chronione przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tolerancja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tolerancja. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 6 grudnia 2022
poniedziałek, 25 kwietnia 2022
Zwyczajna tolerancyjność, czyli niezwalczanie tego, czego samemu
się nie popiera… Czy to sztuka dla wielu wprost nieosiągalna?
Etykiety:
aforystycznie,
dobro wspólne,
działanie,
edukacja,
etyka,
filozofia,
kultura,
moralność,
nauka,
pedagogika,
socjologia,
tolerancja,
uniwersytet
poniedziałek, 23 listopada 2020
Z mojego listu do Studenta (5)
Chyba ma Pan rację – pojęcie złotego środka jest idealistyczne, zapewne jak szereg innych pojęć o podobnym charakterze. Tym, który ów złoty środek w pełni, zawsze itd. osiąga jest, może być, chyba tylko Absolut. A można by chyba rzec także, że tenże Absolut/Bóg sam jest właśnie Złotym Środkiem!😊… Myślę, że na poziomie ludzkiego życia, działania człowieka w świecie itp., nie ma sprzeczności pomiędzy (a) możliwością permanentnego dążenia do złotego środka, właściwej miary postępowania itp., a (b) opowiadaniem się za wartościami, które określają daną stronę barykady… Oczywiście jest w tym jakiś paradoks i trudność, ale Stwórca przecież nie obiecywał, że będzie łatwo😃… Myślę, że powyższe dobrze oddaje postawa/zasada, którą przywołałem kiedyś, rozpoczynając pisanie w blogu: https://wojciechzielinski.blogspot.com/2010/09/deklaracja-na-powitanie.html …
[…]
Idealistyczne jest również wspomniane przez Pana pojęcie równości, przy czym, to co dzisiaj się z nim wyprawia – w rejestrach politycznej poprawności itp. – sprawia, że rozmaite barykady między ludźmi rosną coraz wyżej, a przy tym eskalują emocje, zanika wola otwartej rozmowy, wzajemnego wysłuchiwania racji itp. (rysunkowo tutaj😊: https://wojciechzielinski.blogspot.com/2015/01/blog-post_15.html ). Pojęcie kompromisu bywa również nadużywane, gdy np. staje się medialną itp. przykrywką dla faktycznej dominacji jednej ze stron. Swego czasu narysowałem to tak: https://wojciechzielinski.blogspot.com/2013/12/blog-post.html …
sobota, 31 października 2020
Z mojego listu do PTS (4)
Szanowna Pani, Szanowni Państwo,
Z zadowoleniem przyjmuję – wyrażone 27 października 2020 r. – stanowisko Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego (https://pts.org.pl/stanowisko-zarzadu-glownego/), ponieważ ono pozwala m.in. racjonalizować wydatki w okresie pandemii. Oto bowiem, zmobilizowany – choć z opóźnieniem, za które przepraszam – opłaciłem tegoroczną składkę członkowską, a niniejszym informuję, że kolejnych składek już opłacać nie będę, ponieważ rezygnuję z dalszej przynależności do PTS.
Do PTS wstąpiłem w 2002 roku, traktując je jako towarzystwo naukowe, i do dzisiaj cenię sobie możliwość i doświadczenie owej niemal dwudziestoletniej przynależności. Ponieważ jednak w ostatnich latach Zarząd Główny PTS coraz częściej sprawia na mnie wrażenie stronnictwa światopoglądowego lub wręcz politycznego – robiąc dokładnie to, przed czym Kodeks Etyki Socjologa, eksponowany na stronie PTS przestrzega w punkcie 40.; cyt.: „Socjologowie powinni zachować szczególną ostrożność w wyrażaniu poglądów w bieżących sprawach politycznych, gdyż wpływ własnych preferencji społecznych na wygłaszane opinie może być silny” (https://pts.org.pl/wp-content/uploads/2016/04/kodeks.pdf) – nie widzę uzasadnienia dla dalszego mojego pozostawania pod takim zarządem.
Życzę Państwu wszystkiego dobrego w dalszej działalności – wszystkiego dobrego dla naszego dobra wspólnego! – i zapewniam, że są to życzenia szczere, bo kierowane zasadą, która jest mi bardzo bliska: „ja mogę się mylić, ty możesz mieć rację, i wspólnym wysiłkiem możemy zbliżyć się do prawdy” (Karl R. Popper).
Z poważaniem,
Wojciech E. Zieliński
Oddział Gdański PTS
Etykiety:
dobro wspólne,
działanie,
edukacja,
etos,
etyka,
kultura,
moralność,
nauka,
pluralizm,
racjonalizm,
realizm,
socjologia,
solidarność,
tolerancja,
wydarzenia,
z mojego listu
piątek, 30 października 2020
Czy to prawda, że gdyby aborcja nie była
w żaden sposób – również przez sumienie – ograniczana, to w obronie prawa do niej nie byłoby komu manifestować na ulicach?
Etykiety:
aforystycznie,
aksjologia,
autonomia,
dobro wspólne,
działanie,
edukacja,
etyka,
moralność,
sumienie,
tolerancja,
wychowanie,
wydarzenia
piątek, 19 czerwca 2020
Chrześcijan można poniewierać, bo za zło
własnym złem nie odpłacą… Ot, i taka pośród ludzi różnica.
Etykiety:
aforystycznie,
aksjologia,
działanie,
edukacja,
etos,
etyka,
godność,
Kościół,
moralność,
personalizm,
religia,
sumienie,
teologia,
tolerancja,
wiara,
wychowanie
środa, 26 lipca 2017
Zarząd znowu się wypowiedział
Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Socjologicznego właśnie ogłosił swoje stanowisko „wobec ostatnich wydarzeń politycznych i społecznych w Polsce”. W dokumencie można przeczytać, że niepokój Zarządu budzą następujące sprawy:
1) zniechęcenie do funkcjonowania demokracji w Polsce
2) złe funkcjonowanie mediów
3) niszczenie zaufania obywateli wobec instytucji demokratycznego państwa prawa
4) używanie języka wykluczającego oponentów ze wspólnoty politycznej
5) stanowienie prawa w warunkach utrudniających społeczną i obywatelską kontrolę.
