piątek, 31 lipca 2026

Z perspektywy czasu uświadamiam sobie, że chyba nigdy

nie zwalczałem władzy – rozmaitych form i szczebli – ale też, że nigdy takowej nie starałem się przypodobać; kalkulując to chociażby, że pokornych władza przecież nagradza. Każdą jednak, począwszy od rodzicielskiej, krytykowałem zawsze, gdy uznawałem to za stosowne. W konsekwencji, ja sam również (chyba) nie byłem zwalczany, ale też nigdy – począwszy od zarania życia rodzinnego, aż po rozmaite dzisiejsze moje zawodowe, towarzyskie i społeczne rewiry wędrując – nie dorobiłem się stabilnego, „karierogennego” społecznego oparcia. Zatem, gdy myślę o znanych mi „ludziach sukcesu”, ekspertach, prymusach, uznanych autorach, socjometrycznych gwiazdach, ulubieńcach choćby tylko lokalnej publiczności lub tym i innym jakoś podobnych, nie mam pewności, co w ich życiorysach jest konsekwencją osobistej, wrodzonej lub wypracowanej wybitności, a co stanowi skutek odpowiedniego ulokowania w relacyjnym społecznym kapitale. I gdy tak o własnym kapitale myślę – widząc, jak jest karłowaty, bo przecież kurczył się za każdym razem, gdy już przestawałem być komuś potrzebny, a osobistej woli jego systematycznego powiększania i utrzymywania chyba nigdy nie miałem – nie wiem, czy tkwi w nim jeszcze jakiś potencjał społecznego uznania, czy przeciwnie, stanowi skuteczną przed każdym takim uznaniem zasłonę… Chrześcijaninem będąc, czuję się powołany i zobowiązany do miłości bliźniego i ona wytycza kryteria moich działań, charakter relacji, stosunek do ludzi, spraw i sytuacji okazjonalnie lub co dzień doświadczanych. Ale miłość bliźniego często jest trudna. Również dlatego, że nie ma względu na osoby. I również dlatego, że jest asymetryczna.

piątek, 24 lipca 2026

Przeczytałem w komentarzu biblijnym do Mt 13, 18-23

Istnieje walka duchowa o to, aby Słowo do mnie dotarło, zakorzeniło się w moim sercu i wydało jakiś owoc – miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (Ga 5, 22).

https://www.pismo.swiete.pl/