Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fallibilizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fallibilizm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 czerwca 2017

Popper, dr Google i chrześcijanie

Pewien filozof, Karl Raimund Popper [1902-1994], napisał kiedyś następujące zdanie: „Ja mogę się mylić, ty możesz mieć rację, i wspólnym wysiłkiem możemy zbliżyć się do prawdy”. Wyraził tymi słowami swoje moralne credo, swoje moralne wyznanie wiary.

Czy o wierze religijnej tu mowa? Nie, to raczej wyraz wiary etycznej, która wszakże z wiarą chrześcijańską nie stoi w sprzeczności. To wyraz wiary „w pokój, człowieczeństwo, tolerancję, skromność, w wysiłek wkładany w to, by uczyć się na własnych błędach, oraz w możliwości krytycznej dyskusji”. To wyraz wiary w otwartość przyszłości – w każdej jej skali – i w człowieka, który może wypełnić ją dobrymi dziełami. Możliwości, które zawiera przyszłość są nieskończone, a odpowiedzialność za ich rozpoznanie i urzeczywistnienie spada właśnie na nas. W zasobach przyszłości znajdzie się bowiem wszystko to, co każdy z nas w nią wniesie przez to, co zrobi. Naszym obowiązkiem – podkreślał Popper – nie jest więc zwiastowanie zła, lecz pozostawanie optymistami i codzienna troska o lepszy świat!

Jakże to naiwne i jakże banalne! A specjaliści od filozofii Poppera zaraz znajdą sto tysięcy erudycyjnych zastrzeżeń i przeszkód do uznania powyższych słów za wnoszące cokolwiek do wartościowej refleksji. Nie szkodzi. Człowiek żyjący i działający w dzisiejszym świecie na co dzień, chcąc nie chcąc, musi sobie radzić z niedostatkami wiedzy własnej i równoczesnym nadmiarem wiedzy otoczenia. Doktor Google mądrzy się na wszystkie strony, ale decyzje, co począć z jego „mądrościami” i tak podejmować musi ten, kto się z nim konsultuje. Moje czytanie wyznania Poppera jest więc zupełnie naiwne i banalnie proste, i niech takim zostanie. Może właśnie takie przyda się też innym, i może właśnie takie niesie coś ze źródła. Sam autor wspominał bowiem po latach, pisząc: „Nie spotkałem nigdy nikogo, kto zwróciłby uwagę na te dwa wiersze [przytoczone na wstępie] pomyślane jako moje credo moralne, a wykluczające, jak mi się wydawało, wszelką możliwość dogmatycznej interpretacji «krytycznego racjonalizmu»”.

Nie widzę żadnych istotnych przeszkód, wewnętrznych sprzeczności i tym podobnych, by być chrześcijaninem – krytycznym racjonalistą, choć zdaję sobie sprawę, że takie przekonanie o intelektualny zawrót głowy przyprawiać może zarówno tych wierzących, którzy w krytycznym racjonalizmie widzą tylko kwintesencję walki z religią i tradycją, jak i tych rzekomo krytycznych racjonalistów, którzy w chrześcijaństwie widzą głównie moherowy ciemnogród. Jedni i drudzy, w moim przekonaniu, czyniąc tak wynoszą się ponad tych, których krytykują, a tymczasem chodzi o coś wręcz przeciwnego.

Chodzi o to, by z pola widzenia nie tracić Prawdy, która – niczym Słońce na horyzoncie – pozostaje ciągle od człowieka większa, i która zwyczajnie uczy pokory. Chodzi o to, by z pola widzenia nie tracić też innych ludzi, a ci są przecież różni; ulokowani bliżej nas i dalej, i pod nieco innym niż my kątem oświetlani. Jeśli są wśród nich ludzie dobrej woli – a niewątpliwie są i tacy – to chodzi też o to, by ich racje w spornych kwestiach słyszeć i rozważać. Wspólny wysiłek zbliża nas do prawdy, która przecież ciągle jest na horyzoncie i która, jako taka, daje sens naszym poszukiwaniom, naszemu uczeniu się, także od siebie nawzajem, i która czyni świat ciekawym, wartym poznawania i rozumienia.

