piątek, 14 grudnia 2018

Z mojego listu do Doktoranta

Ja również Panu i Państwu bardzo dziękuję!, to były dla mnie bardzo cenne zajęcia, spotkania, rozmowy… I przy tym bardzo dziękuję za zainteresowanie moimi Rozmaitościami!

Odnośnie uczelnianych trudów itp. pisze Pan m.in.: “Można nie zwracać na coś uwagi, dopóki bezpośrednio nie zostanie się pokrzywdzonym”… To racja, ale może jakimś łagodzącym ‘sposobem na życie’ jest: nie mieć oczekiwań, by nie doświadczać rozczarowań itp. To bardzo dobrze działa np. w odniesieniu do rozmaitych uczelnianych wydarzeń, zajęć, zebrań, konferencji, wystąpień tzw. “autorytetów” itp., ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że wobec spraw bardziej osobistych – w tym bardziej osobistego przeżywania uniwersytetu – jest trudniejsze do skutecznego zastosowania. Tym, co mnie pozytywnie ‘napędza’ – i co zapewne jakoś wyłazi też z moich wywodów podczas zajęć itp., i co w miarę możliwości polecam też innym, zainteresowanym – jest priorytet podmiotowej perspektywy działania, moralne zobowiązanie, jakie mam wobec konkretnych osób, z którymi dane mi jest wchodzić w rozmaite relacje. To jest zobowiązanie z definicji asymetryczne, czyli takie, które przynajmniej teoretycznie wyklucza poczucie krzywdy, niespełnienia, zawodu itp. A gdy spotka się z nim jakiś nieoczekiwany plus – na przykład taki miły list, jak ten otrzymany od Pana – to wyżej wspomniany ‘napęd’ zyskuje kolejną porcję energii.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza