Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2020

Z mojego listu do Jana…(6)

Dzięki i gratuluję szekspirowskiej publikacji!
[Reminiscencje Festiwalowe. 23. Festiwal Szekspirowski, https://pl-pl.facebook.com/PolskieTowarzystwoSzekspirowskie/]

Później może trochę więcej poczytam, tymczasem przejrzałem zdjęcia. Jednak wizualnie nie pociąga mnie taka sztuka anatomiczno-fizjologiczna, a jako ignorant mam swobodę opinii. W czasach, gdy fotografia teatralna była mniej precyzyjna, nie trzeba było oglądać choćby śliny i pryszczy aktorów.

Serdeczności

środa, 30 sierpnia 2017

Zapiski pokonkursowe (2)

Podobnie jak poprzednim razem [zob. tutaj], również w bieżącym roku miałem zaszczyt uczestniczyć w organizowanym przez Instytut Tertio Millennio Konkursie Papieskim – przewodnicząc w regionie gdańskim jego komisji finałowej, co miało miejsce w sobotę 3 czerwca b.r. w Domu Parafialnym Świętego Brunona przy Parafii Archikatedralnej pw. Trójcy Świętej w Gdańsku. Motywem wiodącym tegorocznej, XIII edycji Konkursu był „Patriotyzm Karola Wojtyły, 1920-2005”; uczestnikom zaproponowano do pisemnego opracowania następujące trzy tematy i zestawy związanych z nimi lektur:

(1) Czym – według Jana Pawła II – jest patriotyzm i w czym – Twoim zdaniem – najbardziej przejawiał się on w działaniu Papieża z Polski? (Jan Paweł II, Apel Jasnogórski z młodzieżą – Częstochowa 18 czerwca 1983; Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Kraków 2005); (2) Jakie najważniejsze wskazania dla Rodaków skierował Jan Paweł II w katechezach na temat Dekalogu, wygłoszonych podczas swej pielgrzymki do Polski w 1991 roku? (Jan Paweł II, Homilia podczas Mszy św. odprawionej przy kościele Świętego Ducha – Koszalin 1 czerwca 1991; Jan Paweł II, Msza św. w Parku Agrykola. Beatyfikacja O. Rafała Chylińskiego – Warszawa 9 czerwca 1991); (3) Jaki fragment nauczania Jana Pawła II i dlaczego uważasz za najważniejszy dla Polski A.D. 2017? (J. Poniewierski /red./, Jan Paweł II: pielgrzymki do ojczyzny 1979, 1983, 1987, 1991, 1995, 1997, 1999, 2002. Przemówienia i homilie, Kraków 2015; M. Zięba, Niezwykły pontyfikat, Kraków 1997). Z grona pięciorga finalistów naszego regionu – uczniów szkół ponadgimnazjalnych z Chojnic, Lubawy, Pelplina, Przodkowa i Starogardu Gdańskiego – jedna osoba wybrała drugi, a cztery pozostałe pierwszy z wyżej wymienionych tematów.

Paweł Łukowski napisał o roku 1991, przypominając ówczesne nauczanie Jana Pawła II, nawiązujące do treści ósmego przykazania Dekalogu: „Każdy z nas ma prawo do prawdy, dzięki której czujemy się wolni. Ważne jest natomiast, że kiedy głosimy prawdę musimy liczyć się z jej konsekwencjami oraz z tym, że musi być ona głoszona przez miłość do drugiego człowieka. Właśnie dlatego na zakończenie papież mówił nam, że czeka przed nami wielka praca nad mową jaką się posługujemy”.

Martyna Kosiedowska przywołała papieską refleksję nad imieniem „Polska”, które to imię nas, Polaków określa i zobowiązuje, a przy tym niewątpliwie kosztuje, i przypomniała, że „to jak ludzie się zachowują, oznacza też ich stosunek do kraju”: „Nie możemy się porównywać do innych narodów, ponieważ my mamy swą jedność, swój patriotyzm i godność […] nasz patriotyzm i nasza wiara łączą się ze sobą i razem tworzą jedność. […] Dzięki Janowi Pawłowi II my, w szczególności, młodzi ludzie możemy walczyć i być dumni ze swojego kraju”.

