zespół (najczęściej różnorodzajowych) racjonalnych i pozaracjonalnych czynników, skłaniających podmiot moralny do określonych zachowań nieobojętnych moralnie, do działania na rzecz realizacji dobra moralnego, lub do zaniechania działania postrzeganego jako moralnie wątpliwe, niesłuszne itp.; w zależności od stopnia wpływu określonych, wewnętrznych lub zewnętrznych, uwarunkowań funkcjonowania podmiotu moralnego, konkretna m.m. może być nacechowana sytuacyjnie, biologicznie, psychologicznie, socjologicznie, ekonomicznie, aksjologicznie, religijnie, biograficznie, środowiskowo itd.; dla etyki zorientowanej empirycznie (Ossowska), każdorazowe rozpoznanie wszelkich faktycznych komponentów m.m. ma niebagatelne znaczenie przy formułowaniu oceny moralnej zachowań lub działań podmiotu moralnego.
Więcej w: Wojciech Zieliński, Motywacja moralna, w: Słownik bioetyki, biopolityki i ekofilozofii, red. M. Ciszek, Polskie Towarzystwo Filozoficzne, Warszawa 2008, s. 175.
chronione przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ossowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ossowska. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 7 lutego 2021
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Dać innym siebie …zużyć
Chyba dość dobrze znany chrześcijanom – wszakże często przypominany – jest ten werset z Drugiego Listu do Tymoteusza, w którym św. Paweł podsumowuje: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” (2 Tm 4, 7). Kontekst wiadomy: Apostoł przewiduje rychłą śmierć, ale wyraża też nadzieję życia wiecznego. Pisze: „Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego” (2 Tm 4, 8). Rzec można: połączenie głębokiej wiary z racjonalnym podejściem do życia…
Zapewne również tymi św. Pawła słowami jakoś inspirowany, pozwoliłem sobie parę lat temu na zapisanie myśli następującej: „Życie do zużycia – bieg chrześcijanina” (Aforystycznie, Kraków 2014, s. 51). Bez nadmiaru wzniosłości do tych słów nawiązując, a jednocześnie schodząc na chwilę z pokładu refleksyjnej wiary, rzec można, iż biegać – byle z głową na karku – warto, bo sport to przecież zdrowie, ale wyraz „zużywanie” chyba nieco tu drażni. A jeśli powiemy, jak w tytule, jeszcze dosadniej: „Dać innym siebie …zużyć” – to zabrzmią takie słowa chyba wręcz kłopotliwie.
Faktycznie, jeśli potraktujemy je dosłownie, odnosząc na przykład do prostytucji – także tej rozumianej szeroko (a więc na przykład politycznej) – i do uwłaczania jej drogą własnej godności, otrzymamy slogan wręcz sutenerski. (W tym miejscu warto przywołać słowa Marii Ossowskiej, badaczki moralności, która swego czasu tak kwestię godności formułowała: „Ma godność ten, kto umie bronić pewnych uznanych przez siebie wartości, z których obroną związane jest jego poczucie własnej wartości i kto oczekuje z tego tytułu szacunku ze strony innych. Brak godności z kolei ujawnia ten, kto rezygnując z takiej wartości sam siebie poniża lub daje się poniżać dla osiągnięcia jakichś osobistych korzyści”). Ale jeśli na dawanie siebie innym, aż do zużycia, spojrzymy szerzej?…
Poza oczywistym w chrześcijańskim kontekście przykładem życia i śmierci Jezusa na krzyżu, na myśl przychodzą Jego pouczenia z Kazania na Górze (zob. Mt 5, 1 – 7, 29; Łk 6, 17-49), stanowiące swoisty kodeks chrześcijańskiej etyki:
Bądź miłosierny wobec bliźniego i wprowadzaj pokój do życia z innymi; dąż do zgody ze swoim przeciwnikiem i do pojednania z tym, który może coś mieć przeciw tobie, a dopiero na takim podłożu moralnym dbaj o wypełnianie praktyk religijnych; miłuj bliźniego, nawet swego nieprzyjaciela; czyń dobrze nawet temu, kto cię nienawidzi; błogosław nawet temu, kto ciebie przeklina, i módl się także za tego, kto ciebie oczernia lub wprost prześladuje. Nie odwracaj się od tego, kto potrzebuje twojej pomocy. Ale gdy pomagasz, „niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa”, a gdy się modlisz, niech wystarczy, że usłyszy ciebie tylko Pan Bóg. I nie troszcz się zbytnio o jutro, bo przecież „dosyć ma dzień swojej biedy”, więc ten jutrzejszy dzień niewątpliwie także sam o siebie troszczyć się będzie. Bądź dobrym człowiekiem i z dobrego skarbca swego serca wydobywaj dobro. Ale zabiegaj przy tym o sprawiedliwość, nawet kosztem własnego cierpienia. Nie ukrywaj swego światła przed ludźmi i bądź jednoznaczny – mów: „Tak, tak; nie, nie”; bo co nadto jest, od Złego pochodzi… Czyń to wszystko, a zużyjesz się dla bliźnich i przez nich zostaniesz zużyty; oni zaś prawdopodobnie nawet tego nie zauważą…
Jakże trudno tę konkluzję – prowokacyjnie dodaną do przypomnienia Jezusowych pouczeń – pogodzić z przemożną chęcią bycia zauważonym, trawiącą współczesnego człowieka, a manifestującą się na polach rozmaitych; może najwyraźniej w świecie wirtualnym. Jakże trudno pogodzić ją także z wymaganiem stawianym współczesnemu człowiekowi przez rozmaite instytucje społeczne, które miarę jego wartości upatrują chociażby w stopniu jego publicznej rozpoznawalności. Wobec takich wymagań i chęci, których spełnienie wymaga zwykle intensywnej pracy, Chrystusowy sposób na życie jawi się, jako wręcz szkodliwy – stosowany, zdaje się bowiem marnować czas pozwalający człowiekowi na jego samorozwój i na używanie życia; zdaje się zużywać ów czas na czynienie dobra innym ludziom, co do których zasadne jest przewidywanie, że to otrzymywane dobro uznają za im zwyczajnie należne…
Jednak nie ma w tym niezauważanym zużywaniu siebie dla innych i przez nich byciu zużywanym niczego szczególnie nowego. Kiedyś pewien Człowiek modlił się w Ogrójcu, niezauważony w swojej trosce przez tych, którzy spali (Mt 26, 36-46), a potem, gdy już zużył się całkowicie, doszedłszy kresu swoich ziemskich starań, po prostu umarł na krzyżu – tak, jakby to było zwyczajnie należne Jego prześladowcom…
[Wojciech E. Zieliński, Dać innym siebie …zużyć, "Na Rozstajach", 2017, nr 4 (301), s. 9.]
Zapewne również tymi św. Pawła słowami jakoś inspirowany, pozwoliłem sobie parę lat temu na zapisanie myśli następującej: „Życie do zużycia – bieg chrześcijanina” (Aforystycznie, Kraków 2014, s. 51). Bez nadmiaru wzniosłości do tych słów nawiązując, a jednocześnie schodząc na chwilę z pokładu refleksyjnej wiary, rzec można, iż biegać – byle z głową na karku – warto, bo sport to przecież zdrowie, ale wyraz „zużywanie” chyba nieco tu drażni. A jeśli powiemy, jak w tytule, jeszcze dosadniej: „Dać innym siebie …zużyć” – to zabrzmią takie słowa chyba wręcz kłopotliwie.