O tym, że takie stanowisko zostało ogłoszone dowiedziałem się z maila wysłanego z Biura PTS we wtorek, 25 lipca b.r., przy czym dokument opatrzony jest datą 24 lipca 2017 r., a tekst sugeruje, że powstał jeszcze przed poniedziałkowymi rozstrzygnięciami Prezydenta RP w sprawie trzech tzw. ustaw sądowych. W zakończeniu napisano bowiem „że – niezależnie od treści szczegółowych rozstrzygnięć prawnych, jakie zostaną powzięte – praktyki takie [jak ww.] prowadzą i prowadzić będą do negatywnych dla ładu społecznego skutków społecznych”. (Całość oświadczenia można przeczytać tutaj).
W związku z powyższym, na trzy kwestie chciałbym zwrócić uwagę:
(1) dobrze się stało, że Zarząd Główny PTS przestał przypisywać swoim oświadczeniom charakter opinii reprezentatywnych dla całego PTS (o szerszym zakresie nie wspominając) – a przypomnę, że swego rodzaju niechlubne szczyty nieskromności w tym względzie osiągnął chyba w roku 2015, wydając oświadczenie, do którego odniosłem się tutaj i tutaj
(2) rozumiem i szanuję zaniepokojenie ZG bieżącymi sprawami publicznymi, ale gdy czytam, że wyraża „sprzeciw wobec klimatu społecznego, jaki budowany jest wokół sprawy reformy Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa”, to nie mam pewności, na co położony jest tutaj akcent: czy na (a) sam klimat, czy na (b) jego budowanie
(ad b) jeśli bowiem chodzi tu o budowanie klimatu, to następne zdanie oświadczenia niestety znowu – jak to już miało miejsce we wcześniejszej aktywności ZG PTS – wskazuje na jednostronność wyrażanego poglądu; czytamy bowiem: „Proponowane zmiany, a w tym ustawy o ustroju sądów powszechnych, mogą prowadzić nie tylko do poddania polskich sądów politycznej kontroli tylko jednej partii, ale także podważyć fundamentalne założenia ustrojowe zapisane w Konstytucji RP dotyczące trójpodziału władzy”…; cóż, z lektury całego dokumentu wnioskuję, że zdaniem ZG za proponowanymi zmianami nie przemawiają żadne racje na tyle istotne, by w przedmiotowym oświadczeniu należało o nich napisać, a wpływ na zły klimat wokół planowanych reform ma tylko strona je promująca; jeśli miałoby to oznaczać, że po stronie parlamentarnych i pozaparlamentarnych kontestatorów zmian ZG PTS widzi tylko owo, przysłowiowe już, ‘samo dobro’, to niewątpliwie warto byłoby ponownie – właśnie w kontekście wydanego oświadczenia – zastanowić się, co pojęcie kompetencji socjologicznej oznacza dzisiaj i jakie konsekwencje w stosowaniu jego określonego rozumienia rysują się w kształceniu socjologów i wynikają dla życia społecznego (zob. m.in. tutaj)
(ad a) jeśli zaś sprzeciw ZG wyrażony jest wobec samego klimatu społecznego, to cóż, ja też wyrażam zdecydowany sprzeciw wobec faktu, że oto jest środek lata, a ciągle leje…
(3) w oświadczeniu napisano „Zwracamy także uwagę na sprawy, które w nas – jako socjologach, socjolożkach i obywatelach, obywatelkach tego kraju – wywołują obawy dotyczące kondycji społeczeństwa polskiego i jakości relacji władza-obywatele”…; jeśli dobrze rozumiem, częste dziś w niektórych środowiskach używanie podobnych formuł: „socjologach, socjolożkach i obywatelach, obywatelkach” itp. itd., opiera się m.in. na jakichś wnioskach lub zaleceniach czerpanych z najnowszej literatury naukowej (przy okazji zob. tutaj), jednak chciałbym zauważyć, że takowe zdaje się być wyrazem postawy dyskryminującej, a może wręcz wyrazem swego rodzaju milczącej mowy nienawiści kierowanej pod adresem rodzaju nijakiego… Czy można to dłużej tolerować?
1) zniechęcenie do funkcjonowania demokracji w Polsce
2) złe funkcjonowanie mediów
3) niszczenie zaufania obywateli wobec instytucji demokratycznego państwa prawa
4) używanie języka wykluczającego oponentów ze wspólnoty politycznej
5) stanowienie prawa w warunkach utrudniających społeczną i obywatelską kontrolę.
O tym, że takie stanowisko zostało ogłoszone dowiedziałem się z maila wysłanego z Biura PTS we wtorek, 25 lipca b.r., przy czym dokument opatrzony jest datą 24 lipca 2017 r., a tekst sugeruje, że powstał jeszcze przed poniedziałkowymi rozstrzygnięciami Prezydenta RP w sprawie trzech tzw. ustaw sądowych. W zakończeniu napisano bowiem „że – niezależnie od treści szczegółowych rozstrzygnięć prawnych, jakie zostaną powzięte – praktyki takie [jak ww.] prowadzą i prowadzić będą do negatywnych dla ładu społecznego skutków społecznych”. (Całość oświadczenia można przeczytać tutaj).