Tymczasem, jakże trudno nam nieraz chociażby przyznać się do błędu – zwłaszcza wobec kogoś, kto faktycznie lub tylko w naszym przekonaniu znajduje się na niższym szczeblu jakiejś hierarchii. Miłość własna i chęć utrzymania na swój sposób rozumianego autorytetu – niezależnie od tego, czy faktycznie go posiadamy, czy tylko go sobie przypisujemy lub jego posiadanie wyobrażamy – skłaniają do przemilczania tego, co sami „sknociliśmy” lub, gdy przemilczeć się nie da, do szukania winnych daleko od siebie. Niewątpliwie taką skłonność może wzmagać w nas niejedno faktyczne doświadczenie niesprawiedliwości, upokorzenia, obarczenia nie swoją winą, gdy ktoś wobec nas okazał się nieuczciwy, a przy tym jakoś od nas silniejszy lub bardziej sprytny, a właściwie cwany. Chcemy więc nieraz odpłaty tym samym, nawet, gdy ofiarą stanie się niewinny. Ale chyba przyznać wypada, że ani to krytyczno-racjonalne, ani chrześcijańskie. Przyznanie się do błędu jest bowiem stanięciem w prawdzie – przywraca siłę naszemu działaniu na rzecz dóbr własnych i rzecz dobra wspólnego, uwalnia nas od mistyfikacji własnych kompetencji, przy tym uczy również innych wolności, bo wyzwala z gry pozorów, i wprawia w rozpoznawanie właściwej miary autorytetu. Któż, jak nie Bóg, jest tej prawdy i autorytetu pełnią; któż, jak nie człowiek, może być jej dobrym dla innych obrazem.

[Wojciech E. Zieliński, Popper, dr Google i chrześcijanie, "Na Rozstajach", 2017, nr 5 (302), s. 12.]


PS. Swego czasu, gdy podczas egzaminu w IFSiD UG odpytywałem studentów z zagadnień krytycznego racjonalizmu, dowiedziałem się od nich, że oto trafiłem do Wikipedii, jako jeden z wiernych wyznawców Popperowskiej doktryny☺; zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_popperowski

środa, 9 kwietnia 2014

Z mojego listu do Studenta

  • przypuszczam, że socjologia nie tylko Pana wprawia w stan permanentnej ambiwalencji
  • cyt.: "Fromm socjologiem nie był i tego uczę się na studiach" - w środowisku socjologicznym pytanie o kryteria bycia socjologiem pozostaje chyba ciągle otwarte
  • istnieje również coś takiego, jak socjologia matematyczna (zob. np. tutaj)
  • cyt.: "Czy nie jest tak, że "naukowość" w socjologii niszczy to, co w niej może być najcenniejsze" - czy nie jest tak, że wątpliwość ta dotyczy każdej nauki, przynajmniej z kręgu humanistyki i nauk społecznych, która na części pierwsze rozkłada obiekty swoich zainteresowań?
  • cyt.: "Jeżeli nauka, tudzież socjologia, nie może wypowiadać się na temat tego co dobre a co złe, po co nam wykłady "etyczne problemy zawodu socjologa"?" - proszę zwrócić uwagę na temat: 'Metasocjologiczna perspektywa refleksji'; mówię tam o zastrzeżeniach dot. ew. zamykania ww. przedmiotu w obrębie socjologii
  • to, co "niszczy kreatywność a buduje ludzi podporządkowujących się zasadom - autorytetowi", jest raczej karykaturą edukacji
  • "student, który myśli to czego się od niego wymaga", jest raczej karykaturą studenta - podobnie, jak wymagający posłusznego myślenia prowadzący zajęcia, jest raczej karykaturą nauczyciela; ktoś mądrze powiedział, że myśl, która wpadła w koleinę, jest myślą wykolejoną
  • stawanie się jedynie "przewodnikiem muzealnym żonglującym zapamiętanymi definicjami", pod znakiem zapytania stawia kompetencje studenta, absolwenta itp.; ale pośrednio, także jego nauczycieli
  • bycie outsiderem nie jest łatwe, ale ma także dobre strony
  • o prawomocności sądów wartościujących nie decyduje nauka
  • cyt. : "Jeżeli psychoanaliza (lub inna nauka - dla nas socjologia) nie może wskazywać nam wartości słusznych i niesłusznych, jej wartość jako takiej, sama w sobie jest znikoma" - a czy znikoma jest wartość rozumienia badanego przedmiotu?
  • cyt.: "Powinniśmy czy nie, wykorzystywać socjologię do poprawiania społeczeństwa?" - to pytanie 'stare jak świat'; kto zechce społeczeństwo poprawiać, korzystać będzie zapewne z różnych pomocnych ku temu narzędzi, także z socjologii; a o kwestii możliwych kosztów takiego poprawiania piszę pośrednio m.in. tutaj, w artykule nt. etyki w pracy dyrektora i nauczyciela (s. 20-23).

czwartek, 30 stycznia 2014

Napisano o Nim i o chrześcijanach

Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem.

Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym.

Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych, w obronie poglądów ludzkich.

Mieszkają w miastach helleńskich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosując się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz paradoksalne prawa, jakimi się rządzą.

Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą.

Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych.

Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże.

Są w ciele, lecz żyją nie według ciała.

Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba.

Słuchają ustalonych praw, lecz własnym życiem zwyciężają prawa.

Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują.

Są zapoznani i potępiani, a skazani na śmierć zyskują życie.

Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im nie dostaje, a opływają we wszystko.

Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni.

Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek.

Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani radują się jak ci, co budzą się do życia.

Żydzi walczą z nimi jak z obcymi, Hellenowie ich prześladują, a ci, którzy ich nienawidzą, nie umieją powiedzieć, jaka jest przyczyna tej nienawiści.

Czy nie widzisz, że rzucają chrześcijan na pożarcie dzikim zwierzętom, aby zaparli się Pana, lecz oni nie ulegają?

Któż bowiem z ludzi zdołał kiedykolwiek dojść do zrozumienia, czym jest Bóg, zanim On sam nie przyszedł?

Chyba, że chcesz wierzyć w te głupie i próżne pomysły przemądrzałych filozofów! Jedni mówili, że Bóg jest ogniem – nazwali Bogiem ten ogień, w który sami iść mają. Inni upatrywali go w wodzie lub jakimś innym jeszcze żywiole stworzonym przez Boga.

A przecież gdyby choć jeden z tych pomysłów uznać za słuszny, równie łatwo można by ogłosić Bogiem każdą inną rzecz stworzoną!

Wszystko to jednak są baśnie i oszustwa tych szarlatanów.

Nikt z ludzi Go nie widział ani nie poznał, On sam siebie objawił.

Objawił się zaś przez wiarę, gdyż jej jednej dane jest oglądać Boga.

Kochając zaś, nauczysz się naśladować jego dobroć. A nie dziw się, że człowiek może naśladować Boga. Może, jeśli Bóg zechce.

Tyranizować bliźniego, dążyć do przewagi nad słabszymi, bogacić się i krzywdzić ubogich, to wszystko szczęścia nie przynosi, i w taki sposób nikt Boga nie naśladuje. Tego rodzaju postępowanie nie ma nic wspólnego z jego majestatem.

Kto jednak bierze na siebie brzemię bliźniego, kto będąc w czymś bogatszy użycza ze swych dóbr mniej szczęśliwemu. Kto uważa, że wszystko, co ma otrzymał od Boga, i dlatego daje potrzebującym, stając się sam niejako bogiem dla tych, których obdarza, ten prawdziwie naśladuje Boga.

Możesz przebywając na ziemi widzieć, jak Bóg rządzi w niebie, możesz głosić tajemnice Boże, możesz kochać i podziwiać ludzi znoszących męczeństwo, aby nie zaprzeć się Boga, możesz odrzucić ułudę i oszustwo świata, jeśli tylko zrozumiesz, co naprawdę znaczy żyć w niebie, jeśli wzgardzisz tym, co tutaj wydaje się śmiercią, a będziesz się lękał śmierci rzeczywistej, jaka oczekuje skazanych na ogień wieczny, karę ostateczną dla tych, którzy weń popadną.

Kiedy ów ogień poznasz, wówczas będziesz podziwiał i mienił szczęśliwymi ludzi dla sprawiedliwości cierpiących ogień na ziemi…

Wiedza wbija w pychę, miłość zaś buduje. Kto mniema, że coś wie, nie mając prawdziwej wiedzy, to jest takiej, jakiej życie daje świadectwo, ten nie wie nic: wąż go zwodzi, gdyż nie kocha życia.

Kto zaś łączy wiedzę z bojaźnią i szczerze szuka życia, ten sieje w nadziei i może oczekiwać owoców.

Niechaj poznanie będzie twoim sercem, a Słowo Prawdy, na które się otwierasz, twoim życiem.

____________
Z Listu do Diogneta, II w. po Chr. (zob. m.in. http://opusdei.pl/pl-pl/article/list-do-diogneta/)

Zob. także: O wierze chrześcijan.

piątek, 20 grudnia 2013

Z mojego listu do Przewodniczącego

'Ja mogę się mylić, ty możesz mieć rację, i wspólnym wysiłkiem możemy zbliżyć się do prawdy' - te słowa K.R. Poppera to właściwie cały mój komentarz do Twojego listu, poniedziałkowego spotkania, jego krytyki itd.