Magdalena Szczepańska napisała, że Ojciec Święty Jan Paweł II, pozostając przecież polskim patriotą, w pewnym sensie „był patriotą każdego narodu. Zawsze stawał w obronie najsłabszych i podkreślał ich jednakowe prawo do ojczyzny”. Jego wizja patriotyzmu była bowiem „pełna chrześcijańskiej koncepcji człowieka” i przekonania, że „umiłowanie ojczyzny niemożliwe jest bez pracy, szacunku dla niej i człowieka pracującego”.

Jerzy Dziemiński zakończył swoją pracę następująco: „Moim zdaniem patriotyzm u Jana Pawła II przejawiał się w umiłowaniu literatury, kultury, historii ojczyzny. Łączył się w jedną całość z miłością do ojczyzny i wiarą, która rzuca nadprzyrodzone spojrzenie na ziemskie dzieje. Postawa Papieża, działanie i słowa są dla mnie najlepszym przykładem i wzorem, z którego chcę uczyć się patriotyzmu. Bóg, honor, ojczyzna – słynna maksyma – ukazuje, że te trzy wartości łączą się w jedno i pomagają zrozumieć patriotyzm, ale także pomagają odnaleźć swoje miejsce w ojczyźnie”.

Zwycięzcą tegorocznego Konkursu Papieskiego w naszym regionie został Damian Szymański, który w swojej pracy napisał m.in.: „Żyjemy w czasach, w których pojęcie patriotyzmu i tradycyjnych wartości coraz częściej odchodzi w niepamięć. Ludziom żyje się coraz lepiej i wygodniej. Zapomina się o dziedzictwie pozostawionym nam przez poprzednie pokolenia. Zanika w nas świadomość kim jesteśmy. Wielu ludzi nazywa się Europejczykami, «obywatelami świata». Patriotyzm uważa się za sen minionych dziejów, coś zbędnego. Jednak teraz, w XXI wieku hasło to powinno być żywsze niż kiedykolwiek, zwłaszcza dlatego, że Europa wraca do epoki skrajności, podobnej do tej sprzed II wojny światowej. […] Fakt szczególnego pogłębienia kryzysu społecznego w XX wieku zauważył Jan Paweł II, który przez cały swój pontyfikat wskazywał na dialog i zrozumienie. Szukał tego, co łączy. Budował mosty. Uczył, że trzeba rozmawiać, ale przede wszystkim słuchać, co też czynił całym swoim życiem poprzez otwartość na drugiego człowieka”.

Podsumowując dla TVP3 Gdańsk konkursowe zmagania finalistów, powiedziałem: „To jest ich mocowanie się także z tą materią pojęciową, którą lepiej lub gorzej rozmaici uczestnicy konkursu też przestudiowali i o której mówili, ale to jest także jakieś mocowanie się z emocjami, związanymi z tym, o czym pisali; bo patriotyzm jednak jest zagadnieniem żywym, a w ostatnich czasach bardzo mocno też ożywianym na różnych polach”…

[Wojciech E. Zieliński, Zapiski pokonkursowe (2), "Na Rozstajach", 2017, nr 7-8 (304), s. 12.]


Relacje w mediach:

https://plus.google.com/+WojciechEdmundZieli%C5%84ski/posts/cozUmHJByGU

https://plus.google.com/+WojciechEdmundZieli%C5%84ski/posts/ahnQzFAvTdZ

sobota, 27 sierpnia 2016

Zapiski pokonkursowe

W sobotę 14 maja 2016 r. w Ratuszu Głównego Miasta w Gdańsku miałem przyjemność i zaszczyt przewodniczyć komisji finałowej XII Edycji Konkursu Papieskiego 2016. Tytuł edycji –„Moje Westerplatte” – nawiązywał do słów św. Jana Pawła II, wypowiedzianych 12 czerwca 1987 r. w homilii na Westerplatte. Wówczas Papież mówił:

„Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych”.

Konkurs Papieski – informuje Organizator na stronie internetowej (http://konkurspapieski.pl/) – „to największy w Polsce konkurs dotyczący wiedzy o życiu i nauczaniu Jana Pawła II. Projekt ten realizowany przez Instytut Tertio Milennio od przeszło 12 lat, z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością wśród młodzieży. Głównym celem tej inicjatywy jest rozpowszechnianie bogactwa myśli i czynu papieża Jana Pawła II wśród młodzieży szkół ponadgimnazjalnych. Konkurs Papieski kształtuje twórcze myślenie, stwarza możliwość skonfrontowania własnych przekonań z przesłaniem papieża Polaka. Jest więc zaproszeniem do rozpoczęcia głębszych studiów nad myślą Jana Pawła II oraz pogłębiania wiedzy z zakresu katolickiej nauki społecznej”.

