chronione przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patriotyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patriotyzm. Pokaż wszystkie posty
piątek, 2 maja 2025
1025-2025 – Tysiąclecie
K…estwa Polskiego. Wpisz brakujące litery, odpowiednie dla twojej wizji patriotyzmu.
poniedziałek, 1 marca 2021
środa, 11 listopada 2020
czwartek, 2 lipca 2020
poniedziałek, 29 czerwca 2020
sobota, 25 stycznia 2020
niedziela, 22 grudnia 2019
Etykiety:
dobro wspólne,
działanie,
edukacja,
etyka,
filozofia,
moralność,
nauka,
obrazkowo,
patriotyzm,
racjonalizm,
realizm,
wychowanie
środa, 7 listopada 2018
O czasie i datach
1 września. Cóż, dzień, jak każdy inny w kalendarzu, a i kalendarz przecież raczej umowny. To, że jakiś dzień ma swój numer i to, że ileś dni mieści się pod szyldem nazwy jakiegoś miesiąca, to przecież tylko zwykła ludzka konwencja, jakiś sposób poukładania czasu według zamysłu tych, którzy czasu doświadczają, czyli nas samych – ludzi żyjących dzisiaj, tych, którzy żyli przed nami i zapewne tych, którzy żyć będą po nas. Z jednej strony to oczywiste, z drugiej – pod znakiem zapytania stawia wagę i znaczenie owej konwencji, która sprawia, że jakoś ujmujemy i liczymy czas, zapisujemy daty, a miejsca w kalendarzu wypełniamy rozmaitymi treściami i mniej lub bardziej przejmujemy się nimi. Jakże wiele spraw w naszym życiu wiąże się z różnymi datami…
Czas jest źródłem rozmaitych paradoksów, sam przecież jest paradoksalny. Pisał filozof, św. Augustyn w swoich Wyznaniach: „Czymże jest czas? Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem”. Nasze doświadczanie czasu często jest ambiwalentne. Z jednej strony chcemy, aby go nam nie brakowało, z innej – dłuży nam się, gdy wlecze się nazbyt powoli. Ale ambiwalentne są także w jakimś sensie daty. Data, jako znacznik jakiegoś wydarzenia może być źródłem naszej radości, satysfakcji, ale bywa także źródłem cierpienia lub smutku. Weźmy choćby za przykład jakąś datę z naszego życia, która ma utrwalone zwyczajem znaczenie. Oto przywykliśmy do świętowania własnych urodzin. Cieszymy się z tego, że w określonym dniu odwiedzają nas bliscy, składają nam życzenia, cieszą się naszą obecnością, a my cieszymy się z ich wizyty. Ale, gdy w danym, ważnym dla nas dniu, mimo naszych zaproszeń i oczekiwań nikt się nie pojawia, data, która dla nas jest nieobojętna, sprawia nam jakiś rodzaj smutku – owszem, nie ona sama, ale to, że pod nią nie zapisała się wizyta tych, na których obecność w danym dniu liczyliśmy. I nie ma tu chyba do końca pewności, czy więcej waży wówczas owa nieobecność gości, czy może jednak nasza własna pamięć tej nieobojętnej daty.
Jeśli na słowa zapisane powyżej spojrzymy również z pewnego dystansu, zobaczymy i tę cechę czasu, jaką jest nasza zwykle osobista jego formuła; to, jak bardzo prywatnie czas jest z nami związany. Czas jest moim doświadczeniem osobistym – każdy może to przecież sobie zgodnie z prawdą powiedzieć. Rozważając czas, w jakimś sensie rozważam zatem siebie samego. Innymi słowy, jestem (w) centrum tego, co jest rozważane. Świat, przestrzeń, czas kręcą się jakoś wokół mnie, ja jestem tego osią, a zarazem początkowym i końcowym jej punktem. W pewnym sensie przeszłość i przyszłość skupiają się w owej teraźniejszości, której właśnie tu i teraz doświadczam. Ale ten osobisty, doświadczeniowy charakter czasu ma także ponadjednostkowy wymiar. Oto nasz czas jest zarazem czasem naszego pokolenia; każde pokolenie wyznacza własną miarę własnego czasu…
O tym, że chyba nie są to puste słowa, świadczą nasze doświadczenia zmagań z ludźmi poprzednich i nadchodzących po nas pokoleń. Każdy z nas ma zapewne doświadczenie sporu z tymi, którzy – jako starsi – o różnych sprawach wiedzieli i wiedzą od nas więcej i lepiej, i być może każdy, a przynajmniej wielu z nas ma doświadczenie sporu z tymi, którzy – jako młodsi od nas – winni się od nas, naszym zdaniem, uczyć, a czynią to z jakimś niezrozumiałym dla nas oporem. Kiedy spojrzeć na to z dystansu, okazuje się, że nasz czas, czas naszego pokolenia, nie jest w pełnym tego słowa znaczeniu tym samym lub takim samym czasem, jakim był czas poprzednich i jakim będzie czas nadchodzących po nas pokoleń. W pewnym sensie tak my, jak i nasi rodzice, jak i nasze dzieci, żyjemy w różnych światach – światach właściwych temu czasowi, jaki jest dany ludziom danego pokolenia.
Powróćmy jednak od czasu do dat. Ważnej dacie warto bowiem przyjrzeć się pod kątem również tego, na co pozwala nam czas jej przeżywania. Jeżeli komuś na przykład dane było wygrać na loterii w dniu, którego data przypominała mu przeszłe złe doświadczenie, to zapewne właśnie sytuacja wygranej przeważyła nad tamtym przykrym, związany z poprzednim czasem, uczuciem. Jeżeli ktoś o ważnej dla siebie dacie, na przykład urodzinowej, zapomniał dlatego, że właśnie zajęty był niezmiernie inspirującym dla siebie działaniem, to przecież żadne „niespełnienie” tej daty przez zapowiadanych, ale nie przybyłych gości, nie przesłoni tego, co w danym dniu okazało się jednak daleko ważniejsze.
Jak zatem myśleć o 1 września? Odpowiedziałbym: Warto myśleć nie tylko patetycznie, ale również zwyczajnie i całkiem praktycznie. To przecież data, która kojarzy się z początkiem roku szkolnego, a czyż szkoła nie jest aby męką dla uczniów? Wiadomo, bywa. Zwłaszcza wtedy, gdy pierwej jest męką dla nauczycieli, czyli, gdy ci swoją pracę traktują jak dopust boży i nie omieszkają przenosić tej frustracji na swoich uczniów. Jeśli więc na datę pierwszego września spojrzeć jako na datę początkową, znak nowego okresu pewnej pracy do wykonania i niewątpliwego w tym celu wysiłku, to może stać się ona swego rodzaju datą zobowiązującą do tego, aby w tym nowym roku, w tym przypadku szkolnym, uczynić coś dobrego, czego nie udało się uczynić wcześniej, a wyeliminować choćby część owego zła, jakie już wcześniej w edukacji nam doskwierało.
A ta smutna 1-wrześniowa data roku 1939? Chyba wystarczy na koniec tylko takie pytanie: Co powiedzieliby o nas ludzie tamtego czasu, gdyby dane im było zobaczyć naszą teraźniejszość, a nam – ze zrozumieniem usłyszeć ich słowa?…
[Wojciech E. Zieliński, O czasie i datach, "Na Rozstajach", 2018, nr 8 (316), s. 12.]
Czas jest źródłem rozmaitych paradoksów, sam przecież jest paradoksalny. Pisał filozof, św. Augustyn w swoich Wyznaniach: „Czymże jest czas? Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem”. Nasze doświadczanie czasu często jest ambiwalentne. Z jednej strony chcemy, aby go nam nie brakowało, z innej – dłuży nam się, gdy wlecze się nazbyt powoli. Ale ambiwalentne są także w jakimś sensie daty. Data, jako znacznik jakiegoś wydarzenia może być źródłem naszej radości, satysfakcji, ale bywa także źródłem cierpienia lub smutku. Weźmy choćby za przykład jakąś datę z naszego życia, która ma utrwalone zwyczajem znaczenie. Oto przywykliśmy do świętowania własnych urodzin. Cieszymy się z tego, że w określonym dniu odwiedzają nas bliscy, składają nam życzenia, cieszą się naszą obecnością, a my cieszymy się z ich wizyty. Ale, gdy w danym, ważnym dla nas dniu, mimo naszych zaproszeń i oczekiwań nikt się nie pojawia, data, która dla nas jest nieobojętna, sprawia nam jakiś rodzaj smutku – owszem, nie ona sama, ale to, że pod nią nie zapisała się wizyta tych, na których obecność w danym dniu liczyliśmy. I nie ma tu chyba do końca pewności, czy więcej waży wówczas owa nieobecność gości, czy może jednak nasza własna pamięć tej nieobojętnej daty.
Jeśli na słowa zapisane powyżej spojrzymy również z pewnego dystansu, zobaczymy i tę cechę czasu, jaką jest nasza zwykle osobista jego formuła; to, jak bardzo prywatnie czas jest z nami związany. Czas jest moim doświadczeniem osobistym – każdy może to przecież sobie zgodnie z prawdą powiedzieć. Rozważając czas, w jakimś sensie rozważam zatem siebie samego. Innymi słowy, jestem (w) centrum tego, co jest rozważane. Świat, przestrzeń, czas kręcą się jakoś wokół mnie, ja jestem tego osią, a zarazem początkowym i końcowym jej punktem. W pewnym sensie przeszłość i przyszłość skupiają się w owej teraźniejszości, której właśnie tu i teraz doświadczam. Ale ten osobisty, doświadczeniowy charakter czasu ma także ponadjednostkowy wymiar. Oto nasz czas jest zarazem czasem naszego pokolenia; każde pokolenie wyznacza własną miarę własnego czasu…
O tym, że chyba nie są to puste słowa, świadczą nasze doświadczenia zmagań z ludźmi poprzednich i nadchodzących po nas pokoleń. Każdy z nas ma zapewne doświadczenie sporu z tymi, którzy – jako starsi – o różnych sprawach wiedzieli i wiedzą od nas więcej i lepiej, i być może każdy, a przynajmniej wielu z nas ma doświadczenie sporu z tymi, którzy – jako młodsi od nas – winni się od nas, naszym zdaniem, uczyć, a czynią to z jakimś niezrozumiałym dla nas oporem. Kiedy spojrzeć na to z dystansu, okazuje się, że nasz czas, czas naszego pokolenia, nie jest w pełnym tego słowa znaczeniu tym samym lub takim samym czasem, jakim był czas poprzednich i jakim będzie czas nadchodzących po nas pokoleń. W pewnym sensie tak my, jak i nasi rodzice, jak i nasze dzieci, żyjemy w różnych światach – światach właściwych temu czasowi, jaki jest dany ludziom danego pokolenia.
Powróćmy jednak od czasu do dat. Ważnej dacie warto bowiem przyjrzeć się pod kątem również tego, na co pozwala nam czas jej przeżywania. Jeżeli komuś na przykład dane było wygrać na loterii w dniu, którego data przypominała mu przeszłe złe doświadczenie, to zapewne właśnie sytuacja wygranej przeważyła nad tamtym przykrym, związany z poprzednim czasem, uczuciem. Jeżeli ktoś o ważnej dla siebie dacie, na przykład urodzinowej, zapomniał dlatego, że właśnie zajęty był niezmiernie inspirującym dla siebie działaniem, to przecież żadne „niespełnienie” tej daty przez zapowiadanych, ale nie przybyłych gości, nie przesłoni tego, co w danym dniu okazało się jednak daleko ważniejsze.
Jak zatem myśleć o 1 września? Odpowiedziałbym: Warto myśleć nie tylko patetycznie, ale również zwyczajnie i całkiem praktycznie. To przecież data, która kojarzy się z początkiem roku szkolnego, a czyż szkoła nie jest aby męką dla uczniów? Wiadomo, bywa. Zwłaszcza wtedy, gdy pierwej jest męką dla nauczycieli, czyli, gdy ci swoją pracę traktują jak dopust boży i nie omieszkają przenosić tej frustracji na swoich uczniów. Jeśli więc na datę pierwszego września spojrzeć jako na datę początkową, znak nowego okresu pewnej pracy do wykonania i niewątpliwego w tym celu wysiłku, to może stać się ona swego rodzaju datą zobowiązującą do tego, aby w tym nowym roku, w tym przypadku szkolnym, uczynić coś dobrego, czego nie udało się uczynić wcześniej, a wyeliminować choćby część owego zła, jakie już wcześniej w edukacji nam doskwierało.
A ta smutna 1-wrześniowa data roku 1939? Chyba wystarczy na koniec tylko takie pytanie: Co powiedzieliby o nas ludzie tamtego czasu, gdyby dane im było zobaczyć naszą teraźniejszość, a nam – ze zrozumieniem usłyszeć ich słowa?…
[Wojciech E. Zieliński, O czasie i datach, "Na Rozstajach", 2018, nr 8 (316), s. 12.]
czwartek, 16 listopada 2017
Historia i histeria
- tak skomentowałbym pomorski dwugłos w sprawie polskiej niepodległości:
http://www.gdansk.uw.gov.pl/urzad/aktualnosci/item/2717-koncert-niepodlegla-2017-za-nami
http://magazynkaszuby.pl/2017/11/przemowienie-wojewody-pomorskiego/ .
Tytułowe pojęcia proponuję przyporządkować wedle własnego uznania…
http://www.gdansk.uw.gov.pl/urzad/aktualnosci/item/2717-koncert-niepodlegla-2017-za-nami
http://magazynkaszuby.pl/2017/11/przemowienie-wojewody-pomorskiego/ .
