środa, 3 czerwca 2020

Co rusz gdzieś słyszę narzekania na niemądre

czy wręcz głupie społeczeństwo, które pozwala na sprawowanie władzy ludziom myślącym tylko o jej sprawowaniu i czerpanych z tego korzyściach. Irytująca jednak jest konstatacja, że owi, od innych światlejsi, zatroskani obywatele narzekający na nieobywatelskie społeczeństwo, to również ci, którzy w minionych latach robili akademickie kariery, byle jak przy tym kształcąc studentów, w przekonaniu, że większość z tychże w ogóle nie powinna studiować, bo to zwykłe matoły – plewy, które z powodu braku egzaminów wstępnych na studia zawczasu nie zostały odsiane. Nie mniej irytujące jest spostrzeżenie, że zarazem owi zdegustowani społeczeństwem narzekacze domagają się dzisiaj ze strony ciemnego, krytykowanego przez nich ludu, uznania dla własnych osiągnięć, eksperckości i rzekomego autorytetu… Doprawdy nie wiem, na co liczą ci dziwni ludzie.

Dodam jeszcze, że „byle jakie” kształcenie, o którym mowa powyżej to takie, które docelowo na straty spisuje studentów, którzy „i tak sobie nie radzą”, przy jednoczesnym czerpaniu profitu z faktu ich pozostawania studentami dopóki to tylko możliwe. Ów profit, najogólniej mówiąc, polega na posiadaniu odbiorcy edukacyjnego przekazu… Wszak posiadanie takowego odbiorcy pozwala utrzymywać zatrudnienie i dochody nadawcy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza