sobota, 29 grudnia 2012

Z mojego listu do Ewy…

w Gdańsku brakuje mi takich roboczych dyskusji filozoficznych. Przeważa dążenie do organizowania hucznych imprez z dużą frekwencją. Nawet w Towarzystwie, któremu do niedawna prezesowałem, zwyciężyła ta nieszczęsna optyka. A ubolewam nad tym, ponieważ w moim przekonaniu – wbrew medialnym itp. pozorom – jest ona źródłem filozoficznej i kulturowej stagnacji, marazmu, zapaści itp. Zamiast rozwijać własny potencjał w toku krytycznej dyskusji zagadnień, podejmowanych, owszem, z udziałem wszystkich zainteresowanych, ale bez zbędnych kompleksów, środowisko lokalne ochoczo konsumuje jedynie rozmaite głośne ‘produkty z importu’. A te nierzadko budzą zażenowanie swoją bylejakością, wtórnością itp. Wszak niejeden ‘ważny autor’ przyjeżdża do nas merytorycznie nieprzygotowany, ale najpewniej przeświadczony, że ta ‘gdańska gawiedź’ i tak mu pięknie zaklaszcze.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza