poniedziałek, 25 lipca 2016

Z mojego listu do Dobrosława (3)

Szczegółów nie znając, nie będę wiele mędrkował. W każdym razie sam niejednokrotnie zauważyłem, że na samodzielność najmniej pozwalają ci, którzy własnej samodzielności nie wywalczyli/obronili (mam znajomego profesora, który kiedyś regularnie przesyłał mi swoje teksty przed ich publikacją z prośbą o ew. uwagi itp.; wiele razy pisałem mu pytanie: ‘co tu jest Twojego?’; nigdy nie dostałem odp.) – za to po uzyskaniu stopni/tytułów chętnie recenzują innych, chcących wejść/utrzymać się/awansować itp. w systemie nauki. Oczywiście dzięki temu skutecznie reprodukuje się systemu struktura.

Piszesz: “Zawsze uważałem, że uniwersytet to miejsce, gdzie używając argumentów mogę wyrażać swoje zdanie i sprzeczać się z innymi na poziomie merytorycznym i wyrażać to, co myślę”. Oczywiście tak być powinno, ale w praktyce nierzadko dominuje raczej taka zależność: http://wojciechzielinski.blogspot.com/2014/05/niewolnik-ma-jednego-pana.html – stąd bierze się więcej prze/milczenia niż dyskutowania.

Przy czym tu jeszcze jedno, chyba istotne zastrzeżenie dot. tego fragmentu Twojego listu: „w jednym punkcie zostało mi zarzucone, iż tekst jest za bardzo zaangażowany, deklaratywny – inaczej ujmując – za dużo własnego zdania”. Otóż, o ile tego wprost nie wyrażono, wniosek może być wynikiem Twojej nadinterpretacji twierdzenia, że „tekst jest za bardzo zaangażowany, deklaratywny”. Może chodziło tu jedynie o Hume’owsko/Weberowską Wertfreiheit i konstytutywną dla socjologii konieczność trzymania się empirii, o której pisał chociażby Ossowski…
[…]
…jeszcze tylko to: „Trochę we mnie zaszczepiłeś to, żeby myśleć po swojemu i wyrażać zgodne z własnym sumieniem zdania, które można argumentować tymi «starszymi, mądrzejszymi» naukowcami/humanistami” – ze swojej strony podtrzymuję przekonanie o słuszności/zasadności/powinności takiej postawy, ale obawiam się, że dla różnych współczesnych to są manowce; tymczasem również od takich ludzi będzie zależała Twoja sytuacja na różnych polach, więc …będziesz musiał wybierać.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Gdyby ktoś mnie zapytał (5)

o powody mojej "nieobecności w środowisku", odpowiedziałbym następująco:

Nie ukrywam tego, co robię - czego dowodem jest chociażby moja pisanina w niniejszym blogu i wskazane na jego podstronach przejawy aktywności - ale nie mam zwyczaju dopraszania się zainteresowania tym u innych (choć, kto wie, czy owi inni też tak to odbierają). Zatem, gdy z ich strony z zainteresowaniem się nie spotykam, zwyczajnie robię swoje, a jednocześnie "nie zgłaszam się", "nie występuję", "nie rejestruję", "nie bywam"… I już nie doświadczam tego jako straty - przypuszczam, że z wzajemnością.