Do finału w regionie gdańskim zakwalifikowało się pięć osób – uczniów z Działdowa, Pelplina, Starogardu Gdańskiego i Gdańska. Ich ostatnim konkursowym zadaniem była obrona esejów, napisanych na jeden z wybranych tematów. Troje autorów odpowiadało na pytanie Czym w swej istocie – według Jana Pawła II – jest ojcostwo?, dwoje zaś – na pytanie Jaki – według Jana Pawła II – jest sens ludzkiego cierpienia? Poniżej zamieszczam parę uwag wypisanych z prac finalistów.

„Ogromną wartość ma doświadczenie cierpienia ofiarowanego za drugiego człowieka. W szpitalach, domach opieki i hospicjach nieraz marnuje się tak wiele łask, które mogłyby zasilić skarbiec Kościoła. Wielu ludzi cierpiąc złorzeczy i przeklina, a krzyż dźwigany z Chrystusem jest lżejszy. Są też matki, które niewypowiedziany ból rodzenia ofiarowują w intencji przychodzącego na świat dziecka. […] Podkreślając niewinność Hioba i zdanie się na wolę Boga, Karol Wojtyła dodawał swoim współczesnym otuchy i nadziei, że Bóg, dopuszczając zło jako konsekwencję wolnej woli człowieka, jest zawsze obecny w jego cierpieniu i nie pozostawia w samotności” (Paweł Wiecki). „Bólu i cierpienia nie można zdefiniować i określić, ponieważ każdy człowiek cierpi inaczej. Na świecie cierpienie i ból towarzyszą ludziom od zawsze i choć człowiek jest świadomy, że taki stan przybliża go do Boga, to z ludzkiego punktu widzenia jest przerażający. […] Powinniśmy przypatrywać się cierpiącemu Chrystusowi i uczyć się od niego pokory i cichości. […] Sensu ludzkiego cierpienia nie zrozumiemy do końca, jeżeli nie oddamy się całkowicie Bożej miłości i nie odnajdziemy jego źródła w Krzyżu Chrystusa” (Angelika Żmijewska).

„W adhortacji Familiaris consortio Jan Paweł II podkreśla, że «miejsce i zadania ojca w rodzinie i dla rodziny mają wagę jedyną i niezastąpioną». Do tych słów ośmieliłbym się dodać twierdzenie: aby uzdrowić współczesną rodzinę, zwłaszcza rodzinę polską, trzeba przywrócić autorytet ojca w rodzinie. Brak autorytetu utrudnia, a niekiedy wręcz uniemożliwia mężczyźnie spełnienie jego roli jako męża i ojca, a przede wszystkim przekreśla funkcję wychowawczą ojca wobec dzieci. Jest to jedna z podstawowych przyczyn utraty tożsamości przez współczesnego mężczyznę” (Jerzy Dziemiński). „Konkludując, […]. Po pierwsze, za przykładem św. Józefa, ojcowie powinni złożyć z siebie bezinteresowny dar, ofiarować dzieciom swe życie oraz pracę, a także zadbać o ich bezpieczeństwo. Po drugie, muszą oni przykładem swojego życia, nauczyć dzieci podstawowych wartości i miłości do Pana Boga. W końcu po trzecie, ale i najważniejsze: ojcowie zobowiązani są do obdarowywania swego potomstwa miłością, która (tak jak wszystko) pochodzi od Boga. Krótko, ale też mniej serio mówiąc, każdy tata powinien zrobić wszystko, aby pewnego dnia nie dostać od swojej żony SMS-a o tej samej treści, co ojciec z pewnego dowcipu: «Odbierz dziecko z przedszkola. Ono samo Cię rozpozna»” (Katarzyna Lewicka).

Zwyciężczynią Konkursu w regionie Gdańskim została Justyna Kubat, która swój esej rozpoczęła słowami: „Ojcostwo. W czasach, w których obecnie żyjemy, to słowo najczęściej pojawia się w kontekście przeprowadzania testów DNA mających na celu ustalenie, czy wskazany przez kobietę mężczyzna jest rodzicem danego dziecka”…

[Wojciech E. Zieliński, Zapiski pokonkursowe, "Na Rozstajach", 2016, nr 7-8 (293), s. 12.]


Relacje prasowe:

http://gdansk.gosc.pl/doc/3155640.Specjalisci-od-papieza-Polaka

http://gdansk.gosc.pl/gal/pokaz/3155837.Final-XII-Konkursu-Papieskiego-w-Gdansku

sobota, 18 czerwca 2016

Tekst, który się nie ukazał

Poniżej zamieszczam tekst, na którego publikację w "Na Rozstajach" - mimo przychylności Redakcji - nie zgodził się kościelny opiekun pisma. 



Przodem do elit

Śp. Abpa Tadeusza Gocłowskiego zapamiętałem niejednoznacznie, co zapewne znaczy: zwyczajnie. Choć przy rozmaitych okazjach widywałem go bezpośrednio, to bodajże chyba tylko dwukrotnie miałem sposobność zamienić z nim kilka słów. Obydwa te spotkania były ledwie epizodyczne.

Jedno miało miejsce w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych minionego wieku, gdy w ramach ówczesnych swoich aktywności byłem zaangażowany w prace II Polskiego Synodu Plenarnego, na poziomie lokalnego zespołu synodalnego. Wychodząc z jakiegoś spotkania, które wówczas odbywało się w gdańskiej Kurii, poklepany po ramieniu przez biskupa Tadeusza usłyszałem słowa zachęty do pracy i zapewnienie, że właśnie młodych ludzi Kościołowi potrzeba. Nie pamiętam, co konkretnie wówczas odpowiedziałem, ale wiem, że była to odpowiedź tylko kurtuazyjna – nabierałem bowiem coraz wyraźniejszego przekonania, że władze kościelne, owszem, potrzebują ludzi świeckich chętnych do pracy, ale pod warunkiem, że ci ostatni znają swoje miejsce w szeregu i posłusznie wykonują powierzone zadania. Tymczasem posłuszeństwo, zwłaszcza w myśleniu, nigdy nie było moją mocną stroną.

Drugie, osobiste spotkanie z Metropolitą miało miejsce kilkanaście lat później, gdy moi rodzice, wespół z innymi podobnymi parami, obchodzili 40. rocznicę ślubu. Po wyjściu z kościoła robiliśmy sobie pamiątkowe, rodzinne zdjęcie i oto nagle …podbiegł do nas Ksiądz Arcybiskup, wcześniej celebrujący Mszę św., a teraz chcący znaleźć się również na zdjęciu. Tu już nie było kurtuazji, tylko zwykła ludzka serdeczność, wymiana paru ciepłych słów i dobrych życzeń, oraz radość z tak nieoczekiwanego bezpośredniego zetknięcia, zwieńczonego wspólną fotografią. Gdy zatem dzisiaj słyszę rozmaite osoby wspominające wielką życzliwość abpa Gocłowskiego, okazywaną w bezpośrednich relacjach z ludźmi, chyba wiem o czym mowa.

Jest jednak druga strona rzeczonej pamięci.

W nocie okolicznościowej, zamieszczonej na internetowej stronie Archidiecezji Gdańskiej, czytam między innymi, że Arcybiskup Tadeusz Gocłowski „postanowieniem prezydenta RP Bronisława Komorowskiego z 9 listopada 2011 roku został odznaczony Orderem Orła Białego. W 2006 roku otrzymał Złoty Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis, przyznany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W 2003 r. został laureatem Medalu Świętego Brata Alberta. W 2008 r. otrzymał Honorowe Wyróżnienie za Zasługi dla Województwa Pomorskiego. […] Przez lata swojej posługi, jako kapłan i biskup, wniósł ogromny wkład w formację intelektualną oraz duchową wielu kapłanów i ludzi świeckich. Niestrudzenie i z wielkim oddaniem służył wiernym najpierw Diecezji, a później Archidiecezji Gdańskiej. Dbał o kontakt ze światem nauki, kultury i środowiskami twórczymi, był opiekunem wielu ważnych inicjatyw społecznych. Jako Arcybiskup Emeryt, do ostatnich chwil pełnił posługę pasterską w Archidiecezji Gdańskiej”… I czytając powyższe przychodzi mi na myśl już nie ten prywatnie życzliwy człowiek, ale kościelny hierarcha, postać publiczna, bardzo ważna osoba, VIP.

We wspomnieniu odżywa jakaś nuta pretensji. O co? O moim zdaniem wyraźne opowiedzenie się Metropolity w przestrzeni publicznej po stronie elit, niewyraźne zaś po stronie krytycznego wobec nich społeczeństwa. Może czegoś w Ewangelii lub innych częściach Pisma Świętego nie doczytałem, ale jakoś nie przypominam sobie Chrystusa brylującego po współczesnych Mu salonach władzy… A ponieważ bliskie mi jest przekonanie, że elity w praktyce nigdy nie można odróżnić od kliki (Karl R. Popper), oczekiwałbym od kościelnego hierarchy, który chce pozostać człowiekiem bożym, dużego dystansu wobec osób i środowisk, chętnie korzystających zarówno z własnej elitarności, jak i ze znajomości z takim właśnie hierarchą. Do tego jednak potrzeba dużej pokory wobec prostomyślności maluczkich i swoistej odporności na pokusy bycia hołubionym przez podmioty wpływowe.

Nie wykluczam wszelako, że to moje wspomnienie Metropolity VIP-a jest mocno skrzywione przez oddziaływanie lokalnych mediów, chętnie podkreślających swe opiniotwórcze walory. (A jeśli tak, z tym większym dystansem należy traktować poczynione tutaj uwagi). W minionych latach niejednokrotnie bowiem odnosiłem wrażenie, że niektórzy dziennikarze tych mediów, występują w dziwacznej roli rzeczników lokalnej władzy – przeciw, swoją drogą słabej wobec niej, opozycji – szczycąc się przy tym duchowym patronatem lokalnego biskupa. Mam nadzieję, że to fatalne wrażenie pomieszania ról podmiotów wpływowych i zawłaszczenia wizerunku kościelnego hierarchy jest jednak bezprzedmiotowe.

sobota, 29 grudnia 2012

Z mojego listu do Ewy…

w Gdańsku brakuje mi takich roboczych dyskusji filozoficznych. Przeważa dążenie do organizowania hucznych imprez z dużą frekwencją. Nawet w Towarzystwie, któremu do niedawna prezesowałem, zwyciężyła ta nieszczęsna optyka. A ubolewam nad tym, ponieważ w moim przekonaniu – wbrew medialnym itp. pozorom – jest ona źródłem filozoficznej i kulturowej stagnacji, marazmu, zapaści itp. Zamiast rozwijać własny potencjał w toku krytycznej dyskusji zagadnień, podejmowanych, owszem, z udziałem wszystkich zainteresowanych, ale bez zbędnych kompleksów, środowisko lokalne ochoczo konsumuje jedynie rozmaite głośne ‘produkty z importu’. A te nierzadko budzą zażenowanie swoją bylejakością, wtórnością itp. Wszak niejeden ‘ważny autor’ przyjeżdża do nas merytorycznie nieprzygotowany, ale najpewniej przeświadczony, że ta ‘gdańska gawiedź’ i tak mu pięknie zaklaszcze.

piątek, 10 września 2010

Klapa z importu

Kiedy w programie Radia Gdańsk (Agnieszka Michajłow, Rozmowa kontrolowana, czwartek, 9 września 2010 r., godz. 8:40) z ust prezydenta Pawła Adamowicza usłyszałem, że kulminacyjny punkt uroczystości związanych z 30-leciem „Solidarności”: widowisko Roberta Wilsona Twój anioł Wolność ma na imię (31 sierpnia 2010 r. w Stoczni Gdańskiej), to „kompletna klapa, kompletna klęska”, dwie kwestie przyszły mi na myśl: (1) brak dystansu i krytycyzmu, z jakim witani bywają u nas rozmaici twórcy i nauczyciele kultury z importu (zakładam, że określenia „u nas” wstydzić się nie muszę), oraz (2) społeczno-instytucjonalne (u)sytuowanie przedstawicieli stanu duchownego. Nie wiedzieć czemu, zakonnik spotykany przy konfesjonale jest dla mnie nadal bardziej przekonujący niż ojcowie-dyrektorzy wielkich instytucji…