W związku z powyższym, na trzy kwestie chciałbym zwrócić uwagę:
(1) dobrze się stało, że Zarząd Główny PTS przestał przypisywać swoim oświadczeniom charakter opinii reprezentatywnych dla całego PTS (o szerszym zakresie nie wspominając) – a przypomnę, że swego rodzaju niechlubne szczyty nieskromności w tym względzie osiągnął chyba w roku 2015, wydając oświadczenie, do którego odniosłem się tutaj i tutaj
(2) rozumiem i szanuję zaniepokojenie ZG bieżącymi sprawami publicznymi, ale gdy czytam, że wyraża „sprzeciw wobec klimatu społecznego, jaki budowany jest wokół sprawy reformy Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa”, to nie mam pewności, na co położony jest tutaj akcent: czy na (a) sam klimat, czy na (b) jego budowanie
(ad b) jeśli bowiem chodzi tu o budowanie klimatu, to następne zdanie oświadczenia niestety znowu – jak to już miało miejsce we wcześniejszej aktywności ZG PTS – wskazuje na jednostronność wyrażanego poglądu; czytamy bowiem: „Proponowane zmiany, a w tym ustawy o ustroju sądów powszechnych, mogą prowadzić nie tylko do poddania polskich sądów politycznej kontroli tylko jednej partii, ale także podważyć fundamentalne założenia ustrojowe zapisane w Konstytucji RP dotyczące trójpodziału władzy”…; cóż, z lektury całego dokumentu wnioskuję, że zdaniem ZG za proponowanymi zmianami nie przemawiają żadne racje na tyle istotne, by w przedmiotowym oświadczeniu należało o nich napisać, a wpływ na zły klimat wokół planowanych reform ma tylko strona je promująca; jeśli miałoby to oznaczać, że po stronie parlamentarnych i pozaparlamentarnych kontestatorów zmian ZG PTS widzi tylko owo, przysłowiowe już, ‘samo dobro’, to niewątpliwie warto byłoby ponownie – właśnie w kontekście wydanego oświadczenia – zastanowić się, co pojęcie kompetencji socjologicznej oznacza dzisiaj i jakie konsekwencje w stosowaniu jego określonego rozumienia rysują się w kształceniu socjologów i wynikają dla życia społecznego (zob. m.in. tutaj)
(ad a) jeśli zaś sprzeciw ZG wyrażony jest wobec samego klimatu społecznego, to cóż, ja też wyrażam zdecydowany sprzeciw wobec faktu, że oto jest środek lata, a ciągle leje…
(3) w oświadczeniu napisano „Zwracamy także uwagę na sprawy, które w nas – jako socjologach, socjolożkach i obywatelach, obywatelkach tego kraju – wywołują obawy dotyczące kondycji społeczeństwa polskiego i jakości relacji władza-obywatele”…; jeśli dobrze rozumiem, częste dziś w niektórych środowiskach używanie podobnych formuł: „socjologach, socjolożkach i obywatelach, obywatelkach” itp. itd., opiera się m.in. na jakichś wnioskach lub zaleceniach czerpanych z najnowszej literatury naukowej (przy okazji zob. tutaj), jednak chciałbym zauważyć, że takowe zdaje się być wyrazem postawy dyskryminującej, a może wręcz wyrazem swego rodzaju milczącej mowy nienawiści kierowanej pod adresem rodzaju nijakiego… Czy można to dłużej tolerować?
czwartek, 22 czerwca 2017
Popper, dr Google i chrześcijanie
Pewien filozof, Karl Raimund Popper [1902-1994], napisał kiedyś następujące zdanie: „Ja mogę się mylić, ty możesz mieć rację, i wspólnym wysiłkiem możemy zbliżyć się do prawdy”. Wyraził tymi słowami swoje moralne credo, swoje moralne wyznanie wiary.
Czy o wierze religijnej tu mowa? Nie, to raczej wyraz wiary etycznej, która wszakże z wiarą chrześcijańską nie stoi w sprzeczności. To wyraz wiary „w pokój, człowieczeństwo, tolerancję, skromność, w wysiłek wkładany w to, by uczyć się na własnych błędach, oraz w możliwości krytycznej dyskusji”. To wyraz wiary w otwartość przyszłości – w każdej jej skali – i w człowieka, który może wypełnić ją dobrymi dziełami. Możliwości, które zawiera przyszłość są nieskończone, a odpowiedzialność za ich rozpoznanie i urzeczywistnienie spada właśnie na nas. W zasobach przyszłości znajdzie się bowiem wszystko to, co każdy z nas w nią wniesie przez to, co zrobi. Naszym obowiązkiem – podkreślał Popper – nie jest więc zwiastowanie zła, lecz pozostawanie optymistami i codzienna troska o lepszy świat!
Jakże to naiwne i jakże banalne! A specjaliści od filozofii Poppera zaraz znajdą sto tysięcy erudycyjnych zastrzeżeń i przeszkód do uznania powyższych słów za wnoszące cokolwiek do wartościowej refleksji. Nie szkodzi. Człowiek żyjący i działający w dzisiejszym świecie na co dzień, chcąc nie chcąc, musi sobie radzić z niedostatkami wiedzy własnej i równoczesnym nadmiarem wiedzy otoczenia. Doktor Google mądrzy się na wszystkie strony, ale decyzje, co począć z jego „mądrościami” i tak podejmować musi ten, kto się z nim konsultuje. Moje czytanie wyznania Poppera jest więc zupełnie naiwne i banalnie proste, i niech takim zostanie. Może właśnie takie przyda się też innym, i może właśnie takie niesie coś ze źródła. Sam autor wspominał bowiem po latach, pisząc: „Nie spotkałem nigdy nikogo, kto zwróciłby uwagę na te dwa wiersze [przytoczone na wstępie] pomyślane jako moje credo moralne, a wykluczające, jak mi się wydawało, wszelką możliwość dogmatycznej interpretacji «krytycznego racjonalizmu»”.
Nie widzę żadnych istotnych przeszkód, wewnętrznych sprzeczności i tym podobnych, by być chrześcijaninem – krytycznym racjonalistą, choć zdaję sobie sprawę, że takie przekonanie o intelektualny zawrót głowy przyprawiać może zarówno tych wierzących, którzy w krytycznym racjonalizmie widzą tylko kwintesencję walki z religią i tradycją, jak i tych rzekomo krytycznych racjonalistów, którzy w chrześcijaństwie widzą głównie moherowy ciemnogród. Jedni i drudzy, w moim przekonaniu, czyniąc tak wynoszą się ponad tych, których krytykują, a tymczasem chodzi o coś wręcz przeciwnego.
Chodzi o to, by z pola widzenia nie tracić Prawdy, która – niczym Słońce na horyzoncie – pozostaje ciągle od człowieka większa, i która zwyczajnie uczy pokory. Chodzi o to, by z pola widzenia nie tracić też innych ludzi, a ci są przecież różni; ulokowani bliżej nas i dalej, i pod nieco innym niż my kątem oświetlani. Jeśli są wśród nich ludzie dobrej woli – a niewątpliwie są i tacy – to chodzi też o to, by ich racje w spornych kwestiach słyszeć i rozważać. Wspólny wysiłek zbliża nas do prawdy, która przecież ciągle jest na horyzoncie i która, jako taka, daje sens naszym poszukiwaniom, naszemu uczeniu się, także od siebie nawzajem, i która czyni świat ciekawym, wartym poznawania i rozumienia.
Tymczasem, jakże trudno nam nieraz chociażby przyznać się do błędu – zwłaszcza wobec kogoś, kto faktycznie lub tylko w naszym przekonaniu znajduje się na niższym szczeblu jakiejś hierarchii. Miłość własna i chęć utrzymania na swój sposób rozumianego autorytetu – niezależnie od tego, czy faktycznie go posiadamy, czy tylko go sobie przypisujemy lub jego posiadanie wyobrażamy – skłaniają do przemilczania tego, co sami „sknociliśmy” lub, gdy przemilczeć się nie da, do szukania winnych daleko od siebie. Niewątpliwie taką skłonność może wzmagać w nas niejedno faktyczne doświadczenie niesprawiedliwości, upokorzenia, obarczenia nie swoją winą, gdy ktoś wobec nas okazał się nieuczciwy, a przy tym jakoś od nas silniejszy lub bardziej sprytny, a właściwie cwany. Chcemy więc nieraz odpłaty tym samym, nawet, gdy ofiarą stanie się niewinny. Ale chyba przyznać wypada, że ani to krytyczno-racjonalne, ani chrześcijańskie. Przyznanie się do błędu jest bowiem stanięciem w prawdzie – przywraca siłę naszemu działaniu na rzecz dóbr własnych i rzecz dobra wspólnego, uwalnia nas od mistyfikacji własnych kompetencji, przy tym uczy również innych wolności, bo wyzwala z gry pozorów, i wprawia w rozpoznawanie właściwej miary autorytetu. Któż, jak nie Bóg, jest tej prawdy i autorytetu pełnią; któż, jak nie człowiek, może być jej dobrym dla innych obrazem.
[Wojciech E. Zieliński, Popper, dr Google i chrześcijanie, "Na Rozstajach", 2017, nr 5 (302), s. 12.]
PS. Swego czasu, gdy podczas egzaminu w IFSiD UG odpytywałem studentów z zagadnień krytycznego racjonalizmu, dowiedziałem się od nich, że oto trafiłem do Wikipedii, jako jeden z wiernych wyznawców Popperowskiej doktryny☺; zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_popperowski…
Czy o wierze religijnej tu mowa? Nie, to raczej wyraz wiary etycznej, która wszakże z wiarą chrześcijańską nie stoi w sprzeczności. To wyraz wiary „w pokój, człowieczeństwo, tolerancję, skromność, w wysiłek wkładany w to, by uczyć się na własnych błędach, oraz w możliwości krytycznej dyskusji”. To wyraz wiary w otwartość przyszłości – w każdej jej skali – i w człowieka, który może wypełnić ją dobrymi dziełami. Możliwości, które zawiera przyszłość są nieskończone, a odpowiedzialność za ich rozpoznanie i urzeczywistnienie spada właśnie na nas. W zasobach przyszłości znajdzie się bowiem wszystko to, co każdy z nas w nią wniesie przez to, co zrobi. Naszym obowiązkiem – podkreślał Popper – nie jest więc zwiastowanie zła, lecz pozostawanie optymistami i codzienna troska o lepszy świat!
Jakże to naiwne i jakże banalne! A specjaliści od filozofii Poppera zaraz znajdą sto tysięcy erudycyjnych zastrzeżeń i przeszkód do uznania powyższych słów za wnoszące cokolwiek do wartościowej refleksji. Nie szkodzi. Człowiek żyjący i działający w dzisiejszym świecie na co dzień, chcąc nie chcąc, musi sobie radzić z niedostatkami wiedzy własnej i równoczesnym nadmiarem wiedzy otoczenia. Doktor Google mądrzy się na wszystkie strony, ale decyzje, co począć z jego „mądrościami” i tak podejmować musi ten, kto się z nim konsultuje. Moje czytanie wyznania Poppera jest więc zupełnie naiwne i banalnie proste, i niech takim zostanie. Może właśnie takie przyda się też innym, i może właśnie takie niesie coś ze źródła. Sam autor wspominał bowiem po latach, pisząc: „Nie spotkałem nigdy nikogo, kto zwróciłby uwagę na te dwa wiersze [przytoczone na wstępie] pomyślane jako moje credo moralne, a wykluczające, jak mi się wydawało, wszelką możliwość dogmatycznej interpretacji «krytycznego racjonalizmu»”.
Nie widzę żadnych istotnych przeszkód, wewnętrznych sprzeczności i tym podobnych, by być chrześcijaninem – krytycznym racjonalistą, choć zdaję sobie sprawę, że takie przekonanie o intelektualny zawrót głowy przyprawiać może zarówno tych wierzących, którzy w krytycznym racjonalizmie widzą tylko kwintesencję walki z religią i tradycją, jak i tych rzekomo krytycznych racjonalistów, którzy w chrześcijaństwie widzą głównie moherowy ciemnogród. Jedni i drudzy, w moim przekonaniu, czyniąc tak wynoszą się ponad tych, których krytykują, a tymczasem chodzi o coś wręcz przeciwnego.
Chodzi o to, by z pola widzenia nie tracić Prawdy, która – niczym Słońce na horyzoncie – pozostaje ciągle od człowieka większa, i która zwyczajnie uczy pokory. Chodzi o to, by z pola widzenia nie tracić też innych ludzi, a ci są przecież różni; ulokowani bliżej nas i dalej, i pod nieco innym niż my kątem oświetlani. Jeśli są wśród nich ludzie dobrej woli – a niewątpliwie są i tacy – to chodzi też o to, by ich racje w spornych kwestiach słyszeć i rozważać. Wspólny wysiłek zbliża nas do prawdy, która przecież ciągle jest na horyzoncie i która, jako taka, daje sens naszym poszukiwaniom, naszemu uczeniu się, także od siebie nawzajem, i która czyni świat ciekawym, wartym poznawania i rozumienia.
Tymczasem, jakże trudno nam nieraz chociażby przyznać się do błędu – zwłaszcza wobec kogoś, kto faktycznie lub tylko w naszym przekonaniu znajduje się na niższym szczeblu jakiejś hierarchii. Miłość własna i chęć utrzymania na swój sposób rozumianego autorytetu – niezależnie od tego, czy faktycznie go posiadamy, czy tylko go sobie przypisujemy lub jego posiadanie wyobrażamy – skłaniają do przemilczania tego, co sami „sknociliśmy” lub, gdy przemilczeć się nie da, do szukania winnych daleko od siebie. Niewątpliwie taką skłonność może wzmagać w nas niejedno faktyczne doświadczenie niesprawiedliwości, upokorzenia, obarczenia nie swoją winą, gdy ktoś wobec nas okazał się nieuczciwy, a przy tym jakoś od nas silniejszy lub bardziej sprytny, a właściwie cwany. Chcemy więc nieraz odpłaty tym samym, nawet, gdy ofiarą stanie się niewinny. Ale chyba przyznać wypada, że ani to krytyczno-racjonalne, ani chrześcijańskie. Przyznanie się do błędu jest bowiem stanięciem w prawdzie – przywraca siłę naszemu działaniu na rzecz dóbr własnych i rzecz dobra wspólnego, uwalnia nas od mistyfikacji własnych kompetencji, przy tym uczy również innych wolności, bo wyzwala z gry pozorów, i wprawia w rozpoznawanie właściwej miary autorytetu. Któż, jak nie Bóg, jest tej prawdy i autorytetu pełnią; któż, jak nie człowiek, może być jej dobrym dla innych obrazem.
[Wojciech E. Zieliński, Popper, dr Google i chrześcijanie, "Na Rozstajach", 2017, nr 5 (302), s. 12.]
PS. Swego czasu, gdy podczas egzaminu w IFSiD UG odpytywałem studentów z zagadnień krytycznego racjonalizmu, dowiedziałem się od nich, że oto trafiłem do Wikipedii, jako jeden z wiernych wyznawców Popperowskiej doktryny☺; zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_popperowski…
Etykiety:
autorytet,
dobro wspólne,
działanie,
edukacja,
etyka,
fallibilizm,
falsyfikacjonizm,
filozofia,
moralność,
Na Rozstajach,
Popper,
racjonalizm,
realizm,
religia,
socjologia,
tolerancja,
wiara,
wychowanie,
wydarzenia
poniedziałek, 21 marca 2016
Z korespondencji uczelnianej
Z Rektoratu UG otrzymałem list, wysłany do wielu adresatów, w którym napisano:
„W załączniku przekazuję zaproszenie Delegata Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Akademickiego Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego na Ogólnopolską Pielgrzymkę Akademicką na Jasną Górę, która odbędzie się w dniach 22-24 kwietnia 2016 roku. Proszę o rozpowszechnienie powyższej informacji w środowisku akademickim w Państwa jednostce organizacyjnej”.
Wiadomość posłałem dalej, a po kilku dniach otrzymałem list od osoby pracującej na UG, w którym napisano:
„Szanowny Panie
Sprawy wyznaniowe są sprawą prywatną a nie instytucjonalną. Przykro mi, że rektor uniwersytetu tego nie rozumie. A jeszcze bardziej mi przykro, że nie rozumie tego Pan i wykorzystuje zawodowe kontakty do załatwiania prywatnych interesów w imię wspierania kolejnej ideologii, która z nauką nie ma nic wspólnego. Proszę wykreślić moje nazwisko z Pana listy adresowej”.
Adres usunąłem, informując o tym – bez komentarza – ww. osobę.
„W załączniku przekazuję zaproszenie Delegata Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Akademickiego Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego na Ogólnopolską Pielgrzymkę Akademicką na Jasną Górę, która odbędzie się w dniach 22-24 kwietnia 2016 roku. Proszę o rozpowszechnienie powyższej informacji w środowisku akademickim w Państwa jednostce organizacyjnej”.
Wiadomość posłałem dalej, a po kilku dniach otrzymałem list od osoby pracującej na UG, w którym napisano:
„Szanowny Panie
Sprawy wyznaniowe są sprawą prywatną a nie instytucjonalną. Przykro mi, że rektor uniwersytetu tego nie rozumie. A jeszcze bardziej mi przykro, że nie rozumie tego Pan i wykorzystuje zawodowe kontakty do załatwiania prywatnych interesów w imię wspierania kolejnej ideologii, która z nauką nie ma nic wspólnego. Proszę wykreślić moje nazwisko z Pana listy adresowej”.
Adres usunąłem, informując o tym – bez komentarza – ww. osobę.
Etykiety:
edukacja,
inteligencja,
kultura,
nauka,
racjonalizm,
religia,
tolerancja,
uniwersytet,
wiara,
wychowanie,
wydarzenia,
z mojego listu
środa, 11 czerwca 2014
Wybór chcianych
utrudnia dyskryminację niechcianych.
___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014
___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014
środa, 5 lutego 2014
Niektórzy, zdobywając wykształcenie
stają się bardziej tolerancyjni. Wobec własnego chamstwa.
___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014
___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014
czwartek, 30 stycznia 2014
Napisano o Nim i o chrześcijanach
Chrześcijanie nie różnią się od innych
ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem.
Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym.
Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych, w obronie poglądów ludzkich.
Mieszkają w miastach helleńskich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosując się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz paradoksalne prawa, jakimi się rządzą.
Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą.
Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych.
Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże.
Są w ciele, lecz żyją nie według ciała.
Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba.
Słuchają ustalonych praw, lecz własnym życiem zwyciężają prawa.
Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują.
Są zapoznani i potępiani, a skazani na śmierć zyskują życie.
Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im nie dostaje, a opływają we wszystko.
Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni.
Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek.
Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani radują się jak ci, co budzą się do życia.
Żydzi walczą z nimi jak z obcymi, Hellenowie ich prześladują, a ci, którzy ich nienawidzą, nie umieją powiedzieć, jaka jest przyczyna tej nienawiści.
Czy nie widzisz, że rzucają chrześcijan na pożarcie dzikim zwierzętom, aby zaparli się Pana, lecz oni nie ulegają?
Któż bowiem z ludzi zdołał kiedykolwiek dojść do zrozumienia, czym jest Bóg, zanim On sam nie przyszedł?
Chyba, że chcesz wierzyć w te głupie i próżne pomysły przemądrzałych filozofów! Jedni mówili, że Bóg jest ogniem – nazwali Bogiem ten ogień, w który sami iść mają. Inni upatrywali go w wodzie lub jakimś innym jeszcze żywiole stworzonym przez Boga.
A przecież gdyby choć jeden z tych pomysłów uznać za słuszny, równie łatwo można by ogłosić Bogiem każdą inną rzecz stworzoną!
Wszystko to jednak są baśnie i oszustwa tych szarlatanów.
Nikt z ludzi Go nie widział ani nie poznał, On sam siebie objawił.
Objawił się zaś przez wiarę, gdyż jej jednej dane jest oglądać Boga.
Kochając zaś, nauczysz się naśladować jego dobroć. A nie dziw się, że człowiek może naśladować Boga. Może, jeśli Bóg zechce.
Tyranizować bliźniego, dążyć do przewagi nad słabszymi, bogacić się i krzywdzić ubogich, to wszystko szczęścia nie przynosi, i w taki sposób nikt Boga nie naśladuje. Tego rodzaju postępowanie nie ma nic wspólnego z jego majestatem.
Kto jednak bierze na siebie brzemię bliźniego, kto będąc w czymś bogatszy użycza ze swych dóbr mniej szczęśliwemu. Kto uważa, że wszystko, co ma otrzymał od Boga, i dlatego daje potrzebującym, stając się sam niejako bogiem dla tych, których obdarza, ten prawdziwie naśladuje Boga.
Możesz przebywając na ziemi widzieć, jak Bóg rządzi w niebie, możesz głosić tajemnice Boże, możesz kochać i podziwiać ludzi znoszących męczeństwo, aby nie zaprzeć się Boga, możesz odrzucić ułudę i oszustwo świata, jeśli tylko zrozumiesz, co naprawdę znaczy żyć w niebie, jeśli wzgardzisz tym, co tutaj wydaje się śmiercią, a będziesz się lękał śmierci rzeczywistej, jaka oczekuje skazanych na ogień wieczny, karę ostateczną dla tych, którzy weń popadną.
Kiedy ów ogień poznasz, wówczas będziesz podziwiał i mienił szczęśliwymi ludzi dla sprawiedliwości cierpiących ogień na ziemi…
Wiedza wbija w pychę, miłość zaś buduje. Kto mniema, że coś wie, nie mając prawdziwej wiedzy, to jest takiej, jakiej życie daje świadectwo, ten nie wie nic: wąż go zwodzi, gdyż nie kocha życia.
Kto zaś łączy wiedzę z bojaźnią i szczerze szuka życia, ten sieje w nadziei i może oczekiwać owoców.
Niechaj poznanie będzie twoim sercem, a Słowo Prawdy, na które się otwierasz, twoim życiem.
____________
Z Listu do Diogneta, II w. po Chr. (zob. m.in. http://opusdei.pl/pl-pl/article/list-do-diogneta/)
Zob. także: O wierze chrześcijan.
Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym.
Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych, w obronie poglądów ludzkich.
Mieszkają w miastach helleńskich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosując się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz paradoksalne prawa, jakimi się rządzą.
Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą.
Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych.
Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże.
Są w ciele, lecz żyją nie według ciała.
Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba.
Słuchają ustalonych praw, lecz własnym życiem zwyciężają prawa.
Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują.
Są zapoznani i potępiani, a skazani na śmierć zyskują życie.
Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im nie dostaje, a opływają we wszystko.
Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni.
Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek.
Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani radują się jak ci, co budzą się do życia.
Żydzi walczą z nimi jak z obcymi, Hellenowie ich prześladują, a ci, którzy ich nienawidzą, nie umieją powiedzieć, jaka jest przyczyna tej nienawiści.
Czy nie widzisz, że rzucają chrześcijan na pożarcie dzikim zwierzętom, aby zaparli się Pana, lecz oni nie ulegają?
Któż bowiem z ludzi zdołał kiedykolwiek dojść do zrozumienia, czym jest Bóg, zanim On sam nie przyszedł?
Chyba, że chcesz wierzyć w te głupie i próżne pomysły przemądrzałych filozofów! Jedni mówili, że Bóg jest ogniem – nazwali Bogiem ten ogień, w który sami iść mają. Inni upatrywali go w wodzie lub jakimś innym jeszcze żywiole stworzonym przez Boga.
A przecież gdyby choć jeden z tych pomysłów uznać za słuszny, równie łatwo można by ogłosić Bogiem każdą inną rzecz stworzoną!
Wszystko to jednak są baśnie i oszustwa tych szarlatanów.
Nikt z ludzi Go nie widział ani nie poznał, On sam siebie objawił.
Objawił się zaś przez wiarę, gdyż jej jednej dane jest oglądać Boga.
Kochając zaś, nauczysz się naśladować jego dobroć. A nie dziw się, że człowiek może naśladować Boga. Może, jeśli Bóg zechce.
Tyranizować bliźniego, dążyć do przewagi nad słabszymi, bogacić się i krzywdzić ubogich, to wszystko szczęścia nie przynosi, i w taki sposób nikt Boga nie naśladuje. Tego rodzaju postępowanie nie ma nic wspólnego z jego majestatem.
Kto jednak bierze na siebie brzemię bliźniego, kto będąc w czymś bogatszy użycza ze swych dóbr mniej szczęśliwemu. Kto uważa, że wszystko, co ma otrzymał od Boga, i dlatego daje potrzebującym, stając się sam niejako bogiem dla tych, których obdarza, ten prawdziwie naśladuje Boga.
Możesz przebywając na ziemi widzieć, jak Bóg rządzi w niebie, możesz głosić tajemnice Boże, możesz kochać i podziwiać ludzi znoszących męczeństwo, aby nie zaprzeć się Boga, możesz odrzucić ułudę i oszustwo świata, jeśli tylko zrozumiesz, co naprawdę znaczy żyć w niebie, jeśli wzgardzisz tym, co tutaj wydaje się śmiercią, a będziesz się lękał śmierci rzeczywistej, jaka oczekuje skazanych na ogień wieczny, karę ostateczną dla tych, którzy weń popadną.
Kiedy ów ogień poznasz, wówczas będziesz podziwiał i mienił szczęśliwymi ludzi dla sprawiedliwości cierpiących ogień na ziemi…
Wiedza wbija w pychę, miłość zaś buduje. Kto mniema, że coś wie, nie mając prawdziwej wiedzy, to jest takiej, jakiej życie daje świadectwo, ten nie wie nic: wąż go zwodzi, gdyż nie kocha życia.
Kto zaś łączy wiedzę z bojaźnią i szczerze szuka życia, ten sieje w nadziei i może oczekiwać owoców.
Niechaj poznanie będzie twoim sercem, a Słowo Prawdy, na które się otwierasz, twoim życiem.
____________
Z Listu do Diogneta, II w. po Chr. (zob. m.in. http://opusdei.pl/pl-pl/article/list-do-diogneta/)
Zob. także: O wierze chrześcijan.
wtorek, 12 listopada 2013
Władza
(ub)olewa.
___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014
___________
Opublikowano w: Wojciech Edmund Zieliński, Aforystycznie, Oficyna Wydawnicza "Impuls", Kraków 2014
środa, 18 września 2013
W dobie fragmentaryzacji życia społecznego
„bardzo ważne jest odnalezienie płaszczyzny i metod dialogu, pozwalających z doświadczenia wielokulturowości czerpać to, co bez wątpienia w nim tkwi: wartości wspólne, ogólnoludzkie, w swym rdzeniu – nie podlegające fragmentaryzacji, choć zewnętrznie wyraźnie sfragmentaryzowane; wartości, które kiedyś – być może – wydawały się w pełni, raz na zawsze już rozpoznane, a które dziś – z pewnością – wymagają dogłębnej reinterpretacji. Świat w jedynej formie w jakiej on dla ludzi istnieje to świat jako doświadczenie, świat przez ludzi przeżywany, będący – zdaniem Baumana – «humanistyki domem ojczystym». To jeden świat, choć tak zróżnicowany; jeden, a więc dający podstawę porozumienia, ale z racji swego zróżnicowania wymagający udziału intelektualistów-tłumaczy. Dziś ich rolą jest «nie cenzorem być zdrowego rozsądku, lecz życzliwym partnerem», mają oni «nie pouczać, lecz rozmawiać». Jednakże rola intelektualistów szybko, jak sądzę, wyczerpałaby się, gdyby mieli oni jedynie tłumaczyć «odmienne doświadczanie świata», nie próbując zarazem twórczo towarzyszyć próbom interpretacji tego doświadczenia, zmierzającym ku porozumieniu wokół wspólnych wartości. Wszak dialog toczy się tam, gdzie rozmówcy mają coś do powiedzenia, a zarazem otwarci są na przyjęcie wartościowych treści od swego partnera. Obsługa takiego dialogu – zadanie współczesnych intelektualistów-tłumaczy – bez wątpienia ogromnie zobowiązuje”.
Więcej w: Wojciech Zieliński, Humanista w ponowoczesnym świecie, recenzja: [Zygmunt Bauman, Roman Kubicki, Anna Zeidler-Janiszewska, Humanista w ponowoczesnym świecie. Rozmowy o sztuce życia, nauce, życiu sztuki i innych sprawach, Poznań 1997], „Przegląd Humanistyczny”, R. 42, 1998, nr 4 (349), s. 159-162.
Więcej w: Wojciech Zieliński, Humanista w ponowoczesnym świecie, recenzja: [Zygmunt Bauman, Roman Kubicki, Anna Zeidler-Janiszewska, Humanista w ponowoczesnym świecie. Rozmowy o sztuce życia, nauce, życiu sztuki i innych sprawach, Poznań 1997], „Przegląd Humanistyczny”, R. 42, 1998, nr 4 (349), s. 159-162.
poniedziałek, 19 listopada 2012
Z mojego listu do Jacka…
A ja z zaciekawieniem przyglądam się rozmaitym reakcjom na te przekazywane przeze mnie wiadomości, zaproszenia itp. – od czasu do czasu, raz z jednej, raz z drugiej strony ‘polskiej sceny’ ktoś do mnie napisze; jedni chcą żeby ich adres wykreślić, inni – żeby dopisać znajomego, jeszcze inni mnie blokują itd.
Tymczasem, list Lufta i ten z „Naszego Dziennika” traktuję jako siebie warte manifesty ‘jednostronnie zatroskanych o Kościół Boży’.
Tymczasem, list Lufta i ten z „Naszego Dziennika” traktuję jako siebie warte manifesty ‘jednostronnie zatroskanych o Kościół Boży’.
środa, 30 listopada 2011
Spór o wartości
„Gdyby polscy politycy z jakichś względów nagle zapomnieli o swojej przynależności partyjnej, prawdopodobnie staliby się w znacznie większym stopniu zdolni do osiągania porozumień w wielu istotnych dla naszego kraju kwestiach. O przynależności partyjnej jednak nie zapominają, a ta, generując sformalizowane roszczenia ważnościowe pod adresem argumentacji leżących u podstaw decyzji przygotowywanych do podjęcia, nierzadko wyklucza akceptację określonych rozwiązań właśnie z tego tylko względu, że płyną one z przeciwnej strony sceny politycznej. Spór o wartości toczy się zatem wielokierunkowo – kierunki wyznaczają wszak jednostkowe działania poszczególnych podmiotów – niejako w obrębie samej przestrzeni społecznej, która wobec braku zewnętrznych idei porządkujących, samoistnie niejako dostarcza owemu sporowi uzasadnienia: jakoś musimy się ze sobą porozumieć, skoro nie możemy zamienić tego świata na inny, i skoro nie ma instancji, co do konieczności podporządkowania się której wszyscy moglibyśmy się zgodzić”.
Więcej w: Wojciech Zieliński, Decyzja aksjologiczna w sporze o wartości, w: Konflikt interesów – konflikt wartości, red. A. Węgrzecki, Kraków 2005, s. 69-80.
Więcej w: Wojciech Zieliński, Decyzja aksjologiczna w sporze o wartości, w: Konflikt interesów – konflikt wartości, red. A. Węgrzecki, Kraków 2005, s. 69-80.
Etykiety:
aksjologia,
decyzjonizm,
dobro wspólne,
etyka,
filozofia,
moralność,
socjologia,
tolerancja,
wartość,
Węgrzecki,
zaproszenie do lektury,
Zieliński
wtorek, 20 września 2011
Dyskryminacja
„Za aktami dyskryminacji – faktycznej lub wyimaginowanej, dokonywanej w toku bezpośredniego działania lub zapisywanej np. w programie politycznym partii – stoją zawsze konkretni ludzie”.
Więcej w: Wojciech Zieliński, Czy doświadczenie dyskryminacji jest obiektywnym zjawiskiem społecznym? (głos w dyskusji panelowej), w: Dyskryminacja jako nowa kwestia społeczna, red. J. Kupny, A. Dylus, T. Biedrzycki, Katowice 2007, s. 162-163.
Więcej w: Wojciech Zieliński, Czy doświadczenie dyskryminacji jest obiektywnym zjawiskiem społecznym? (głos w dyskusji panelowej), w: Dyskryminacja jako nowa kwestia społeczna, red. J. Kupny, A. Dylus, T. Biedrzycki, Katowice 2007, s. 162-163.
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Współczynnik (w) dialogu
„Trudno mówić konstruktywnie a zarazem instruktywnie o dialogu niezbędnym dla pokojowego współistnienia we współczesnym, globalnym świecie, (a) nie biorąc pod uwagę tego, w jaki sposób swoją w nim sytuację postrzega określony podmiot – niekoniecznie indywidualny – do owego dialogu motywowany; (b) nie biorąc pod uwagę racji, jakie postrzega ów podmiot – i tego, jak on je postrzega – przemawiających za podjęciem bądź odrzuceniem (idei) dialogu; (c) tracąc z pola widzenia – lub też powodując, że na to pole w ogóle nie jest wpuszczany – lokalny wymiar doświadczenia globalizacji. Zastosowanie współczynnika humanistycznego już na etapie dyskusji na temat różnych, aktualnych i postulowanych form dialogu we współczesnym świecie, pozwala między innymi uniknąć wielu rozczarowań, które pojawiają się wówczas, gdy moralnie słuszne, racjonalnie uzasadnione i szlachetne skądinąd idee dyskusji i porozumienia rozbijają się o rafę niechęci lub niezrozumienia na poziomie działania”.
Więcej w: Wojciech Zieliński, Dialog lokalny w kulturze globalnej. Uwagi o etyce działania komunikacyjnego, w: Filozofia wobec problemów globalizacji, red. B. Choińska, S. Konstańczak, M. Olech, Słupsk 2008, s. 85-96.
Więcej w: Wojciech Zieliński, Dialog lokalny w kulturze globalnej. Uwagi o etyce działania komunikacyjnego, w: Filozofia wobec problemów globalizacji, red. B. Choińska, S. Konstańczak, M. Olech, Słupsk 2008, s. 85-96.
czwartek, 20 stycznia 2011
Z mojego listu do Marka…
Przeczytałem, uwag nie mam, może tylko taką, że to jest tekst o męczeństwie pisanym wielką literą, a myślę sobie, że w obliczu doświadczeń bieżących, także polskich, coraz bardziej potrzeba nieideologicznego ale intelektualnie zaangażowanego mocowania się filozofów z męczeństwem, także chrześcijan, pisanym 'przez małe m'.
Niemal nie widzę takiego zaangażowania, ale też nie dziwota, skoro niemal każdy dzisiaj chce lub musi być wielki, lub tylko liczy kasę.
Niemal nie widzę takiego zaangażowania, ale też nie dziwota, skoro niemal każdy dzisiaj chce lub musi być wielki, lub tylko liczy kasę.
Etykiety:
aksjologia,
dobro wspólne,
działanie,
etyka,
filozofia,
godność,
Kościół,
moralność,
realizm,
religia,
socjologia,
sumienie,
teologia,
tolerancja,
wiara,
z mojego listu
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Tolerancja
„Istotne jest zatem spojrzenie na zagadnienie tolerancji oczami uczestników społecznego jej (nie)doświadczania, i to nie w sposób naznaczony uprzednią normatywną wykładnią jakiegoś słusznego jej rozumienia, ale tak, jak owo zagadnienie przedstawia się poszczególnym stronom toczącego się o nie sporu. Uszanowanie podmiotowej perspektywy człowieka działającego – każdego uczestnika dyskusji o tolerancji – bez względu na to, czy owa perspektywa reprezentuje jakąś społeczną większość czy społeczną mniejszość; bez względu na to, czy jest politycznie poprawna, czy radykalnie nonkonformistyczna; czy reprezentuje moralną awangardę, czy tzw. ciemnogród, wydaje się warunkiem wstępnym dążenia do moralnej symetrii wyników analizy przedmiotowej kwestii”.
Więcej w: Wojciech Zieliński, O możliwych wyznacznikach refleksji nad tolerancją, „Świat i Słowo”, 2009, nr 1 (12), pt. Tolerancja a permisywizm, s. 171-183.
Więcej w: Wojciech Zieliński, O możliwych wyznacznikach refleksji nad tolerancją, „Świat i Słowo”, 2009, nr 1 (12), pt. Tolerancja a permisywizm, s. 171-183.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