Przykro mi, że tym, co napisałem, poczułeś się urażony - przepraszam, nie było moją intencją sprawienie Ci przykrości! Ale to, co napisałem, podtrzymuję - właśnie dlatego, że 'jestem na głodzie' bezkompromisowego filozofowania, czyli takiego filozofowania, którego mi w naszym środowisku brakuje. (Może dlatego, że filozofię traktuję zwyczajnie, mądrościowo, a nie specjalistycznie, naukowo). Chyba jednak nie mam natury pieniacza, a na pewno nie mam żadnego tytułu do tego, by panoszyć się we wspomnianym środowisku, więc ot tak jedynie odpisuję na listy i 'wymądrzam się' w swoich tekstach, też w blogu; a jeśli nie mam racji, to i nie ma sensu tym moim pisaniem się przejmować. W związku z powyższym, nie mam też żadnych planów, czy strategii towarzyskich - niech dzieje się to, czego chcą towarzyskie władze (co najwyżej przestanę przychodzić na spotkania lub zrezygnuję z własnej przynależności), z nikim się nie układam, nie poszukuję adoratorów, zostaję więc sam ze sobą…

Pytasz, czy uważam "za kulturalne, przerywanie komuś w trakcie gościnnego wystąpienia i uporczywe zwracanie się do księdza per pan i to wielokrotne?". Oczywiście, że nie uważam tego za kulturalne i rozumiem niełatwą rolę prowadzącego spotkanie, ale uważam, że: (1) czyniący w ten sposób sam sobie wystawia świadectwo filozoficznych i in. kompetencji; (2) gwałtowna krytyka - o ile nie jest wyrazem, jakichś psychicznych itp. zaburzeń krytykującego - z czegoś się bierze, więc warto pozwolić jej wybrzmieć, żeby problem lepiej zrozumieć; (3) prelegent, który decyduje się na publiczne wystąpienie, nie jest dzieckiem i powinien umieć poradzić sobie z krytyką tego, co i jak mówi. I, podobnie jak Ty, postulat, żeby "księży nie tolerować na posiedzeniach PTF, uważałem i uważam za niepoważny". Kto taki postulat głosi, sam sobie... itd. (zob. powyżej pkt. 1).

Kończę ten list z nadzieją, że pozostaniemy w dobrych stosunkach! Ale, że o takowe - z kimkolwiek - nie zabiegam za wszelką cenę, to też fakt, z powodu którego chyba nawet w rodzinie i domu nie bardzo mnie lubią…


Zob. także: Z mojego listu do Zniesmaczonego.

środa, 27 listopada 2013

Z mojego listu do Nieznajomego

Myślę sobie tak:

(1) co do "specjalistów, którzy rzekomo tak gorliwie zajmują się człowiekiem czy w ogóle społeczeństwem" - też razi mnie rozdźwięk pomiędzy teorią i praktyką w tym względzie, i w miarę możliwości i umiejętności daję temu wyraz w swoich tekstach

(2) "bezsens życia jest kwestią niepodważalną" - to daleko idące twierdzenie, którego nie podzielam

(3) Bóg, Absolut itd. to oczywiście kwestie poza kompetencjami nauki

(4) "wszelkie religie są kompletnym absurdem" - zob. wyżej, pkt. (2)

(5) "najwięcej wyznawców posiada mamona" - niestety, to chyba prawda, w przeciwieństwie do ww. potwierdzana także naukowo

(6) "religia przestała być przeznaczeniem a stała się wyborem" - coś w tym jest; szerzej o wartościach mówi się nie bez racji, że istnieją, jako przedmiot naszych wyborów...

(7) "Bezsens życia nie jest dla mnie dziecięcą igraszką..." - nic mądrego tu nie napiszę, poza szczerym życzeniem wszelkiego możliwego dobra w przeżywanej sytuacji! i sugestią nieuprzedzonego rozpatrzenia tego, co powyżej

(8) odnośnie wykładu itp. - ja chodzę na takie spotkania bez oczekiwań, dlatego nigdy nie wychodzę rozczarowany; a studentom mówię, że od wykładowców mają uczyć się, jak różne rzeczy robić należy i ...jak nie należy, gdy widzą rozmaitą marność; mój komentarz zaś umieściłem tutaj: http://wojciechzielinski.blogspot.com/2013/10/poczucie-sensu-zycia-przywracane-bywa.html

(9) odnośnie nacjonalizmu itp., pośrednim komentarzem niech będzie to, co napisałem w notkach: http://wojciechzielinski.blogspot.com/2013/11/z-mojego-listu-do-absolwenta.html i http://wojciechzielinski.blogspot.com/2013/11/z-mojego-listu-do-absolwenta-2.html; oczywiście nie trzeba zgadzać się ze mną.