Tytułowe pojęcia proponuję przyporządkować wedle własnego uznania…
środa, 30 sierpnia 2017
Zapiski pokonkursowe (2)
Podobnie jak poprzednim razem [zob. tutaj], również w bieżącym roku miałem zaszczyt uczestniczyć w organizowanym przez Instytut Tertio Millennio Konkursie Papieskim – przewodnicząc w regionie gdańskim jego komisji finałowej, co miało miejsce w sobotę 3 czerwca b.r. w Domu Parafialnym Świętego Brunona przy Parafii Archikatedralnej pw. Trójcy Świętej w Gdańsku. Motywem wiodącym tegorocznej, XIII edycji Konkursu był „Patriotyzm Karola Wojtyły, 1920-2005”; uczestnikom zaproponowano do pisemnego opracowania następujące trzy tematy i zestawy związanych z nimi lektur:
(1) Czym – według Jana Pawła II – jest patriotyzm i w czym – Twoim zdaniem – najbardziej przejawiał się on w działaniu Papieża z Polski? (Jan Paweł II, Apel Jasnogórski z młodzieżą – Częstochowa 18 czerwca 1983; Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Kraków 2005); (2) Jakie najważniejsze wskazania dla Rodaków skierował Jan Paweł II w katechezach na temat Dekalogu, wygłoszonych podczas swej pielgrzymki do Polski w 1991 roku? (Jan Paweł II, Homilia podczas Mszy św. odprawionej przy kościele Świętego Ducha – Koszalin 1 czerwca 1991; Jan Paweł II, Msza św. w Parku Agrykola. Beatyfikacja O. Rafała Chylińskiego – Warszawa 9 czerwca 1991); (3) Jaki fragment nauczania Jana Pawła II i dlaczego uważasz za najważniejszy dla Polski A.D. 2017? (J. Poniewierski /red./, Jan Paweł II: pielgrzymki do ojczyzny 1979, 1983, 1987, 1991, 1995, 1997, 1999, 2002. Przemówienia i homilie, Kraków 2015; M. Zięba, Niezwykły pontyfikat, Kraków 1997). Z grona pięciorga finalistów naszego regionu – uczniów szkół ponadgimnazjalnych z Chojnic, Lubawy, Pelplina, Przodkowa i Starogardu Gdańskiego – jedna osoba wybrała drugi, a cztery pozostałe pierwszy z wyżej wymienionych tematów.
Paweł Łukowski napisał o roku 1991, przypominając ówczesne nauczanie Jana Pawła II, nawiązujące do treści ósmego przykazania Dekalogu: „Każdy z nas ma prawo do prawdy, dzięki której czujemy się wolni. Ważne jest natomiast, że kiedy głosimy prawdę musimy liczyć się z jej konsekwencjami oraz z tym, że musi być ona głoszona przez miłość do drugiego człowieka. Właśnie dlatego na zakończenie papież mówił nam, że czeka przed nami wielka praca nad mową jaką się posługujemy”.
Martyna Kosiedowska przywołała papieską refleksję nad imieniem „Polska”, które to imię nas, Polaków określa i zobowiązuje, a przy tym niewątpliwie kosztuje, i przypomniała, że „to jak ludzie się zachowują, oznacza też ich stosunek do kraju”: „Nie możemy się porównywać do innych narodów, ponieważ my mamy swą jedność, swój patriotyzm i godność […] nasz patriotyzm i nasza wiara łączą się ze sobą i razem tworzą jedność. […] Dzięki Janowi Pawłowi II my, w szczególności, młodzi ludzie możemy walczyć i być dumni ze swojego kraju”.
Magdalena Szczepańska napisała, że Ojciec Święty Jan Paweł II, pozostając przecież polskim patriotą, w pewnym sensie „był patriotą każdego narodu. Zawsze stawał w obronie najsłabszych i podkreślał ich jednakowe prawo do ojczyzny”. Jego wizja patriotyzmu była bowiem „pełna chrześcijańskiej koncepcji człowieka” i przekonania, że „umiłowanie ojczyzny niemożliwe jest bez pracy, szacunku dla niej i człowieka pracującego”.
Jerzy Dziemiński zakończył swoją pracę następująco: „Moim zdaniem patriotyzm u Jana Pawła II przejawiał się w umiłowaniu literatury, kultury, historii ojczyzny. Łączył się w jedną całość z miłością do ojczyzny i wiarą, która rzuca nadprzyrodzone spojrzenie na ziemskie dzieje. Postawa Papieża, działanie i słowa są dla mnie najlepszym przykładem i wzorem, z którego chcę uczyć się patriotyzmu. Bóg, honor, ojczyzna – słynna maksyma – ukazuje, że te trzy wartości łączą się w jedno i pomagają zrozumieć patriotyzm, ale także pomagają odnaleźć swoje miejsce w ojczyźnie”.
Zwycięzcą tegorocznego Konkursu Papieskiego w naszym regionie został Damian Szymański, który w swojej pracy napisał m.in.: „Żyjemy w czasach, w których pojęcie patriotyzmu i tradycyjnych wartości coraz częściej odchodzi w niepamięć. Ludziom żyje się coraz lepiej i wygodniej. Zapomina się o dziedzictwie pozostawionym nam przez poprzednie pokolenia. Zanika w nas świadomość kim jesteśmy. Wielu ludzi nazywa się Europejczykami, «obywatelami świata». Patriotyzm uważa się za sen minionych dziejów, coś zbędnego. Jednak teraz, w XXI wieku hasło to powinno być żywsze niż kiedykolwiek, zwłaszcza dlatego, że Europa wraca do epoki skrajności, podobnej do tej sprzed II wojny światowej. […] Fakt szczególnego pogłębienia kryzysu społecznego w XX wieku zauważył Jan Paweł II, który przez cały swój pontyfikat wskazywał na dialog i zrozumienie. Szukał tego, co łączy. Budował mosty. Uczył, że trzeba rozmawiać, ale przede wszystkim słuchać, co też czynił całym swoim życiem poprzez otwartość na drugiego człowieka”.
Podsumowując dla TVP3 Gdańsk konkursowe zmagania finalistów, powiedziałem: „To jest ich mocowanie się także z tą materią pojęciową, którą lepiej lub gorzej rozmaici uczestnicy konkursu też przestudiowali i o której mówili, ale to jest także jakieś mocowanie się z emocjami, związanymi z tym, o czym pisali; bo patriotyzm jednak jest zagadnieniem żywym, a w ostatnich czasach bardzo mocno też ożywianym na różnych polach”…
[Wojciech E. Zieliński, Zapiski pokonkursowe (2), "Na Rozstajach", 2017, nr 7-8 (304), s. 12.]
Relacje w mediach:
https://plus.google.com/+WojciechEdmundZieli%C5%84ski/posts/cozUmHJByGU
https://plus.google.com/+WojciechEdmundZieli%C5%84ski/posts/ahnQzFAvTdZ
(1) Czym – według Jana Pawła II – jest patriotyzm i w czym – Twoim zdaniem – najbardziej przejawiał się on w działaniu Papieża z Polski? (Jan Paweł II, Apel Jasnogórski z młodzieżą – Częstochowa 18 czerwca 1983; Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Kraków 2005); (2) Jakie najważniejsze wskazania dla Rodaków skierował Jan Paweł II w katechezach na temat Dekalogu, wygłoszonych podczas swej pielgrzymki do Polski w 1991 roku? (Jan Paweł II, Homilia podczas Mszy św. odprawionej przy kościele Świętego Ducha – Koszalin 1 czerwca 1991; Jan Paweł II, Msza św. w Parku Agrykola. Beatyfikacja O. Rafała Chylińskiego – Warszawa 9 czerwca 1991); (3) Jaki fragment nauczania Jana Pawła II i dlaczego uważasz za najważniejszy dla Polski A.D. 2017? (J. Poniewierski /red./, Jan Paweł II: pielgrzymki do ojczyzny 1979, 1983, 1987, 1991, 1995, 1997, 1999, 2002. Przemówienia i homilie, Kraków 2015; M. Zięba, Niezwykły pontyfikat, Kraków 1997). Z grona pięciorga finalistów naszego regionu – uczniów szkół ponadgimnazjalnych z Chojnic, Lubawy, Pelplina, Przodkowa i Starogardu Gdańskiego – jedna osoba wybrała drugi, a cztery pozostałe pierwszy z wyżej wymienionych tematów.
Paweł Łukowski napisał o roku 1991, przypominając ówczesne nauczanie Jana Pawła II, nawiązujące do treści ósmego przykazania Dekalogu: „Każdy z nas ma prawo do prawdy, dzięki której czujemy się wolni. Ważne jest natomiast, że kiedy głosimy prawdę musimy liczyć się z jej konsekwencjami oraz z tym, że musi być ona głoszona przez miłość do drugiego człowieka. Właśnie dlatego na zakończenie papież mówił nam, że czeka przed nami wielka praca nad mową jaką się posługujemy”.
Martyna Kosiedowska przywołała papieską refleksję nad imieniem „Polska”, które to imię nas, Polaków określa i zobowiązuje, a przy tym niewątpliwie kosztuje, i przypomniała, że „to jak ludzie się zachowują, oznacza też ich stosunek do kraju”: „Nie możemy się porównywać do innych narodów, ponieważ my mamy swą jedność, swój patriotyzm i godność […] nasz patriotyzm i nasza wiara łączą się ze sobą i razem tworzą jedność. […] Dzięki Janowi Pawłowi II my, w szczególności, młodzi ludzie możemy walczyć i być dumni ze swojego kraju”.
Magdalena Szczepańska napisała, że Ojciec Święty Jan Paweł II, pozostając przecież polskim patriotą, w pewnym sensie „był patriotą każdego narodu. Zawsze stawał w obronie najsłabszych i podkreślał ich jednakowe prawo do ojczyzny”. Jego wizja patriotyzmu była bowiem „pełna chrześcijańskiej koncepcji człowieka” i przekonania, że „umiłowanie ojczyzny niemożliwe jest bez pracy, szacunku dla niej i człowieka pracującego”.
Jerzy Dziemiński zakończył swoją pracę następująco: „Moim zdaniem patriotyzm u Jana Pawła II przejawiał się w umiłowaniu literatury, kultury, historii ojczyzny. Łączył się w jedną całość z miłością do ojczyzny i wiarą, która rzuca nadprzyrodzone spojrzenie na ziemskie dzieje. Postawa Papieża, działanie i słowa są dla mnie najlepszym przykładem i wzorem, z którego chcę uczyć się patriotyzmu. Bóg, honor, ojczyzna – słynna maksyma – ukazuje, że te trzy wartości łączą się w jedno i pomagają zrozumieć patriotyzm, ale także pomagają odnaleźć swoje miejsce w ojczyźnie”.
Zwycięzcą tegorocznego Konkursu Papieskiego w naszym regionie został Damian Szymański, który w swojej pracy napisał m.in.: „Żyjemy w czasach, w których pojęcie patriotyzmu i tradycyjnych wartości coraz częściej odchodzi w niepamięć. Ludziom żyje się coraz lepiej i wygodniej. Zapomina się o dziedzictwie pozostawionym nam przez poprzednie pokolenia. Zanika w nas świadomość kim jesteśmy. Wielu ludzi nazywa się Europejczykami, «obywatelami świata». Patriotyzm uważa się za sen minionych dziejów, coś zbędnego. Jednak teraz, w XXI wieku hasło to powinno być żywsze niż kiedykolwiek, zwłaszcza dlatego, że Europa wraca do epoki skrajności, podobnej do tej sprzed II wojny światowej. […] Fakt szczególnego pogłębienia kryzysu społecznego w XX wieku zauważył Jan Paweł II, który przez cały swój pontyfikat wskazywał na dialog i zrozumienie. Szukał tego, co łączy. Budował mosty. Uczył, że trzeba rozmawiać, ale przede wszystkim słuchać, co też czynił całym swoim życiem poprzez otwartość na drugiego człowieka”.
Podsumowując dla TVP3 Gdańsk konkursowe zmagania finalistów, powiedziałem: „To jest ich mocowanie się także z tą materią pojęciową, którą lepiej lub gorzej rozmaici uczestnicy konkursu też przestudiowali i o której mówili, ale to jest także jakieś mocowanie się z emocjami, związanymi z tym, o czym pisali; bo patriotyzm jednak jest zagadnieniem żywym, a w ostatnich czasach bardzo mocno też ożywianym na różnych polach”…
[Wojciech E. Zieliński, Zapiski pokonkursowe (2), "Na Rozstajach", 2017, nr 7-8 (304), s. 12.]
Relacje w mediach:
https://plus.google.com/+WojciechEdmundZieli%C5%84ski/posts/cozUmHJByGU
https://plus.google.com/+WojciechEdmundZieli%C5%84ski/posts/ahnQzFAvTdZ
Etykiety:
aksjologia,
działanie,
edukacja,
Gdańsk,
godność,
Jan Paweł II,
kultura,
moralność,
Na Rozstajach,
notatki ze spotkań,
patriotyzm,
wartość,
wiara,
wychowanie,
wydarzenia
poniedziałek, 30 stycznia 2017
Newman i prostomyślność
Jakiś czas temu na stronie internetowej portalu Fronda.pl przeczytałem artykuł ks. Roberta Skrzypczaka, zatytułowany Wznieśmy toast: za sumienie i za papieża! (2010). Autor przywołuje w nim postać Johna H. Newmana (1801-1890) – angielskiego duchownego i filozofa wiary, konwertyty (1845) z anglikanizmu na katolicyzm – który 19 września 2010 r. został wyniesiony na ołtarze przez papieża Benedykta XVI i o którym Papież wyraził się wówczas następująco: „W błogosławionym Johnie Henrym tradycja szlachetnej uczoności, głębokiej mądrości ludzkiej i niezgłębionej miłości do Pana zrodziła bogate owoce, jako znak stałej obecności Ducha Świętego w głębi serca ludu Bożego, przynosząc odtąd obfite dary świętości” (podaję za https://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x33059/nowy-blogoslawiony-john-henry-newman/). Dodajmy, że dniem liturgicznego wspomnienia bł. Johna H. Newmana ustanowiono 9 października.
We wskazanym na wstępie artykule ks. Skrzypczak tak pisał o Newmanie i Benedykcie XVI:
„Obu łączy poszukiwanie wiary solidnie uzasadnionej danymi rozumu, brak lęku wobec postępu i zdobyczy nauki oraz zainteresowanie dialogiem ze sposobem myślenia współczesnego człowieka. Beatyfikacja kardynała Newmana oznacza zaproponowanie uwadze opinii publicznej «człowieka sumienia», jak go nazwał papież. Angielski konwertyta podejmował się wyjaśnienia ludzkiej egzystencji, wychodząc od danych sumienia, tego niezwykłego organu duchowego, w którym odbywa się dialog pomiędzy Bogiem a duszą człowieka. Dla niego sumienie było królową życia moralnego, której nic i nikt nie ma prawa pozbawiać tronu”. Przy tym, Autor artykułu za Błogosławionym podkreślił: „Dla człowieka wiedzionego autentycznym pragnieniem poznania [prawdy] nie może istnieć żaden antagonizm pomiędzy wiarą a rozumem, wolnością a sumieniem. Wszystkie one wzajemnie się potrzebują i podtrzymują”. I wszystkie „są tymi elementami rzeczywistości, które razem przetrwają bądź też razem legną w gruzach”.
12 maja 1879 roku John Henry Newman został przez papieża Leona XIII ustanowiony kardynałem – przyjął wówczas zawołanie: Cor ad cor loquitur (serce mówi do serca). Pociągało go bowiem – przypomniał ks. Skrzypczak – „chrześcijaństwo mądre i potrzebne człowiekowi, radosne i pogodne. Chrześcijaństwo Boga, który pokochał ludzi w Chrystusie”.
Chętnie, gdy tylko mam możliwość, sięgam do lektur związanych z postacią i twórczością Johna H. Newmana. Swego czasu studiowałem je dokładniej, pisząc pracę magisterską o – niejako czerpanej z analizy sumienia – argumentacji za istnieniem Boga. Moje poczynione przy tej okazji refleksje o byciu człowiekiem sumienia i o uosobieniu tego w biografii Newmana, opublikował później tygodnik „Niedziela” (1995). W tym miejscu chciałbym przywołać trzy myśli wzięte od samego Newmana, by zachęcić do łącznej refleksji nad nimi:
(1) „To, jakim jestem, jest wszystkim, co mam. Stanowi to mój istotny punkt widzenia, który muszę przyjąć z góry jako prawdziwy, inaczej myśl jest tylko czczą zabawą, niewartą zachodu”. (2) „Jeśli próbujemy uczynić człowieka moralnym i religijnym przez biblioteki i muzea, to konsekwentnie weźmy sobie chemików na kucharzy i mineralogów na murarzy”. (3) A „jeżeli chodzi o skuteczność działania, to nawet fałszywe poglądy mają większy wpływ na otoczenie i zapewniają większy szacunek, niż brak jakichkolwiek poglądów”.
Znam ludzi zarazem dobrze wykształconych i gorliwie wierzących, a jednocześnie – przynajmniej takie odnoszę wrażenie – pozbawionych tej mądrej prostomyślności wskazywanej przez Newmana. Zawsze gotowi do mierzenia innych nie tylko wzrokiem, znają właściwy poziom wiedzy, kultury, obycia, uprawianej nauki lub sztuki, świadczonego patriotyzmu i tym podobnych – wymagany do tego, by uznanym być w danym zakresie za kompetentnego, uprawnionego, powołanego do danego działania. O niektórych takich recenzentach cudzych kompetencji wręcz myślę, że być może już siedzą po Boskiej prawicy – znając wieczną Prawdę, Dobro i Piękno bez pośrednictwa doczesnych namiastek – a chwilowo tylko goszczą na ziemskim padole, oddelegowani do tutejszego plebsu, by przekonać się, jak tenże niskiego jest poziomu i stanu…
Newmana pamiętam zupełnie inaczej – jako chrześcijańskiego miłośnika mądrości, oddanego Absolutowi, ale przy tym otwartego na prostotę ludzkiego doświadczania wiary, moralności i wiedzy. Ta chrześcijańska, ewangeliczna otwartość, czerpana choćby z jego Logiki wiary (tyt. oryg. An Essay in Aid of a Grammar of Assent, 1870), pozwala szanować człowieka kierującego się w działaniu własnym sumieniem i dostrzegać wagę okoliczności i procesów, jakie takim go ukształtowały. I pomaga zrozumieć, dlaczego zasoby bibliotek, muzeów i innych instytucji wysokiej kultury nie wystarczą, by same przez się kogokolwiek uczynić mądrym i dobrym.
[Wojciech E. Zieliński, Newman i prostomyślność, "Na Rozstajach", 2017, nr 1 (298), s. 12.]
We wskazanym na wstępie artykule ks. Skrzypczak tak pisał o Newmanie i Benedykcie XVI:
„Obu łączy poszukiwanie wiary solidnie uzasadnionej danymi rozumu, brak lęku wobec postępu i zdobyczy nauki oraz zainteresowanie dialogiem ze sposobem myślenia współczesnego człowieka. Beatyfikacja kardynała Newmana oznacza zaproponowanie uwadze opinii publicznej «człowieka sumienia», jak go nazwał papież. Angielski konwertyta podejmował się wyjaśnienia ludzkiej egzystencji, wychodząc od danych sumienia, tego niezwykłego organu duchowego, w którym odbywa się dialog pomiędzy Bogiem a duszą człowieka. Dla niego sumienie było królową życia moralnego, której nic i nikt nie ma prawa pozbawiać tronu”. Przy tym, Autor artykułu za Błogosławionym podkreślił: „Dla człowieka wiedzionego autentycznym pragnieniem poznania [prawdy] nie może istnieć żaden antagonizm pomiędzy wiarą a rozumem, wolnością a sumieniem. Wszystkie one wzajemnie się potrzebują i podtrzymują”. I wszystkie „są tymi elementami rzeczywistości, które razem przetrwają bądź też razem legną w gruzach”.
12 maja 1879 roku John Henry Newman został przez papieża Leona XIII ustanowiony kardynałem – przyjął wówczas zawołanie: Cor ad cor loquitur (serce mówi do serca). Pociągało go bowiem – przypomniał ks. Skrzypczak – „chrześcijaństwo mądre i potrzebne człowiekowi, radosne i pogodne. Chrześcijaństwo Boga, który pokochał ludzi w Chrystusie”.
Chętnie, gdy tylko mam możliwość, sięgam do lektur związanych z postacią i twórczością Johna H. Newmana. Swego czasu studiowałem je dokładniej, pisząc pracę magisterską o – niejako czerpanej z analizy sumienia – argumentacji za istnieniem Boga. Moje poczynione przy tej okazji refleksje o byciu człowiekiem sumienia i o uosobieniu tego w biografii Newmana, opublikował później tygodnik „Niedziela” (1995). W tym miejscu chciałbym przywołać trzy myśli wzięte od samego Newmana, by zachęcić do łącznej refleksji nad nimi:
(1) „To, jakim jestem, jest wszystkim, co mam. Stanowi to mój istotny punkt widzenia, który muszę przyjąć z góry jako prawdziwy, inaczej myśl jest tylko czczą zabawą, niewartą zachodu”. (2) „Jeśli próbujemy uczynić człowieka moralnym i religijnym przez biblioteki i muzea, to konsekwentnie weźmy sobie chemików na kucharzy i mineralogów na murarzy”. (3) A „jeżeli chodzi o skuteczność działania, to nawet fałszywe poglądy mają większy wpływ na otoczenie i zapewniają większy szacunek, niż brak jakichkolwiek poglądów”.
