Dwadzieścia lat temu pewnie marzyłbym o tym, żeby uczestniczyć w takich warsztatach, dzisiaj odbieram je jako przejaw filozofii salonowej – to zupełnie ‘nie moja bajka’. Życie ułożyło się inaczej… Chyba jestem ‘prymitywistą’ i w tym swoim prymitywizmie – właśnie jako Polak a nie Francuz – mogę podpisać się pod przeczytanym zdaniem: „Nie muszę nigdzie jechać ani uczyć się języków, bo i tak wszyscy przyjeżdżają tutaj”. To taki manifest programowej ignorancji, ale też wyraz filozoficzno-praktycznego przekonania o potrzebie twórczości autorskiej, rodzimej, lokalnej.
Wynurzenia Filozofa, o Hiobie, komiksach itd., mnie denerwują – to takie ‘salonowe spektakle kultury wysokiej’, w stylu znanym chociażby z wystąpień znanego Scenarzysty, i innych. Współczuję człowiekowi, ale, dla własnego zbudowania, oczekiwałbym od niego większej pokory i wyciszenia. Bo można to także odwrócić: podobne dramaty przeżywają tysiące innych ludzi na świecie, tyle, że żadna gazeta ich o to nie zapyta, a i oni sami nie umieliby swoich przeżyć tak ‘głęboko’ wyrazić. Wielu filozofów roztrząsa o potędze prostoty, ale jej praktyczne uszanowanie jest dobrem rzadkim – zwłaszcza na polu moralnym.
W tekście jest wiele interesujących wątków filozoficznych, opisana inicjatywa jest niewątpliwie cenna, spotkania gromadzą ludzi z kapitałem rozmaitych doświadczeń i, w moim przekonaniu, wszystko to stanowi przejaw filozofii żywej. A powyżej, to tylko moje ‘dopiski’. Kogoś tam interesuje „to, jakie płyny ustrojowe mają znaczenie polityczne, filozoficzne, społeczne”, a mnie ot, chociażby takie rozmawianie o skończonej lekturze.