wtorek, 14 lutego 2012

Z mojego listu do Marka…(4)

Dzięki (także za ten link do „Znaku” z 1947), z zainteresowaniem przeczytałem. Jak zwykle, chylę czoła przed warstwą historyczną, faktograficzną Twojego pisania! No i, jak wiesz, jestem zawsze ‘na głodzie’ bezpośrednich nawiązań do teraźniejszości. Bo myślę sobie, że „światopoglądy i ideologie masowych ruchów politycznych”, i społeczne dla nich uznanie, są w jakimś stopniu także reakcją na arogancję filozofii skupionej na sobie a plecami odwróconej do problemów żyjących ludzi.

niedziela, 12 lutego 2012

Z mojego listu do Katarzyny…

Założenie, że socjologia jest nauką wolną od wartościowania ma charakter normatywny; zastosowana forma zdania oznajmującego de facto wyraża pod adresem socjologii powinność bycia wolną od wartościowania. Absolutne wypełnienie tej powinności nie wydaje się możliwe, ponieważ socjologia – jak każda nauka – uprawiana jest przez ludzi, a jej przedmiotem – jak nie każdej nauki – są ludzie i ich sprawy. Ludzie zaś – tak badani, jak i badający – działają dzięki wartościowaniu i wartościują z powodu działania. Gdy zatem pyta Pani, „dlaczego nazywamy pewne zjawiska patologiami, tym samym je wartościując?”, odpowiedź można sformułować następującą: Dlatego, że mając – w danym obszarze badanych i poznawczo porządkowanych zagadnień – do czynienia z obiektami (zjawiskami, zachowaniami, działaniami, postawami itd.) nierównymi, wskazujemy te spośród nich, które odpowiadają uzna(wa)nej przez dane gremium (badanych, badaczy itd.) normie – np. powtarzalności, powszechności, funkcjonalności, skuteczności itd. – i takie, które wspomnianej normie nie odpowiadają, lokując się na jej skraju w postaci patologii…

czwartek, 9 lutego 2012

Depresja

„Tak oto właśnie przyszłość już teraz, «całym swym ciężarem leży na naszej świadomości», zwłaszcza, gdy cierpienie trwa i jako trwałe się zapowiada; gdy – jak pisze Tatarkiewicz – «przed człowiekiem staje niekończąca się perspektywa cierpienia», a chwili zakończenia tego, co w człowieku wywołane przez krzywdę, stratę czy niepowodzenie, nie wyznaczy przecież żaden proces organiczny. I choć poczucie beznadziejności tych przede wszystkim opanowuje, którzy postradali to, co mieli najdroższego, to jednak dotyka także ludzi, którzy «niewiele realnie utracili, lecz stracili nadzieję i cierpliwość». Takie zaś dłużej trwające i w poczuciu beznadziejności zanurzone cierpienie nie tylko ilościowo, ale też jakościowo różni się od krótkotrwałego: «przekraczając siły człowieka, staje się dlań nieznośne» i burzy wszelkie jego szczęścia bieżące. Czymże więc jest życie szczęśliwe? Seneka odpowiadał, że to «pewność i trwały spokój». Ale przecież nie ma pewności i spokoju tam, gdzie nie ma zaufania. Nie ma więc pewności i spokoju, gdy nie ma zaufania do przyszłości. «Tylko patrząc spokojnie w przyszłość – podkreśla Tatarkiewicz – można cieszyć się teraźniejszością». Można bowiem być szczęśliwym z ciężkim dziś, ale raczej nie można – z groźnym jutrem.
Konkluzją tej części artykułu niech zaś będą słowa następujące, zapewne bardzo czytelne dla niejednego działającego człowieka, podmiotowo doświadczającego zawartej w nich treści: «Tkwią w nas sposoby myślenia, odczuwania rzeczy i reagowania na nie, z których niepodobna nam się wyzwolić. Łatwiej nieraz zdobyć majątek, przekształcić własny wygląd i wygląd otoczenia, zdobyć sławę i władzę, niż wyrwać się z depresji, która nie pozwala cieszyć się z majątku ani z urody, ze sławy ani z władzy»”.

Więcej w: Wojciech Zieliński, Czy Tatarkiewicz jest do szczęścia jeszcze komuś potrzebny? Spojrzenie z perspektywy filozofii bardzo praktycznej, „Filo-Sofija”, Rok XI, 2011, nr 2-3 (13-14), s. 675-688.


(zob. także: Filozofia na uczelniach oraz Depresja (2), Depresja (3), Były też inne sny…)

(zob. także: Mdr 17)

wtorek, 7 lutego 2012

Z mojego listu do Mariusza…

Bardzo przykre jest to, co napisałeś o kulisach konferencji. Niestety, w ogóle mnie to nie dziwi. Tak właśnie buduje się ‘wielkość’ naszych tzw. naukowych elit. Nie chcę przesadzać ze skojarzeniami, ale na pewno kojarzysz ten fragment:

„Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi” (Mt 23, 3-7).

Powtórzę: nie chcę przesadzać ze skojarzeniami – w kontekście naszej korespondencji powyższy fragment to jedynie zwyczajny zapis przypadłości tych ‘wielkich’.

Pozbieraj/cie się więc po tym doświadczeniu i – jeśli mogę coś zasugerować – nie marnujcie więcej Waszej energii na przedsięwzięcia inne niż wyłącznie własne, autorskie; przynajmniej dopóty, dopóki nie upewnicie się, że instytucja, w której pracujecie, we właściwy sposób uszanuje Wasz wysiłek. (No, chyba, że aspirujecie do tej uczelnianej ‘sztafety’, i pozwalacie się wykorzystywać po to, by m.in. awansować bez przeszkód, a potem móc spokojnie wykorzystywać innych… Oczywiście przy takim podejściu, powyższa sugestia jest ‘nie na miejscu’).

sobota, 4 lutego 2012

Kiedy tak sobie czytam…

…we fragmencie końcowych rozważań autora (zob. P. Makowski, Po metaetyce. Dobro i powinność w etykach naturalistycznych, 2012), o owej, w dużej mierze, bezużyteczności narzędzi dawniejszej etyki i o wolności etyki dzisiejszej, naturalistycznej, od „metafizycznych mrzonek i teologicznie obciążonych konstruktów”, i kiedy uświadamiam sobie, że nie podzielam tej, chyba niewzruszonej, wiary autora w naukę, bo ona jakoś mi się nie zgadza z powszednim doświadczeniem moralnym, z tą rozmaitą ludzką biedą, która – choć tak blisko nauki ulokowana – pozostaje wciąż nierozwiązanym problemem ludzi działających, to i myśl mnie taka nachodzi, że są etyki po prostu i zwyczajnie różne, i że ta, do której wspomnianemu autorowi blisko, rozwiązywać być może może problemy naukowe, a ta, o której zasadności myślę sobie ciągle, łagodzić nadal może problemy życiowe…

środa, 1 lutego 2012

O krytyce władzy

Z władzą, wszelkiego rodzaju i szczebla, która jedynie pozoruje dyskusje ze swoimi oponentami, w ogóle nie ma sensu dyskutować – jeśli jest zła, trzeba ją zwyczajnie rozgonić. Ale nie ma sensu również takie działanie, jeśli podejmowane jest bez dostatecznej siły i jeśli wiedzione jest krytyką niekonstruktywną.