wtorek, 22 sierpnia 2017

Wysoko zaszedł – pomyślałem

o ślimaku, który pnąc się w górę po elewacji, właśnie mijał okno pierwszego piętra mojego domu. Czyżby miał niebawem zamienić się w motyla? A może to ptak ubrany w zwiniętą skorupę? Czy jego droga jest zaplanowana? Czy sens tej drogi zawarto w jej celu, czy może tylko w tej bieżącej wędrówce?

Nie ważne jak wolno idziesz, bylebyś szedł – przypomniałem sobie, co powiedział Konfucjusz. No, proszę, ślimak poważnie traktuje te słowa, a ja nie mogę pozbyć się wątpliwości… Po co ten cały wysiłek? Po co ta cała wędrówka? Jaki jest sens owych słów filozofa? I jak uwolnić się od takiego wątpienia?

Nie wiem. Ale czy muszę tłumaczyć się z takowej niewiedzy? I przed kim? Doprawdy drażnią mnie te ciągłe pytania. Gdybym mógł zamienić się w motyla, albo na ptasich skrzydłach pofrunąć daleko; gdybym w ślimaczej skorupie znalazł jakąś małą wnękę, może zdołałbym schować się przed tym wątpieniem… Nic z tego.

Przy pochówku nieraz

i pamięć zawodzi.