Faktycznie, jeśli potraktujemy je dosłownie, odnosząc na przykład do prostytucji – także tej rozumianej szeroko (a więc na przykład politycznej) – i do uwłaczania jej drogą własnej godności, otrzymamy slogan wręcz sutenerski. (W tym miejscu warto przywołać słowa Marii Ossowskiej, badaczki moralności, która swego czasu tak kwestię godności formułowała: „Ma godność ten, kto umie bronić pewnych uznanych przez siebie wartości, z których obroną związane jest jego poczucie własnej wartości i kto oczekuje z tego tytułu szacunku ze strony innych. Brak godności z kolei ujawnia ten, kto rezygnując z takiej wartości sam siebie poniża lub daje się poniżać dla osiągnięcia jakichś osobistych korzyści”). Ale jeśli na dawanie siebie innym, aż do zużycia, spojrzymy szerzej?…
Poza oczywistym w chrześcijańskim kontekście przykładem życia i śmierci Jezusa na krzyżu, na myśl przychodzą Jego pouczenia z Kazania na Górze (zob. Mt 5, 1 – 7, 29; Łk 6, 17-49), stanowiące swoisty kodeks chrześcijańskiej etyki:
Bądź miłosierny wobec bliźniego i wprowadzaj pokój do życia z innymi; dąż do zgody ze swoim przeciwnikiem i do pojednania z tym, który może coś mieć przeciw tobie, a dopiero na takim podłożu moralnym dbaj o wypełnianie praktyk religijnych; miłuj bliźniego, nawet swego nieprzyjaciela; czyń dobrze nawet temu, kto cię nienawidzi; błogosław nawet temu, kto ciebie przeklina, i módl się także za tego, kto ciebie oczernia lub wprost prześladuje. Nie odwracaj się od tego, kto potrzebuje twojej pomocy. Ale gdy pomagasz, „niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa”, a gdy się modlisz, niech wystarczy, że usłyszy ciebie tylko Pan Bóg. I nie troszcz się zbytnio o jutro, bo przecież „dosyć ma dzień swojej biedy”, więc ten jutrzejszy dzień niewątpliwie także sam o siebie troszczyć się będzie. Bądź dobrym człowiekiem i z dobrego skarbca swego serca wydobywaj dobro. Ale zabiegaj przy tym o sprawiedliwość, nawet kosztem własnego cierpienia. Nie ukrywaj swego światła przed ludźmi i bądź jednoznaczny – mów: „Tak, tak; nie, nie”; bo co nadto jest, od Złego pochodzi… Czyń to wszystko, a zużyjesz się dla bliźnich i przez nich zostaniesz zużyty; oni zaś prawdopodobnie nawet tego nie zauważą…
Jakże trudno tę konkluzję – prowokacyjnie dodaną do przypomnienia Jezusowych pouczeń – pogodzić z przemożną chęcią bycia zauważonym, trawiącą współczesnego człowieka, a manifestującą się na polach rozmaitych; może najwyraźniej w świecie wirtualnym. Jakże trudno pogodzić ją także z wymaganiem stawianym współczesnemu człowiekowi przez rozmaite instytucje społeczne, które miarę jego wartości upatrują chociażby w stopniu jego publicznej rozpoznawalności. Wobec takich wymagań i chęci, których spełnienie wymaga zwykle intensywnej pracy, Chrystusowy sposób na życie jawi się, jako wręcz szkodliwy – stosowany, zdaje się bowiem marnować czas pozwalający człowiekowi na jego samorozwój i na używanie życia; zdaje się zużywać ów czas na czynienie dobra innym ludziom, co do których zasadne jest przewidywanie, że to otrzymywane dobro uznają za im zwyczajnie należne…
Jednak nie ma w tym niezauważanym zużywaniu siebie dla innych i przez nich byciu zużywanym niczego szczególnie nowego. Kiedyś pewien Człowiek modlił się w Ogrójcu, niezauważony w swojej trosce przez tych, którzy spali (Mt 26, 36-46), a potem, gdy już zużył się całkowicie, doszedłszy kresu swoich ziemskich starań, po prostu umarł na krzyżu – tak, jakby to było zwyczajnie należne Jego prześladowcom…
[Wojciech E. Zieliński, Dać innym siebie …zużyć, "Na Rozstajach", 2017, nr 4 (301), s. 9.]
Etykiety:
działanie,
edukacja,
etyka,
godność,
Kościół,
moralność,
Na Rozstajach,
Ossowska,
racjonalizm,
realizm,
religia,
socjologia,
teologia,
wartość,
wiara,
wychowanie
piątek, 3 lutego 2017
Parę przypomnień moralistycznych
Uprzejmość wymaga ofiarności.
Kontekst, w którym Maria Ossowska lokuje tę uwagę w pewnym stopniu oddaje następujące zdanie: „Trzeba opanowania, żeby zamienić atak pasji, gotowy do wybuchu, na miły wyraz twarzy”. Idzie zatem o ten rodzaj lub wymiar uprzejmości, który wiąże się z etykietą międzyludzkich relacji i ich moralną estetyką. Chciałbym jednak podkreślić w tym miejscu bardziej podstawowe zastosowanie przywołanej maksymy. Ofiarności wymaga uprzejmość bezinteresowna – nieorientowana estetycznie, wolna od konieczności wypełnienia etykiety, wiedziona jedynie chęcią uczynienia jakiegoś dobra na rzecz drugiego człowieka, gdy ten ma powody, by takowego oczekiwać, lub gdy takich powodów nie ma. Na szczęście taką uprzejmość można jeszcze spotkać wśród ludzi, choć nie brakuje także praktycznych przejawów jej odwrotności – aktów bezinteresownej nieuprzejmości niektórzy dokonują, jak się wydaje, z nieskrywaną dumą. Uprzejmość bezinteresowna znamionuje ludzi dobrze wychowanych. Ich aktywna postawa czyni bardziej znośnymi te relacje i struktury społeczne, które pod wieloma względami są do zniesienia trudne. Nie obywa się to jednak bez rozmaitych mozołów i ponoszenia moralnych kosztów.
Człowiek dobrze wychowany oczekuje przychylności ze strony innych.
Zdanie powyżej zapisane stanowi syntetyczną parafrazę wypowiedzi Ossowskiej, w której autorka przywołała znaną typologię Floriana Znanieckiego. Ludzi dobrze wychowanych odróżnił on od ludzi pracy i ludzi zabawy, oraz od niemieszczących się w żadnej z tych kategorii, tzw. „ludzi zboczeńców”. W typologii Znanieckiego – przypomina Ossowska – ludzie dobrze wychowani to ci, którzy długo rozwijali się pod okiem starszych i pod ich opieką ekonomiczną. Przyzwyczajeni do przychylności ze strony otoczenia, nieprzymuszeni do socjalnej troski o własne utrzymanie, nauczyli się oczekiwać od innych doceniania własnych walorów. Wbrew pokusom pochopnego uznania za nieaktualną lub za zbyt uproszczoną, można dyskutować nad adekwatnością lub aktualnością typologii Znanieckiego i jej socjologicznym znaczeniem dla rozważań etycznych. Nie to jest jednak w tym miejscu istotne. Ważniejsze, z punktu widzenia niniejszego wywodu, jest rozważenie wskazanego wyżej twierdzenia. W tym celu niechże wolno mi będzie dopełnić pojęcie człowieka dobrze wychowanego zestawem przynależnych mu cech – wymienionych, jako takie, w pracy pochodzącej z czasów Znanieckiego. Składowymi dobrego wychowania są zatem: uprzejmość, prostota, dyskrecja, skromność, opanowanie i słowność.
Niewątpliwie, człowiek dysponujący takimi cechami ma uzasadnione powody, by oczekiwać przychylności ze strony otoczenia. Musi jednak liczyć się z tym, że przychylność ta bywa asymetryczna, czyli swoiście dosłowna. Obrazowo rzecz ujmując, gdy inni mają do niego „z górki”, on ma do owych ciągle „pod górę”. Żyje w narastającym przeświadczeniu – nieraz wzmacnianym przez osoby z najbliższego otoczenia – że jest frajerem – człowiekiem pożytecznym i wygodnym dla innych, bo dla nich przewidywalnym i usłużnym, choć przecież nie służalczym, ale zarazem – człowiekiem przezroczystym, którego dla innych nie ma, gdy idzie o sprawy, w których miałby powody od owych innych oczekiwania moralnie wzajemnej usłużności. W takich warunkach
Bycie porządnym człowiekiem zaczyna wymagać heroizmu.
Wobec braku zewnętrznego tyrana, a jedynie ze względu na poczucie, że nie wolno godzić się na wszystko, co nam życie podsuwa, pożądany jest, jak się wydaje, ten heroizm wewnętrzny – gotowość dochowywania wierności własnym ideałom i znoszenia upokorzeń ze strony niewrażliwego otoczenia, niejednokrotnie czynionych niechcąco, albo wprost nieświadomie. Niektórzy podkreślą zapewne, że wytrwałość w takiej postawie zagwarantuje długofalowy moralny sukces, harmonię w życiu i tym podobne, i przypomną, że przecież
Sukcesy oparte na zaślepieniach są zwykle krótkotrwałe.
Trzeba jednak będzie i to przekonanie racjonalnie rozważyć i wziąć na swoje barki ciężar wątpliwości. Wszak w społeczeństwie, które honoruje szybki sukces za wszelką cenę i które równie szybko rozlicza z takowego braku, moralna waga osiągnięć długofalowych bywa ignorowana, a nieraz wręcz ośmieszana. Jeśli więc taki jest faktycznie stan relacji społecznych w przedmiotowej kwestii, nie pozostanie nic innego, jak pogodzić się z nim w punkcie wyjścia, by dopiero na tej podstawie – przy założeniu, że wymaga zmiany – szukać sposobów jego przezwyciężenia.