Pozdrawiam z nadzieją spotkania się w blogu.

sobota, 23 listopada 2013

Z mojego listu do Absolwenta (2)

Odnośnie Baumana, konf. itd. - zob. np. tutaj:

http://socjologda.blogspot.com/2013/11/smiec-w-kulturze-za-nami-to-bya-bardzo.html
http://socjologda.blogspot.com/2013/11/smiec-w-kulturze.html
http://socjologda.blogspot.com/

- mamy mozaikę postaw, więc u jednych niesmak, dla innych powód do dumy (jak wyżej napisano w jednym z komentarzy)... Sam kiedyś pisałem analizę etycznych propozycji Baumana (Status etyki w kulturze ponowoczesnej. Analiza propozycji Zygmunta Baumana, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2001), z nadzieją (może naiwnie wynikającą z tego, że byłem człowiekiem 'z ulicy', niepracującym na uczelni), że książka również nieco dyskusji wywoła. Po latach 'obracania się w środowisku' myślę, że niektórzy ją zignorowali, właśnie dlatego, że pisałem o Baumanie, a niektórzy inni dlatego, że pisałem o nim krytycznie. (Ale niewykluczone, że to po prostu słaba książka a powyższe wątpliwości to tylko wyraz mojej megalomanii).

Odnośnie dalszych cennych Pańskich uwag myślę, cóż, festiwal hipokryzji trwa i sięga także wspomnianych nominacji do pokojowej nagrody Nobla. Ale to chyba nic nowego, tyle, że dzisiaj doświadczanie tego 'festiwalu' ma charakter globalny. I chyba jest tak, niestety, że również na uniwersytetach 'historię piszą zwycięzcy', co oczywiście co do zasady niewiele ma wspólnego z przybliżaniem się do prawdy o przedmiocie dyskusji (nie wspominając już o idei uniwersytetu, o której mówił chociażby Twardowski czy wcześniej Newman). Definiując coś mianem 'oszołomstwa' lub 'ciemnogrodu' oczyszcza się pole dla dyskusji kulturalnej, toczonej zdaniem definiujących, na właściwym poziomie. 'Śmieć w kulturze' to przecież fraza wiele znacząca!

czwartek, 14 listopada 2013

Z mojego listu do Absolwenta

Staram się nie być nachalny w tym moim mailowaniu i oczywiście nie jest mi przykro, gdy nikt nie odpowiada na wiadomości przeze mnie jedynie przekazywane. Ale przyznaję, że trochę przykre to uczucie, gdy w wielu rozmaitych sprawach, o których piszę od siebie, kierując korespondencję bezpośrednio do znanych mi osób, odpowiedzią pozostaje milczenie. Może ci znajomi mnie 'olewają', może boją się odpisać i swoje zdanie wyrazić, a może po prostu ja mam o sobie zbyt wysokie mniemanie (co jest bardzo prawdopodobne, zważywszy jak wiele - jako samouk - mam rozmaitych braków w stosunku do licznych moich koleżanek i kolegów). Tym bardziej więc dziękuję Panu za zainteresowanie i dobre słowo.
I bardzo się cieszę, że w przedmiotowej sprawie moje wpisy na blogu okazały się dostatecznie komunikatywne.
Pyta Pan, "Jak z etycznego punktu widzenia mądrze te kwestie rozstrzygać". Oczywiście tego, co tutaj piszę, proszę nie traktować bezkrytycznie - być może nie mam racji - ale myślę tak, jak napisałem w blogu w notce pod tytułem: Gdyby ktoś mnie zapytał…(2) (http://wojciechzielinski.blogspot.com/2012/03/gdyby-ktos-mnie-zapyta2.html). Jeśli dane zagadnienie jest przedmiotem rzetelnej analizy, otwartej, krytycznej dyskusji itd., osoba autora, prelegenta itp. schodzi na dalszy plan. Kiedyś myślałem, że to uniwersytecki standard. Myślałem tak, ...zanim zacząłem pracować na uniwersytecie. Realia, niestety, okazały się inne. Ostatnio obserwuję zaś coraz więcej nadętych spotkań, których motywem wiodącym jest chyba 'pieśń na cześć zaproszonego guru'. Co poniektórzy choć przez chwilę świecą wówczas światłem odeń odbitym. No, bo nie bardzo umiem inaczej wytłumaczyć przerost danej formy nad treścią. Sytuacje takie są także interesującym materiałem do - nie tylko socjologicznej - analizy naukowych karier. Wszak nauki społeczne to nie inżynieria mostów; tu nie trzeba obliczać wytrzymałości przęseł itp., ale na pewno trzeba odpowiednio ułożyć sobie dobre stosunki...
I chyba tylko tak umiem w tej chwili Panu odpisać.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Zachęta do krytycyzmu

„Dziś z wielu stron słychać, że stan, do którego kultura europejska doszła dwa tysiące lat po Chrystusie, jest stanem schyłkowym; takim, w którym wszystko, co prawdziwe, dobre i piękne zostało już powiedziane; i że w związku z tym pozostał nam już tylko wtórny przerób dotychczasowego dorobku, i to taki, w którym wszystko ujdzie. Czy konstatacja taka jest owocem intelektualnego krytycyzmu, spotęgowanego w ostatnim czasie? Czy może, paradoksalnie, wynikiem jego braku? Rozstrzygnięcia tej kwestii poniżej nie będzie. Będzie jednak zachęta do krytycyzmu, ściślej: racjonalnego krytycyzmu. Wskazanie, że jest on właśnie tą postawą, z którą nie wolno się dziś rozstawać, i która wymaga nieustannej promocji w procesie wychowania.
Racjonalny krytycyzm to postawa permanentnej otwartości na wiedzę; wyraz niezgody na zamykanie przekonań w obrębie raz na zawsze rzekomo ustalonych formuł; to sprzeciw wobec ideologii, pojmowanych jako arbitralne próby zawłaszczenia prawdy; także te, a dziś może zwłaszcza te, które nie mają swego wyraźnego autorstwa. Racjonalny krytycyzm to zarazem postawa pełna samokrytycyzmu. To, mówiąc słowami Poppera, swoisty «sposób życia: gotowość do wysłuchiwania krytycznych argumentów, do poszukiwania własnych błędów i do uczenia się na nich».
Tak pojęty, racjonalny krytycyzm jest umiejętnością poruszania się po wąskiej ścieżce wiodącej do prawdy o rzeczywistości, a prowadzącej między naiwnym konsumowaniem treści płynących z otoczenia a bezproduktywnym wobec nich krytykanctwem. Racjonalny krytycyzm jest zatem sztuką życia, której trzeba się nieustannie uczyć, i której warto się uczyć – także na poziomie metaprzedmiotowym”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Wychowanie do krytycyzmu – w odpowiedzi na ponowne zaczarowanie świata, w: Edukacja a wizje świata, red. J. Kwapiszewski, Słupsk 2002, s. 58-63.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Z mojego listu do Jacka…(2)

Pomysł dyskusji, którą proponujesz jest bardzo interesujący, ale czy uda się ją zorganizować, nie mam pewności. Właśnie ze względu na ów „problem polaryzacji poglądów i uczuć”. Owszem, stron jest więcej niż dwie, ale skoro w kwestiach spornych nierzadko jedni drugich mają za oszołomów, z którymi nie warto rozmawiać (a tak w PTFT kwitowano niektóre moje propozycje poszerzenia formuły spotkań), to i organizowanie dyskusji staje się bezprzedmiotowe. Tymczasem, niepodejmowanie kwestii spornych i zadowalanie się spotkaniami jedynie ‘inteligentnie kulturalnymi’, jest odwracaniem głowy od problemów, które w coraz większym stopniu będą rozwiązywane siłowo – nie tylko na ulicy, ale także w ‘majestacie’ prawa, stanowionego przy aplauzie myślących posłusznie.

Napisałeś: „Niestety obserwując to, co się obecnie dzieje oraz jakie są tego skutki (szczególnie wśród młodzieży i młodych dorosłych z którymi prawie codziennie się spotykam) uważam, że sytuacja jest zła, jest wręcz manifestem zaprzeczenia postulatu biblijnego «po owocach…»”. Mimo powyżej wyrażonych przeze mnie wątpliwości mam nadzieję, że uda nam się kiedyś dłużej na ten temat porozmawiać.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Z otwartością na uwagi innych

„Zasady nowej, właściwej etyki zawodowej ludzi nauki, Karl R. Popper zapisuje w dwunastu punktach. Tu sprowadzono je do trzech uwag generalnych. Po pierwsze, ponieważ nasza obiektywna wiedza hipotetyczna wykracza – także w obrębie poszczególnych specjalności – daleko ponad to, co pojedynczy człowiek może opanować, konieczne jest uznanie, że nie istnieją jakiekolwiek autorytety, rozumiane, jako podmioty posiadające pełnię wiedzy w zakresie swoich specjalności. Po drugie, ponieważ niemożliwe jest uniknięcie wszelkich błędów, konieczne jest umieszczenie ich możliwości w strukturze procesu badawczego; jakiekolwiek ich zatajanie staje się przez to największym intelektualnym grzechem. Po trzecie, racjonalna krytyka musi kierować się ideą przybliżenia do prawdy obiektywnej i w tym sensie winna być bezosobowa. Intelektualna uczciwość, rzetelność i samokrytyczna postawa ludzi nauki ma przy tym znaczenie kluczowe i winna być podejmowana z wdzięczną otwartością na uwagi innych. Do wykrycia i korekty błędów ludzie potrzebują bowiem siebie nawzajem, zwłaszcza, gdy pochodzą z różnych środowisk, ukształtowanych pod wpływem niejednakowych idei. Swój wykład Popper kończy apelem o potraktowanie jego sformułowań jako propozycji: powinny one pokazać, że także w sferze etycznej można zgłaszać propozycje, które nadają się do dyskusji i do udoskonalania”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Etos uczonego w dobie radykalnego pluralizmu idei, „Annales. Etyka w życiu gospodarczym”, t. 7, Problemy etyczne w procesie edukacji, 2004, nr 2, s. 51-60.

środa, 14 listopada 2012

Studiowanie Ossowskiego

„Stosunkowo wąska jest ścieżka prowadząca pomiędzy zgubną dla rzetelności badań «nonszalancją filozoficzną» niektórych socjologów – przyczyniającą się nierzadko do «rozmywania» problematyki socjologicznej – a nie mniej zgubną dla socjologii, jak i dla każdej innej dyscypliny nauki, swoistą «ciasnotą umysłową» jej niektórych przedstawicieli, która socjologiczny ogląd badanej rzeczywistości zdaje się niejako «dusić w sosie własnym», pozbawiając ów ogląd możliwości weryfikacji także w toku otwartej dyskusji interdyscyplinarnej. Wszak upojenie własnymi procedurami badawczymi nie sprzyja krytycyzmowi wobec osiąganych wyników. By zatem możliwe było utrzymanie się na wspomnianej «wąskiej» ścieżce socjologicznej z zachowaniem względnie prostej postawy, niezbędna jest dbałość o kulturę metodologiczną własnej dyscypliny; a temu bez wątpienia służy studiowanie prac Ossowskiego”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Aksjologia w pracy socjologa. Kilka uwag na marginesie Stanisława Ossowskiego wykładu socjologii teoretycznej, w: Koncepcje socjologiczne Stanisława Ossowskiego a teoretyczne i praktyczne zagadnienia współczesności. Materiały z konferencji naukowej w Zielonej Górze 20-21.10.2003 r., red. M. Chałubiński i in., Toruń 2004, s. 61-74.

poniedziałek, 24 września 2012

Powściągliwie

„i fallibilistycznie prowadzony spór o kształt Europy to […] racjonalno-krytyczny spór o idee, w którym żadna ze stron nie ma monopolu prawdy, ale zarazem, w którym każda ze stron podlega regulatywnej idei prawdy, jako aksjologicznemu wyznacznikowi dążeń do rozwiązań możliwie najlepszych. Jest to zatem spór zaangażowany na poziomie metaprzedmiotowym w bezkompromisowe dążenie do owego aksjologicznego horyzontu, ale zarazem spór otwarty na wszelkie treści przedmiotowe, które idei europejskiej jedności mogą jak najlepiej służyć, niezależnie od tego, kto jest ich dotychczasowym materialnym dysponentem. Owocem tak pojętego sporu może być tylko bardzo skromny, negatywistyczny projekt europejskiej wspólnoty, będący de facto jedynie wciąż aktualizowaną listą treści, które społecznemu integrowaniu naszego kontynentu bez wątpienia nie służą”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Powściągliwość i fallibilizm w sporze o kształt Europy, w: Unia Europejska a społeczeństwo obywatelskie, red. R. Paradowski, Poznań 2005, s. 223-229.

poniedziałek, 10 września 2012

Moda na pewność

„Doskonale wiadomo, że klasyczna definicja prawdy, z której zastosowaniem były i są nadal wiązane daleko idące nadzieje poznawcze, nie ma dziś monopolu – tak zarówno w wysublimowanej analitycznie filozofii i nauce, jak i na poziomie społecznej praxis. Zarazem jednak, paradoksalnie – obok epistemologicznej mody na wątpliwości (wszak mówi się o współczesnej kulturze, zwłaszcza intelektualnej, że ona «celebruje» wątpliwości) – na poziomie działania społecznego panuje swoista moda na pewność. Wszak nie robi dziś szybkiej kariery, nie odnosi szybkich sukcesów człowiek, który wielostronnie rozważa podejmowane przez siebie działania po to, by m.in. zminimalizować ryzyko niezamierzonych a negatywnych efektów tych działań, mających wpływ na sytuację wszystkich jakoś dotkniętych nimi podmiotów. Na współczesnym rynku – ekonomicznym rynku towarów i usług, ale także rynku idei i twierdzeń naukowych, czy też rynku międzyludzkich relacji – liczy się bowiem pewność i atrakcyjność oferowanego, konsumowanego towaru; pewność posadowiona na przekonaniu, że cała prawda na jego temat właśnie została zdobyta. O tym, że to tylko złudzenie przekonujemy się nader często na różnych polach życia społecznego: zamówiony, wymarzony towar okazuje się bublem, a przynajmniej nie takim, jakim go sobie wymarzyliśmy; wyniki interesujących badań naukowych okazują się oparte na wymyślonych danych a znacząca publikacja zdemaskowana zostaje jako plagiat; człowiek, który miał stać się pewnym partnerem na resztę życia, jawi się w praktyce codziennego obcowania, jako zupełnie inny niż ten, za kogo podawał się jeszcze niedawno, itd. Wydaje się, że we wszystkich tego typu przypadkach działa ta sama zasada: zasada szybkiego osiągania efektów, której motto głosi, że prawda, w danym działaniu, dla danego celu zdobywana, to prawda cała, wystarczająca i pewna”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Niefundamentalistyczny walor krytycznego racjonalizmu, w: Fundamentalizm i kultury, red. M. Szulakiewicz, Z. Karpus, Toruń 2005, s. 205-216.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Wiedza i kłosy

Duża wiedza czyni skromnym, mała zarozumiałym. Puste kłosy dumnie wznoszą się ku niebu, kłosy pełne ziarna w pokorze pochylają się ku ziemi. (Erskine Caldwell)

wtorek, 24 lipca 2012

Efektywności efektowności

„Wydaje się, że dzisiaj jednym z istotnych spoiw – organizacyjnych, ale nie moralnych – pracy uniwersyteckiej jest zasada efektywności i efektowności podejmowanych działań. System społeczny uniwersytetu pozostaje wszak podsystemem systemu społecznego w ogóle. I dlatego, podobnie jak ma to miejsce gdzie indziej, również władze uczelni zabiegać dziś muszą m.in. o dobre miejsce w rankingach, a właściwość podejmowanych w tym zakresie działań weryfikowana jest (a) w ramach zewnętrznej kontroli społecznej – m.in. przez zainteresowanie danym uniwersytetem potencjalnych kandydatów na studia, i (b) w ramach wewnętrznej kontroli społecznej – m.in. stopniem zawodowej lojalności kadry. Z kolei kadra, wykładowcy zainteresowani efektywnością swojej pracy, racjonalizują podejmowane działania ograniczając kontakty naukowe ze studentami do sformalizowanego minimum, co nie pozwala czynić im zarzutów o niewypełnianie obowiązków dydaktycznych, ale też, co z drugiej strony nie daje studentom poczucia, że mają na uczelni kontakt z ludźmi gotowymi intelektualnie współdziałać z nimi w poznawaniu świata. Gdy chodzi zaś o kwestię efektowności w działaniu naukowo-dydaktycznej kadry uczelni to wydaje się, że przejawem bezkrytycznego ulegania jej presji stają się coraz częstsze, a przynajmniej coraz częściej ujawniane przypadki plagiatów. Oto możliwość efektownego wykazania się długą listą publikacji w recenzowanych czasopismach staje się ważniejsza niż uczciwość i rzetelność w ich przygotowaniu. Jest to zarazem kolejny przyczynek do twierdzenia, że jakakolwiek sprawna organizacja pracy nie jest w stanie zapełnić moralnej próżni wytwarzanej przez niemoralnie działające podmioty. Wreszcie sami studenci będąc stroną potencjalnego przynajmniej działania komunikacyjnego na uniwersytecie, naznaczeni presją efektywności i efektowności działania – wymaganego od nich w takim właśnie kształcie przez agresywny rynek pracy – ulegają przysłowiowemu «wyścigowi szczurów», sprowadzając uniwersytet i jego pracowników do roli sprzedawców i operatorów sprzedaży wiedzy, która to wiedza zaś warta jest zainteresowania tylko o tyle, o ile da się nią na wspomnianym rynku handlować i na niej zarobić”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Nauka i sceptycyzm a działanie komunikacyjne na uniwersytecie, „Annales. Etyka w życiu gospodarczym”, t. 8, Problemy etyczne środowiska akademickiego, 2005, nr 2, s. 67-76.