ważną konferencję - wielką i ważną choćby tylko wielkością i ważnością zaproszonych gości - odpowiedziałbym: bo równie dobrze mógłbym wybrać się na przykład do ZOO. Podobna tam egzotyka, świat mi bliżej nieznany, inne tylko gatunki…
Podziwianie okazów mniej mnie jednak pociąga niż zwyczajna rozmowa. Choćby z kimś niewielkim i nieważnym.

czwartek, 13 września 2012

Gdyby ktoś mnie zapytał…(3)

…o sens doświadczanych porażek, odpowiedziałbym: A skąd byś wiedział(a), jak to jest przeżywać niepowodzenie i znowu podnosić się mimo umęczenia?… Chodzi jednak o to, byś tego swojego doświadczenia nie zmarnował(a) – niech pozwoli ci ono lepiej rozumieć doświadczenie innych.

czwartek, 22 marca 2012

Gdyby ktoś mnie zapytał…(2)

…o aksjologiczne priorytety działania poznawczego, wskazałbym kolejno trzy następujące:
  1. zważaj na przedmiot, którym się zajmujesz, a dopiero w drugiej kolejności na przedmiotu tego literaturę – bo tylko w ten sposób unikniesz odwracania się plecami do świata i skupiania uwagi na cudzych fantazjach
  2. analizując czyjąś wypowiedź rozważ najpierw jej treść, odkładając na później myśl o jej autorstwie – bo tylko w ten sposób dostrzeżesz różnicę, jaka zachodzi między radością i wagą poznawania a uciechą z klaskania lub wygwizdywania
  3. w dążeniu do prawdy nie miej względu na osoby (por. Syr 35, 12) – bo tylko w ten sposób siłę racji odnajdziesz również tam, gdzie być może innej siły już nie ma.

środa, 26 października 2011

Gdyby ktoś mnie zapytał…

…o najważniejszą lekturę, wskazałbym łącznie trzy następujące:
1. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu
2. 2001: Odyseja kosmiczna
3. Latający Cyrk Monty Pythona.

Bo właśnie łącznie mówią one o tym, że (ad 1) nie wszystko zależy ode mnie, ale (ad 2) jako człowiek mogę zrobić wiele dobrego, jednak (ad 3) do wszystkiego powinienem mieć stosowny dystans.