Więcej w: Wojciech E. Zieliński, Marii Ossowskiej przypomnienia moralistyczne, w: Kobiety w Szkole Lwowsko-Warszawskiej, red. D. Łukasiewicz, R. Mordarski, Bydgoszcz 2016, s. 179-190.
W tekście wprowadzającym do lektury Redaktorzy książki napisali:
"Wojciech E. Zieliński proponuje skonfrontować współczesnego czytelnika z tekstami Marii Ossowskiej i odnieść pewne tezy zawarte w tych tekstach do współczesnego życia. Pozwala to na bardziej mądrościowe podejście, które wydobywa z pism Ossowskiej te reguły moralne, które mają służyć samowychowaniu, poprzez wypracowanie w sobie uczciwej i prawej postawy, a także pozwalają na poprawne budowanie relacji społecznych i politycznych, ufundowanych na odwadze, bezkompromisowości i dążeniu do dobra wspólnego. Metoda proponowana przez autora uczy czytelnika refleksyjnego odczytywania tekstów filozoficznych i ukazuje przy tym aktualność i głębię myśli moralnej Marii Ossowskiej". (Dariusz Łukasiewicz, Ryszard Mordarski, dz. cyt., s. 14).
Kontekst, w którym Maria Ossowska lokuje tę uwagę w pewnym stopniu oddaje następujące zdanie: „Trzeba opanowania, żeby zamienić atak pasji, gotowy do wybuchu, na miły wyraz twarzy”. Idzie zatem o ten rodzaj lub wymiar uprzejmości, który wiąże się z etykietą międzyludzkich relacji i ich moralną estetyką. Chciałbym jednak podkreślić w tym miejscu bardziej podstawowe zastosowanie przywołanej maksymy. Ofiarności wymaga uprzejmość bezinteresowna – nieorientowana estetycznie, wolna od konieczności wypełnienia etykiety, wiedziona jedynie chęcią uczynienia jakiegoś dobra na rzecz drugiego człowieka, gdy ten ma powody, by takowego oczekiwać, lub gdy takich powodów nie ma. Na szczęście taką uprzejmość można jeszcze spotkać wśród ludzi, choć nie brakuje także praktycznych przejawów jej odwrotności – aktów bezinteresownej nieuprzejmości niektórzy dokonują, jak się wydaje, z nieskrywaną dumą. Uprzejmość bezinteresowna znamionuje ludzi dobrze wychowanych. Ich aktywna postawa czyni bardziej znośnymi te relacje i struktury społeczne, które pod wieloma względami są do zniesienia trudne. Nie obywa się to jednak bez rozmaitych mozołów i ponoszenia moralnych kosztów.
Człowiek dobrze wychowany oczekuje przychylności ze strony innych.
Zdanie powyżej zapisane stanowi syntetyczną parafrazę wypowiedzi Ossowskiej, w której autorka przywołała znaną typologię Floriana Znanieckiego. Ludzi dobrze wychowanych odróżnił on od ludzi pracy i ludzi zabawy, oraz od niemieszczących się w żadnej z tych kategorii, tzw. „ludzi zboczeńców”. W typologii Znanieckiego – przypomina Ossowska – ludzie dobrze wychowani to ci, którzy długo rozwijali się pod okiem starszych i pod ich opieką ekonomiczną. Przyzwyczajeni do przychylności ze strony otoczenia, nieprzymuszeni do socjalnej troski o własne utrzymanie, nauczyli się oczekiwać od innych doceniania własnych walorów. Wbrew pokusom pochopnego uznania za nieaktualną lub za zbyt uproszczoną, można dyskutować nad adekwatnością lub aktualnością typologii Znanieckiego i jej socjologicznym znaczeniem dla rozważań etycznych. Nie to jest jednak w tym miejscu istotne. Ważniejsze, z punktu widzenia niniejszego wywodu, jest rozważenie wskazanego wyżej twierdzenia. W tym celu niechże wolno mi będzie dopełnić pojęcie człowieka dobrze wychowanego zestawem przynależnych mu cech – wymienionych, jako takie, w pracy pochodzącej z czasów Znanieckiego. Składowymi dobrego wychowania są zatem: uprzejmość, prostota, dyskrecja, skromność, opanowanie i słowność.
Niewątpliwie, człowiek dysponujący takimi cechami ma uzasadnione powody, by oczekiwać przychylności ze strony otoczenia. Musi jednak liczyć się z tym, że przychylność ta bywa asymetryczna, czyli swoiście dosłowna. Obrazowo rzecz ujmując, gdy inni mają do niego „z górki”, on ma do owych ciągle „pod górę”. Żyje w narastającym przeświadczeniu – nieraz wzmacnianym przez osoby z najbliższego otoczenia – że jest frajerem – człowiekiem pożytecznym i wygodnym dla innych, bo dla nich przewidywalnym i usłużnym, choć przecież nie służalczym, ale zarazem – człowiekiem przezroczystym, którego dla innych nie ma, gdy idzie o sprawy, w których miałby powody od owych innych oczekiwania moralnie wzajemnej usłużności. W takich warunkach
Bycie porządnym człowiekiem zaczyna wymagać heroizmu.
Wobec braku zewnętrznego tyrana, a jedynie ze względu na poczucie, że nie wolno godzić się na wszystko, co nam życie podsuwa, pożądany jest, jak się wydaje, ten heroizm wewnętrzny – gotowość dochowywania wierności własnym ideałom i znoszenia upokorzeń ze strony niewrażliwego otoczenia, niejednokrotnie czynionych niechcąco, albo wprost nieświadomie. Niektórzy podkreślą zapewne, że wytrwałość w takiej postawie zagwarantuje długofalowy moralny sukces, harmonię w życiu i tym podobne, i przypomną, że przecież
Sukcesy oparte na zaślepieniach są zwykle krótkotrwałe.
Trzeba jednak będzie i to przekonanie racjonalnie rozważyć i wziąć na swoje barki ciężar wątpliwości. Wszak w społeczeństwie, które honoruje szybki sukces za wszelką cenę i które równie szybko rozlicza z takowego braku, moralna waga osiągnięć długofalowych bywa ignorowana, a nieraz wręcz ośmieszana. Jeśli więc taki jest faktycznie stan relacji społecznych w przedmiotowej kwestii, nie pozostanie nic innego, jak pogodzić się z nim w punkcie wyjścia, by dopiero na tej podstawie – przy założeniu, że wymaga zmiany – szukać sposobów jego przezwyciężenia.
Więcej w: Wojciech E. Zieliński, Marii Ossowskiej przypomnienia moralistyczne, w: Kobiety w Szkole Lwowsko-Warszawskiej, red. D. Łukasiewicz, R. Mordarski, Bydgoszcz 2016, s. 179-190.
W tekście wprowadzającym do lektury Redaktorzy książki napisali:
"Wojciech E. Zieliński proponuje skonfrontować współczesnego czytelnika z tekstami Marii Ossowskiej i odnieść pewne tezy zawarte w tych tekstach do współczesnego życia. Pozwala to na bardziej mądrościowe podejście, które wydobywa z pism Ossowskiej te reguły moralne, które mają służyć samowychowaniu, poprzez wypracowanie w sobie uczciwej i prawej postawy, a także pozwalają na poprawne budowanie relacji społecznych i politycznych, ufundowanych na odwadze, bezkompromisowości i dążeniu do dobra wspólnego. Metoda proponowana przez autora uczy czytelnika refleksyjnego odczytywania tekstów filozoficznych i ukazuje przy tym aktualność i głębię myśli moralnej Marii Ossowskiej". (Dariusz Łukasiewicz, Ryszard Mordarski, dz. cyt., s. 14).
Etykiety:
dobro wspólne,
działanie,
edukacja,
estetyka,
etyka,
filozofia,
kultura,
Łukasiewicz,
moralność,
Mordarski,
Ossowska,
socjologia,
wychowanie,
zaproszenie do lektury,
Zieliński,
Znaniecki
wtorek, 16 września 2014
Sposób sprawowania rządów
ma wielkie wychowawcze znaczenie, tak jak ma je wymiar sprawiedliwości. Można bowiem za ich pomocą doprowadzić do tego, że bycie zwykłym porządnym człowiekiem wymagać zaczyna heroizmu. (Maria Ossowska)
poniedziałek, 1 listopada 2010
Godność
Ma godność ten, kto umie bronić pewnych uznanych przez siebie wartości, z których obroną związane jest jego poczucie własnej wartości i kto oczekuje z tego tytułu szacunku ze strony innych. Brak godności z kolei ujawnia ten, kto rezygnując z takiej wartości sam siebie poniża lub daje się poniżać dla osiągnięcia jakichś osobistych korzyści. (Maria Ossowska)
Subskrybuj:
Posty (Atom)