poniedziałek, 23 stycznia 2012

Filozofia na uczelniach

„ma dzisiaj problemy z rekrutacją, bo […] ignoruje zainteresowania tych, którzy filozofii potrzebują zwyczajnie, do życia, a którzy wszak kompetencje zawodowe zdobywają na innych kierunkach. Bo jeśli już bywa, że filozofia podejmuje takie wskazanie, to najczęściej – w przekonaniu o swej jedynie wiekopomnej roli – rozpatruje je w wysokich rejestrach analiz specjalistycznych, z całym bagażem tak zwanej obowiązkowej literatury przedmiotu i brzemieniem najnowszej wiedzy, który to jednak ciężar, z perspektywy życiowej praktyki wymienionych potencjalnych jej adresatów, jawi się nierzadko jako wprost do dźwigania zbędny.
Powtórzę zacytowaną wypowiedź: «niektórzy po prostu nie mają nikogo, z kim mogliby porozmawiać o tym, jak żyć». Czy Tatarkiewicz jest do szczęścia jeszcze komuś potrzebny? Tak! Jest potrzebny ludziom, którzy mają taki niedostatek międzyludzkich relacji. Jest potrzebny jako rozmówca w dialogu o tym, jak żyć! I jestem przekonany, że Tatarkiewicz takim rozmówcą nadal być może. Byleby tylko, np. podczas wykładów lub zajęć ćwiczeniowych, nie zabić tego Tatarkiewicza celebracją jego osoby, jego historyczno-filozoficznej ważności; byleby nie zadusić go specjalistycznymi przypisami do jego własnej twórczości”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Czy Tatarkiewicz jest do szczęścia jeszcze komuś potrzebny? Spojrzenie z perspektywy filozofii bardzo praktycznej, „Filo-Sofija”, Rok XI, 2011, nr 2-3 (13-14), s. 675-688.

(zob. także: Depresja)