piątek, 31 sierpnia 2012

W oczekiwaniu na zmiany

„Dzisiaj także czekamy na zmiany i mamy nadzieje, że takowe nastąpią, ale wcale nie jest nam łatwo precyzyjnie określić pozytywną ich treść. Zwłaszcza, że tak silna jest pokusa negacji – odrzucenia tego, co nas dziś otacza, jakby w stanie amnezji co do udręk minionych. Czyż bowiem nie chcemy już demokracji i pluralizmu, o które walczyła «Solidarność» i inne formacje niepodległościowe w czasach powojennej Polski? Ależ chcemy. A czy może nie chcemy już wolnego rynku gospodarczego, swobód politycznych i związanych z nimi możliwości twórczego kształtowania naszego życia i jego otoczenia? Owszem, chcemy. Ale chcemy zarazem – a przynajmniej wielu z nas tego chce – aby wszystko to miało sens i właściwą miarę, aby panował w tym jakiś ład i uczciwość w działaniu, a nie przysłowiowe już prawo buszu – prawo silniejszego i prawo cwaniaka. Być może jednak chcemy zbyt wiele. Wszak, zdaniem niektórych z nas, ba, zdaniem wielu z nas, ów postulat ładu i właściwej miary urządzeń społecznych to nic innego, jak skrywany zamach na zdobytą wolność, który w konsekwencji oznaczać musi niepełną demokrację i niepełny pluralizm, nie w pełni wolny rynek i niepełne swobody. I co tu zatem począć, skoro już w punkcie wyjścia sporu o kierunek zmian kołacze tak fundamentalna kontrowersja? Rada nasuwa się jedna – prosta, wręcz banalna w formie, choć bynajmniej nie prosta w realizacji: O ład społeczny, o umiar i uczciwość w działaniu jednostek i tworzonych przez nie organizacji, słowem, o jakość i wartości znaczące dla życia społecznego po prostu trzeba nieustannie zabiegać na wszelkich polach i przy pomocy wszelkich środków, które owym wartościom nie przeczą. Zabiegać mimo tego rozkawałkowania i rozczłonkowania, które faktycznie przyniósł pluralizm; zabiegać nie oglądając się na tych, którzy żyją bez idei, chłonąc bezkrytycznie każdą kulturową nowinkę napotkaną na swojej drodze. Ale o wspomniane wartości trzeba zabiegać ze świadomością, że droga ku doskonałości to domena raczej jednostek niż całych społeczeństw, i że mierze wszelkich oczekiwań w tym względzie, niczym cień, towarzyszy zawsze miara możliwych rozczarowań”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, W oczekiwaniu na zmiany. Nadzieje społeczne a przełom polityczny roku 1989, „Universitas Gedanensis”, R. 17, 2005, nr 1 (29), s. 19-28.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza