czwartek, 19 października 2017

Wiedzącego Najlepiej znam już dosyć długo

Mówi i wtedy, gdy nie jest pytany. Pyta, jeżeli brakuje mu danych. A opinie, poglądy, czyjeś zdanie w sprawie dyskutowanej? Zbyteczne. Każdą sprawę i bez tych rozumie wspaniale.

Dobrze to miarkują też niektórzy inni. Więc słuchają, przytakują, potwierdzają z uznaniem kiwając głowami; i zerkają na siebie, by nie zwątpić w idola. Wiedzący Najlepiej to widzi, choćby kątem oka dostrzeże, więc i tym syci rezon, wszak ma zmysł doskonały. Tamci zaś, być może, prowadzą rachunki, licząc, że w Najlepszej pamięci zostaną. I że gdy nadejdzie w czas jakiś takowa potrzeba, Wiedzący doceni, że jawnie mu piali.

Gdy doświadczam czasami tej chwalby wykwitów, przypomnienie mi wraca o pieskach makowych. Tych, co u Miłosza w przypowieści słowie na księżyc lokalny wytrwale szczekały. Czy tu ktoś, jak ów piesek, co mu się wydaje, że na ziarnku maku mieści się świat cały?

środa, 11 października 2017

Marsjanin z Czarnej Wody

Po obiedzie do Biedronki, a tam regał z płytami. Leżały w bezładzie, więc w parę minut wszystkie poukładałem. I wybrałem sobie kilka z filmami – każdy za niecałą dychę.

– Zobaczymy, co słychać na Marsie – pomyślałem. – Jak się tam sprawuje Matt, nazwiskiem Damon…

Dopiero po obejrzeniu filmu (dwa lata po premierze) przeczytałem, że otrzymał nagrodę w kategorii „najlepsza komedia lub musical”. No i stało się jasne, skąd tu też Jeff Daniels…

A wystarczyło przecież zawczasu rozprawić się z filmem, posłuchać znawców kina, poczytać komentarze widzów lub, nieco uważniej, opakowanie płyty, by dowiedzieć się w porę, co biorę na ekran; by dramatu odludka nie szukać w głupawce.

Rozczarowanie? Ależ skąd! Wszak wystarczy nie mieć oczekiwań, aby nie przeżywać też rozczarowań. Więc, gdy znowu w Czarnej Wodzie odwiedzę Biedronkę, sprawdzę, jak tam płyty, czy poukładane.

środa, 27 września 2017

Kapliczka sierpniowa

Z czym kojarzy się Państwu sierpień? Im bardziej ogólne i naturalne te skojarzenia, tym też zapewne powszechniej są znane. Zróbmy w tym miejscu niewielki ich przegląd, a ja tymczasem dla poszerzenia refleksji sięgnę jeszcze po zbiór myśli cudzych.

Lato – ostatnio w naszych stronach trochę jakby bardziej zimne, mokre i wietrzne; czasem tak bardzo wietrzne i burzowe, że niszczy wielu ludziom ich życiowy dobytek. Urlop – czas gromadzenia wrażeń, „zaliczonych” zamków, parków rozrywki, przy/hotelowych basenów i tym podobnych, którymi potem będzie można pochwalić się w pracy, albo też – czas mniej atrakcyjnych, za to już zapewne po prostu koniecznych, odkładanych przez lata domowych remontów. O urlopie napisano, że „może zmienić tuszę, nie duszę” (Antoni Cwojdziński), ale nie jest to przecież prawda objawiona. Wakacje – niestety, tu im bardziej tyje sierpniowy kalendarz, tym wyraźniej słychać hasło „Witaj szkoło!”. (Jan Kurczab swego czasu doradzał, by przez szkołę „iść na przekór. Sobie, szacownej rodzinie, cennemu ciału pedagogicznemu”. Od siebie dodam, że coś w tym jest. Taka postawa wprawdzie nie czyni życia łatwiejszym, ale niewątpliwie czyni je mniej sformatowanym przez innych, bardziej autonomicznym, autorskim i twórczym. Byleby tylko nie liczyć na wiele, gdy przyjdzie do głowy oczekiwanie uznania ze strony tych, którzy jednak wolą poddanych, posłusznych i sformatowanych). Trzeźwość – och!, to temat jak rzeka wódki albo szerokie rozlewisko piwa. Czemuż by miał sierpień kojarzyć się z trzeźwością? Tym, którzy nie wiedzą, krótkie przypomnienie.

Wiele lat temu prymas Polski kard. Stefan Wyszyński ułożył tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego. 26 sierpnia 1956 roku na Jasnej Górze uroczyście wybrzmiały między innymi te słowa:

„Wielka Boga-Człowieka Matko, Bogarodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo Królowo świata i Polski Królowo […] Przyrzekamy stoczyć pod Twoim sztandarem najświętszy i najcięższy bój z naszymi wadami narodowymi. Przyrzekamy wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu i rozwiązłości. Przyrzekamy zdobywać cnoty wierności i sumienności, pracowitości i oszczędności, wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania, miłości i sprawiedliwości społecznej. Królowo Polski – przyrzekamy!”.

Od 1984 roku właśnie „maryjny” u nas miesiąc sierpień traktowany jest, jako czas szczególnej modlitwy i refleksji nad problemem nałogów, czas zachęty do umiarkowania i abstynencji. Bo choć zdaniem niektórych, „Polakom zagraża nie tyle wódka, ile woda sodowa” (Paweł Jasienica), to jednak nadużywanie alkoholu niesie wciąż wiele cierpień i szkód. W 1987 roku papież Jan Paweł II wzywał: „Nie niszcz siebie! Wszyscy znamy ten nałóg, który tak wiele nam zaszkodził w przeszłości, a który dzisiaj zdaje się znowu potęgować. Mówię więc do każdego i do każdej: nie niszcz siebie! Nie wolno ci niszczyć siebie, bo nie żyjesz tylko dla siebie. Kiedy więc degradujesz siebie przez nałóg, to równocześnie niszczysz drugich. Szkodzisz twojej rodzinie, twoim dzieciom. Osłabiasz społeczeństwo, które liczy na twoją trzeźwość, zwłaszcza przy pracy”.

W bieżącym 2017 roku trwa w naszym kraju Narodowy Kongres Trzeźwości, którego centralne obchody odbędą się we wrześniu w Warszawie (http://www.kongrestrzezwosci.pl/).

I wróćmy raz jeszcze do sierpniowych skojarzeń, zachowując w tym miejscu także religijny kontekst: Drzewa rosną, krzaki rosną, trzeba znowu zrobić porządek w ogrodzie – jak co roku przecież o tej samej porze. Wiem, pamiętam, ale tym razem robię to na raty. (I tak co do sposobów, jak i co do pory roku niekoniecznie według reguł ogrodniczej sztuki, więc słów tu zapisanych lepiej nie traktować jako instruktaż). Pewnego sierpniowego dnia, a było to – co dość istotne – przed środkiem miesiąca, gdy porządkowałem trawnik przy ulicy, zagadnęła mnie sąsiadka.

– Za dwa tygodnie skończę 85 lat – mówi z uśmiechem. A trzeba dodać, że ta kobieta, choć prawie nie słyszy, „trzyma się” bardzo dobrze i widzę nieraz jak jeszcze pomaga innym. Przy tym, niemal codziennie piechotą chodzi do kościoła lub na koniec wsi, do domu, w którym wcześniej mieszkała, by nakarmić mieszkającego tam nadal kota.

– Ale kapliczka u Pana mocno zarośnięta – mówi do mnie ta moja sąsiadka. – Zawsze się modlę, gdy tędy przechodzę, ale teraz tej kapliczki już prawie nie widać…

Oczywiście coś odpowiedziałem: o zmiennej w tym roku pogodzie i o tym, że przez tę pogodę tnę krzaki na raty. Staruszka i tak tych słów nie słyszała. Na szczęście następnego dnia też nie padało, więc mogłem uiścić kolejną ogrodową ratę. Poszły w ruch elektryczne nożyce i przed 15 sierpnia Matka Boska znów była widoczna z przyległej ulicy.

Doprawdy wielka jest siła sąsiedzkiej modlitwy…


[Wojciech E. Zieliński, Kapliczka sierpniowa, "Na Rozstajach", 2017, nr 9 (305), s. 12.]

poniedziałek, 25 września 2017

Znowu do mnie przyszły

trzy znajome żaby. Każda ma czerwone w podkowę usteczka i złotą koronę na drewnianej głowie. Usiadły, milczą, chyba niezadowolone, że przyszło im tu składać kolejną wizytę. Komisja.

Siedzą i patrzą. Żadna bezpośrednio nie spojrzy mi w oczy, ale razem zgodnie baczą na wszystko, co robię. – Robię swoje – mówię bez wahania szacownemu gronu. Ale odpowiedzią, jak zwykle, jest tylko milczenie. Rozumiem. Komisja wie lepiej, co robić powinienem. Komisja wymierzy, oceni, porówna. Komisja zdecyduje o mojej wartości.

A gdy już się nasyci tym mnie przebadaniem, czy górą otworzy podkowę usteczek? Czy da mi choćby słowo szczerej opowieści? Nie wiem. Może znowu usłyszę tylko żabi rechot.