Znam ludzi zarazem dobrze wykształconych i gorliwie wierzących, a jednocześnie – przynajmniej takie odnoszę wrażenie – pozbawionych tej mądrej prostomyślności wskazywanej przez Newmana. Zawsze gotowi do mierzenia innych nie tylko wzrokiem, znają właściwy poziom wiedzy, kultury, obycia, uprawianej nauki lub sztuki, świadczonego patriotyzmu i tym podobnych – wymagany do tego, by uznanym być w danym zakresie za kompetentnego, uprawnionego, powołanego do danego działania. O niektórych takich recenzentach cudzych kompetencji wręcz myślę, że być może już siedzą po Boskiej prawicy – znając wieczną Prawdę, Dobro i Piękno bez pośrednictwa doczesnych namiastek – a chwilowo tylko goszczą na ziemskim padole, oddelegowani do tutejszego plebsu, by przekonać się, jak tenże niskiego jest poziomu i stanu…
Newmana pamiętam zupełnie inaczej – jako chrześcijańskiego miłośnika mądrości, oddanego Absolutowi, ale przy tym otwartego na prostotę ludzkiego doświadczania wiary, moralności i wiedzy. Ta chrześcijańska, ewangeliczna otwartość, czerpana choćby z jego Logiki wiary (tyt. oryg. An Essay in Aid of a Grammar of Assent, 1870), pozwala szanować człowieka kierującego się w działaniu własnym sumieniem i dostrzegać wagę okoliczności i procesów, jakie takim go ukształtowały. I pomaga zrozumieć, dlaczego zasoby bibliotek, muzeów i innych instytucji wysokiej kultury nie wystarczą, by same przez się kogokolwiek uczynić mądrym i dobrym.
[Wojciech E. Zieliński, Newman i prostomyślność, "Na Rozstajach", 2017, nr 1 (298), s. 12.]
Etykiety:
Benedykt XVI,
działanie,
edukacja,
etyka,
filozofia,
kultura,
Leon XIII,
moralność,
Na Rozstajach,
nauka,
Newman,
patriotyzm,
racjonalizm,
religia,
Skrzypczak,
sumienie,
wiara,
współczynnik humanistyczny
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Harcerstwo wolne i inne
Z dużym zainteresowaniem przeczytałem pracę magisterską p. Bartosza Zawiszy, zatytułowaną „Wolne Harcerstwo i jego wpływ na lewicowe nurty w ruchu harcerskim w dwudziestoleciu międzywojennym”, 2010 (dostępną pod adresami: http://wolneharcerstwo.prv.pl/ i http://lewicowo.pl/wolne-harcerstwo-i-jego-wplyw-na-lewicowe-nurty-w-ruchu-harcerskim-w-dwudziestoleciu-miedzywojennym/ ). Autor, instruktor ZHP, kierując się przekonaniem, „że każda praca powinna czemuś i komuś służyć” podjął ów bliski sobie temat mając na celu także jego użyteczność – upowszechnienie wiedzy „na temat Wolnego Harcerstwa i jego wpływu na myśl wychowawczą i ideową w dwudziestoleciu międzywojennym”. Prosty i zrozumiały język wypowiedzi dobrze temu celowi posłużył.
Niniejszym komentarzem, mając bardzo ograniczone doświadczenia własne związane z ruchem harcerskim, chciałbym zwrócić uwagę na pewne treści wyczytane z pracy, mające chyba charakter ponadczasowy – przynajmniej dla naszego, polskiego środowiska społeczno-kulturowego. Zastrzegam przy tym, że wybór, którego tu dokonuję, w żadnym stopniu nie stanowi reprezentatywnego przeglądu zawartości przedmiotowej pracy – w tym względzie Zainteresowanych odsyłam do lektury źródłowej i zawartych w niej archiwaliów. Uwagi zapisane poniżej, to jedynie zbiór kilku wypisów własnych, swego rodzaju luźnych notatek do dalszego wykorzystania, korespondujących jakoś z treścią interesującej mnie problematyki etycznej i socjologicznej, o której mowa w niniejszym blogu:
Więcej na temat harcerstwa i jego historii – zob. http://impulsoficyna.com.pl/katalog/kategoria,harcerstwo-historia,15,harcerstwo,0.
Zob. także http://impulsoficyna.com.pl/blog/2015/08/harcerstwo-wolne-i-inne.
Niniejszym komentarzem, mając bardzo ograniczone doświadczenia własne związane z ruchem harcerskim, chciałbym zwrócić uwagę na pewne treści wyczytane z pracy, mające chyba charakter ponadczasowy – przynajmniej dla naszego, polskiego środowiska społeczno-kulturowego. Zastrzegam przy tym, że wybór, którego tu dokonuję, w żadnym stopniu nie stanowi reprezentatywnego przeglądu zawartości przedmiotowej pracy – w tym względzie Zainteresowanych odsyłam do lektury źródłowej i zawartych w niej archiwaliów. Uwagi zapisane poniżej, to jedynie zbiór kilku wypisów własnych, swego rodzaju luźnych notatek do dalszego wykorzystania, korespondujących jakoś z treścią interesującej mnie problematyki etycznej i socjologicznej, o której mowa w niniejszym blogu:
- względnie łatwo nam działać wspólnotowo, gdy mamy jasno określonego i narodowo realnego wroga – gdy takowego brakuje, pojawiają się organizacyjne kłopoty, kłótliwość lub marazm, także w działalności wychowawczej
- wirus biurokratyzacji aktywności społecznej, choć wyraźnie niepożądany i powszechnie krytykowany, permanentnie i na różnych polach się reaktywuje – skłonność do mechanizowania pracy, swego rodzaju koszarowania jej wykonawców, akcyjnego szarżowania, gdy ‘robi się gorąco’, a w efekcie nierzadko organizacyjny bezwład, nie wiedzieć czemu ciągle biorą górę nad biurokratyczną powściągliwością i zdrowym rozsądkiem spokojnego działania (w Zakończeniu swojej pracy Autor napisał o harcerstwie, iż jest „nadal organizacją zbyt biurokratyzowaną, z przesadną ilością najróżniejszych regulaminów i instrukcji, które często miast ułatwiać, komplikują i utrudniają codzienną pracę wychowawczą”)
- niejedno środowisko porusza się najpewniej na „kółkach wzajemnej adoracji” – jakaż to mechanika sprawia, że te kółka się nie zużywają?!
- jednostki o rozwiniętym indywidualizmie własnym i wysokiej potrzebie samostanowienia, którym trudno lub wręcz niepodobna godzić się z otaczającą je dążnością do schematyzowania, okuwania wszelkich przejawów życia społecznego „w kajdany gotowych form organizacyjnych”, ciągle muszą szukać właściwego sobie ujścia dla swej chęci działania – kontestując mechanizmy zastane, skazują się na, co najmniej, obojętność ze strony otoczenia, ‘myślących jak trzeba’ konformistów i oportunistów, którym syte zadowolenie, spokój i beztroska codziennego funkcjonowania najzupełniej wystarczą, i którzy dzięki temu żadnej swej myślowej i duchowej niewoli nie odczuwają
- wrażliwość – zwyczajna, a więc wręcz chrystusowa – na ludzką biedę, słabość i krzywdę oraz dążność do ich usuwania, zawsze młody duchem (bo nie zawsze ciałem) bunt „przeciw brudowi, kłamstwu, złu”, przeciw wszelkiej nieprawości i krzywdzie, przeciw szarzyźnie i filisterstwu życia, przeciw ustawicznemu zginaniu głów, kompromisom z sobą i ze swoim sumieniem, przeciw „składaniu się w pół przed cudzymi bożkami”, przeciw „zimnym kalkulacjom bankierskim, […] fałszywej, podwójnej grze w polityce i w tajnej międzynarodowej dyplomacji”, i przeciw „prawu pieniądza, co miast prawa człowieka rządzi i dyktuje, zabija lub z łaski swej żyć pozwala” – to ciągle raczej domena moralności poszczególnych jednostek niż systemowa cecha zbiorowości i struktur
- niewykluczone, że „młodzież jest wszędzie materiałem przeznaczonym na żer armat” – tym łatwiejszym do wykorzystania, im mniej lub słabiej kształconym i samoświadomym; zarazem jest to przecież „materiał” plastyczny i chłonny – jak wygląda dziś wychowanie młodzieży?, czy pozbyło się już gorsetu politycznej poprawności, czy dopiero z nadzieją samodoskonalenia ten gorset zakłada?, wierzy w możliwość własnej apolityczności, czy się godzi z aksjologiczną nieobojętnością? – pytania takie można mnożyć, ale czy dopiero od ich rozstrzygnięcia zależy uznanie wartości przeświadczeń potocznych?; wszak coś takiego, jak chociażby życzliwość i otwartość na innych, gotowość uznania dobrych czynów, bohaterskich zachowań, godnych naśladowania inicjatyw – bez względu na to, czyjego są one autorstwa – ale też odwaga w obronie własnych, w dobrej wierze uznawanych racji, to chyba nadal pożądane ludzkie postawy i treści wychowania; a obok nich chyba również i takie: gotowość działania z wiarą, że można zmienić to, co zmiany wymaga, o ile, nie oglądając się na innych, sami zabieramy się do roboty; niezgoda na szarzyznę i malkontenctwo, na upatrywanie nieprzyjaciół we wszystkich wokół i na upatrywanie zła we wszystkim, co jest ‘nie po mojemu’; niezgoda także na ‘postawy skrótowe’: krzykliwy patriotyzm, bezmyślny kosmopolityzm, tchórzliwy klerykalizm, agresywny antyklerykalizm i tym podobne; gotowość sprzeciwu wobec dominacji przesądów, uprzedzeń, „ślepej wiary w niewiadomo skąd pochodzący dogmat, szablon i schemat” ludzkiego działania
- jeśli jest prawdą, że również dzisiaj, z rozmaitych względów wielu ludziom „coraz trudniej o śmiech, a coraz łatwiej o łzy”, bo nie brakuje znów krzywdzonych i opluwanych, i jeśli jest tak, że również dzisiaj wiele dzieci dojrzewa wcześniej niż inne, bo nie rozpieszcza ich życie, każąc wczesny udział brać w trudzie i niedoli starszych, to i nie dziwota, że również dzisiaj łatwy poklask znaleźć mogą rozmaite, nie tylko wychowawcze populizmy; tylko że ich zwalczanie w zarodku samo przez się nie rozwiąże źródłowych problemów; pisano niegdyś, że rewolucjonistą jest, kto „przed nikim i niczem nie ugnie głowy idąc obraną drogą, kto znaku nie odstąpi, kto z wzniesioną w górę głową kroczy wśród kamieniującego tłumu, w sobie samym szukając sprawdzianów prawdy, własne sumienie na sąd wzywając”, i kto przy tym „serce ma życzliwe i otwarte […] dla tych, którym rozpacz, nędza życia, brud i pięści uderzenia między oczy przychyliły ku ziemi głowę w beznadziei, […] kto nie ulęknie się wzniesionego noża opinii, komu nie straszna gilotyna dogmatu, kto […] idzie z jasnym i dobrym uśmiechem na ustach, a z zawziętością w oczach pod tejże społeczności razy, biczowanie, cierniem koronowanie” – owszem, jedni dostrzegą w tych słowach zapewne przede wszystkim nieznośny archaiczny patos, inni – wywrotowy populizm, jeszcze inni, być może, fałszywą wrażliwość; myślę jednak, że nie zabraknie również takich, którzy spojrzą zwyczajnie: tam, gdzie jest jakaś ludzka bieda i gdzie można coś zrobić, by tej biedzie zaradzić, zrobić to warto i zrobić to trzeba – tyle, że ‘rewolucjonizując’ ów znaczony nią ‘kawałek społecznego świata’, zapewne trzeba się będzie komuś narazić, a wspomniani wcześniej ‘syci zadowoleni’ raczej tu nie pomogą…
- napisano o harcerstwie, iż „będzie wtedy ludzkie, kiedy nędzę i krzywdy widzi i dostrzega. Chce i będzie przyczyniać się nie tylko do tego, aby ich skutki łagodzić, ale i przyczyny usuwać, aby coraz mądrzej, coraz sprawiedliwiej tę Polskę urządzać” – uwagi tutaj zebrane wiedzione są pożądaniem, by nie tylko harcerstwo, ale także rozmaite inne organizacje, instytucje i grupy społeczne wypracowywały taki właśnie ludzki charakter własnych aktywności; by nie ulegały ułudzie biurokratycznej fikcji własnej pracy, w tym także pracy wychowawczej.
Więcej na temat harcerstwa i jego historii – zob. http://impulsoficyna.com.pl/katalog/kategoria,harcerstwo-historia,15,harcerstwo,0.
Zob. także http://impulsoficyna.com.pl/blog/2015/08/harcerstwo-wolne-i-inne.
Etykiety:
aksjologia,
biurokracja,
dobro wspólne,
działanie,
edukacja,
etyka,
harcerstwo,
kultura,
moralność,
nauka,
patriotyzm,
personalizm,
racjonalizm,
realizm,
socjologia,
sumienie,
wychowanie,
Zawisza
środa, 4 grudnia 2013
Kiedy ludzie pytają
skąd u mnie tyle łagodności wobec Indian, a jednocześnie tyle twardości wobec własnego narodu, odpowiadam, że tam jestem gościem i nie mam prawa głosu, a tu mam OBOWIĄZKI, jako członek mojej społeczności, obowiązki, by ją wraz z innymi Polakami budować, a nie tylko obserwować. Indian obserwuję, Polskę współtworzę – na tym polega różnica. (Wojciech Cejrowski)
wtorek, 12 listopada 2013
Władza
(ub)olewa.
___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014
___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014
niedziela, 10 listopada 2013
Nauką, pracą, kolaboracją…
czym jeszcze narody się bogacą?
___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014
___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014
Etykiety:
aforystycznie,
dobro wspólne,
działanie,
edukacja,
etyka,
godność,
inteligencja,
kultura,
moralność,
nauka,
patriotyzm,
uniwersytet,
wychowanie
środa, 7 sierpnia 2013
Ze swoim sumieniem
Niezależnie od tego, czy jest się pielęgniarką, aktorem, biznesmenem czy sprzedawcą, powinno się postępować zgodnie ze swoim sumieniem i angażować się w życie publiczne jako obywatel, starając się walczyć o zachowanie określonych wartości. (Jerzy Zelnik)
Etykiety:
aksjologia,
dobro wspólne,
działanie,
edukacja,
etyka,
godność,
moralność,
od innych autorów,
patriotyzm,
sumienie,
wartość,
wychowanie,
Zelnik
środa, 3 lipca 2013
Na obrzeżu…
„W kolejnej części swojej pracy, Autor – sam będąc Kurpiem, który «ukorzenił» się nad morzem – pyta o bliskich sobie Kaszubów. Czy stanowią oni grupę regionalną, czy grupę etniczną? Wszak pierwsza ma tendencję do przekształcania się w drugą wtedy, gdy «zaczyna bardzo silnie akcentować swą niezależność w stosunku do innych grup, w tym do państwa czy narodu, w skład którego dotychczas wchodziła» (s. 98). Odpowiedź wyłania się z trudem – m.in. w oparciu o rzeczową analizę dyskusji nad statusem mowy kaszubskiej – ale jest jednoznaczna: «Kaszubi to grupa regionalna, tak jak właśnie Kurpie, jak Ślązacy czy Podhalanie wreszcie». Wiem – przyznaje Sopuch – «że nie wszyscy się ze mną zgodzą, że będą nadal szukali uzasadnień, iż kaszubska mowa to odrębny język, że będą dążyli, w imię tej odrębności, do stworzenia 'wysokiego stopnia organizacji politycznej' […]. Ale czy w ten sposób dążą do wspólnoty kulturowej, której na imię Polska? I czy nie zapomnieli o haśle ich wielkiego rodaka: 'Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski'?» (s. 106n)”.
Więcej w: Wojciech Zieliński, Rec.: Kazimierz Sopuch, Na obrzeżu. Studia z socjologii religii, antropologii kulturowej i regionalizmu, Łomża 2001; „Universitas Gedanensis”, R. 14, 2002, nr 2 (26), s. 129-135.
Więcej w: Wojciech Zieliński, Rec.: Kazimierz Sopuch, Na obrzeżu. Studia z socjologii religii, antropologii kulturowej i regionalizmu, Łomża 2001; „Universitas Gedanensis”, R. 14, 2002, nr 2 (26), s. 129-135.
piątek, 18 stycznia 2013
Wielką nauczycielką jest…
…historia Polski. Uczy, że dobrych celów nie można osiągnąć złymi środkami.
___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014
___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014
niedziela, 11 listopada 2012
Marsz Niepodległości
w Warszawie – wobec rozmaitych, pobożnożyczeniowych kazań o jedności, tu i ówdzie wygłaszanych przez sprawujących świecką i religijną władzę, społecznych, jak się zdaje, ignorantów – napawa nadzieją, że z naszym przywiązaniem do wolności nie jest jeszcze najgorzej, i przekonaniem, że trudna historia Polski to nie tylko sprawa przeszłości.
niedziela, 11 marca 2012
W sprawie Spółdzielczych Mediów WNET
[Zob. Spółdzielcze Media WNET]
Podjętej inicjatywie życzę jak najlepiej i tylko żałuję, że nie jesteście Państwo bliżej […]. Patrząc z dystansu […] mam wątpliwości, m.in. dot. tego, co napisał Pan w jednym z listów:
„Wyobraźmy sobie, że każdy z Państwa skutecznie zaprosi trzech kolejnych spółdzielców. Przyjmijmy, że osoba zaproszona w jednym miesiącu, przystępuje w kolejnym. 479 spółdzielców przystępujących w lutym zaprasza 1.437 osób, które przystępują w kwietniu. Ta grupa zaprasza łącznie 4.311 nowych, którzy przystępują w czerwcu. I tak dalej. 4.311 spółdzielców zaprasza 12.933. Następnie 12.933 zaprasza 38.799, a 38.799 zaprasza 116.397. W ten sposób na koniec roku mamy 174.356 spółdzielców”.
Napiszę wprost, ale proszę się nie obrażać: to nie jest realistyczne podejście! A przecież ‘praktyczny realizm’ (zob. T. Kotarbiński) jest tu chyba także potrzebny. To, co możliwe było w Banku Grameen, nie ma bezpośredniego przełożenia na ideę mediów WNET, choćby dlatego, że zaspokajanie zupełnie innego rodzaju potrzeb charakteryzuje obie te inicjatywy.
Oczywiście ‘nie odkrywam tu Ameryki’ i powyższe Państwo doskonale wiedzą. Zaś, jeżeli ta zacytowana ‘wyliczanka’ nie była całkiem ‘na poważnie’, a jedynie tak ‘ku zachęcie i pokrzepieniu’, to też proszę nie mieć mi za złe, że mnie raczej swą niepowagą zaniepokoiła. (Ubocznym skutkiem takiej zachęty może być pozyskanie osób, których poza zarobkiem nic nie interesuje, a to raczej marny fundament dla wolnych mediów). […] (W dzisiejszym wielorako podzielonym polskim społeczeństwie zjednoczenie dużej liczby osób wokół ‘projektu pozytywnego’ to sztuka nie lada).
[Zob. także: Razem tworzymy nowe media w Polsce].
Podjętej inicjatywie życzę jak najlepiej i tylko żałuję, że nie jesteście Państwo bliżej […]. Patrząc z dystansu […] mam wątpliwości, m.in. dot. tego, co napisał Pan w jednym z listów:
„Wyobraźmy sobie, że każdy z Państwa skutecznie zaprosi trzech kolejnych spółdzielców. Przyjmijmy, że osoba zaproszona w jednym miesiącu, przystępuje w kolejnym. 479 spółdzielców przystępujących w lutym zaprasza 1.437 osób, które przystępują w kwietniu. Ta grupa zaprasza łącznie 4.311 nowych, którzy przystępują w czerwcu. I tak dalej. 4.311 spółdzielców zaprasza 12.933. Następnie 12.933 zaprasza 38.799, a 38.799 zaprasza 116.397. W ten sposób na koniec roku mamy 174.356 spółdzielców”.
Napiszę wprost, ale proszę się nie obrażać: to nie jest realistyczne podejście! A przecież ‘praktyczny realizm’ (zob. T. Kotarbiński) jest tu chyba także potrzebny. To, co możliwe było w Banku Grameen, nie ma bezpośredniego przełożenia na ideę mediów WNET, choćby dlatego, że zaspokajanie zupełnie innego rodzaju potrzeb charakteryzuje obie te inicjatywy.
Oczywiście ‘nie odkrywam tu Ameryki’ i powyższe Państwo doskonale wiedzą. Zaś, jeżeli ta zacytowana ‘wyliczanka’ nie była całkiem ‘na poważnie’, a jedynie tak ‘ku zachęcie i pokrzepieniu’, to też proszę nie mieć mi za złe, że mnie raczej swą niepowagą zaniepokoiła. (Ubocznym skutkiem takiej zachęty może być pozyskanie osób, których poza zarobkiem nic nie interesuje, a to raczej marny fundament dla wolnych mediów). […] (W dzisiejszym wielorako podzielonym polskim społeczeństwie zjednoczenie dużej liczby osób wokół ‘projektu pozytywnego’ to sztuka nie lada).
[Zob. także: Razem tworzymy nowe media w Polsce].
Subskrybuj:
Posty (Atom)

